Rumunia. Transylwania. Czy warto wybrać się tam na wakacje?

21:21:00

Witajcie Kochani!

Rumunia. Transylwania. Moje pierwsze skojarzenia z tym miejscem to jak zapewne dla wielu z Was wampiry, hrabia Dracula, góry i zamki. Oczywiście to nie wszystko. Region ma za sobą ciekawą lecz burzliwa historię. Na terenie tym doświadczamy praktycznego mieszania się dwóch kultur sąsiednich krajów Rumunii i Węgier. Zakosztujemy tutaj smacznej kuchni, poznamy życzliwych ludzi, pogoda jest właściwie gwarantowana, a do tego ceny nie powinny zrujnować naszego portfela. A jednak Rumunia nie jest miejscem do którego chętnie wybieramy się na wakacje. Dziś gdy wizytę w tym kraju mam za sobą zastanawiam się dlaczego tak jest. W tym wpisie spróbuję zachęcić Was do odwiedzenia tego miejsca, które mnie osobiście zachwyciło i zafascynowało. Zapraszam serdecznie na pierwszą część wpisu.

Specyfika regionu.
Transylwania (Siedmiogród) jest niezwykłym miejscem ze względu na swoją burzliwą historię, mieszanie się różnych kultur, spośród których wpływy dwóch węgierskiej i rumuńskiej są wyraźnie widoczne. Obecnie stanowi ona centralną część Rumunii. Nie zawsze jednak tak było. Wpływy węgierskie na tym terenie  widoczne są już na przełomie IX I X w. Od XVII w. Transylwania znalazła się pod zwierzchnictwem Habsburgów, a następnie stała się częścią Królestwa Austro-Węgierskiego. Po rozpadzie tego terytorium i dalszych perturbacjach związanych z II wojną światową została przyłączona do Rumunii. W dalszym jednak ciągu region zamieszkuje spora mniejszość węgierska, a zaszłości historyczne powodują wzajemną niechęć przedstawicieli obu krajów.
Zauważyłam, że wiele osób zamieszkujących Transylwanię włada dwoma językami, a dodatkowo najczęściej zna jeszcze angielski, o czy później. W sklepach, kawiarniach, restauracjach, na oznaczeniach drogowych nierzadko widnieją napisy w obu językach. Wybierając się zaś do restauracji spotkałam się z sytuacja, że wręczono mi menu w obu językach, czasem też po angielsku. Na ulicach obok rumuńskich piekarni i sklepów spotkać można sklepiki (coś w rodzaju fast food) z węgierskim jedzeniem. W restauracjach zaś będziemy mieli możliwość skosztowania węgierskich i rumuńskich dań.

Jak wyglądała moja podróż i co widziałam
                Swoją podróż zaczęłam od wylądowania w miejscowości Kluż Napoka. Następnie wyruszyłam w podróż samochodem do miejscowości Reghin, w której się zatrzymałam. Mimo, iż oba miasta dzieli nieco więcej niż 100 km, podróż trwała więcej niż 2 godziny. Wszystkiemu winne są kiepskiej jakości drogi, które momentami przypominały bardziej ogromne dziury, niż drogi. Plusem była możliwość podziwiania widoków za szybą samochodu, a były one cudowne. Teren ten to góry (do 1000 m. n.p.m.) doliny, mnóstwo zieleni i małe wsie po drodze. Reghin to małe miasteczko, którego centrum pełne jest sklepów ze świeżym pieczywem i co było zaskakujące…kwiaciarni. Można je spotkać praktycznie na każdym rogu. Pierwsze zetknięcie z rumuńską rzeczywistością było dla mnie swego rodzaju podróżą w przeszłość, gdyż tamtejsze miasta i rzeczywistość życia mieszkańców przypomina tą jaką pamiętam ze swojego dzieciństwa w Polsce. Szare postkomunistyczne bloki, kamienice w centrum wymagające renowacji, małe sklepiki spożywcze, odzieżowe, second-handy, i ulice pełne samochodów starszej daty. W jednym ze sklepów znalazłam znaną mi dobrze z dzieciństwa gumę Turbo oraz lody przypominające nasze stare, dobre Śnieżki.
Następnego dnia odwiedziłam większe miasto Târgu Mureș, gdzie obok tego postkomunistycznego klimatu spotkać już można nowoczesne kawiarnie, centra handlowe, kina, fast foody, dyskoteki, banki. Wszystko prezentuje się przedziwnie i wręcz nierzeczywiście, pokazuje także, że Rumunia jest krajem pełnym kontrastów, do czego jeszcze później wrócę. A tak przy okazji w Târgu Mureș odkryłam sieć kawiarni Cafe Frei, gdzie piłam m.in. pyszne matcha cappuccino, które widziałyście na moim Insta. Cafe Frei to sieć kawiarni oferująca swoim klientom możliwość spróbowania napojów i deserów z różnych zakątków świata. W ofercie mają ponad 70 przepisów na kawę, świeżo parzoną herbatkę, zimne i ciepłe drinki czekoladowe i owocowe, koktajle i ręcznie robioną lemoniadę. Do napoju można zamówić pyszny, słodki deser. Oprócz matcha cappuccino wypróbowałam lemoniadę morelowo-wiśniowo-imbirową, makowiec z wiśniami, koktajl migdałowo - gruszkowy. Wszystko absolutnie przepyszne! Do tego lokal ma swój nowoczesny, energetyczny klimat i wszędzie roznosi się zapach świeżo parzonej kawki. Jedna z kawiarni sieci znajduje się w Londynie i mam nadzieję, kiedyś ją odwiedzić, co i Wam polecam jeśli macie taką szansę.


Jak każdy chyba turysta odwiedzający Rumunię musiałam wyruszyć w podróż śladami hrabiego Drakuli.  Hrabia Drakula to fikcyjna postać, która zaistniała w masowej świadomości ludzi, dzięki książce Brama Stokera pod tytułem „Dracula” ( 1897). Pierwowzorem dla tej postaci była prawdopodobnie historyczna postać władcy rumuńskiego z XV w. Włada Palownika, który na przydomek „Drakula” zasłużył sobie okrutnymi rządami, podczas których kilka tys. osób zostało nabitych na pal. W języku rumuńskim słowo „dracula” oznacza „diabeł”.
                Pierwszą turystyczną atrakcją była wizyta w miejscowości Sighișoara, czyli w miejscu narodzin słynnego Drakuli. Miasteczko to jest po prostu urocze i bardzo klimatyczne. Idealne miejsce na rodzinny, niedzielny spacer. Centrum Sighișoary znajduje się pod ochroną (Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO), zachwyca piękne Stare Miasto. Oprócz miejsca narodzin Drakuli, zobaczymy tutaj  charakterystyczną wieżę zegarową z XVI w., stary niemiecki cmentarz ewangelicki, zabytkowe kościoły. Jednym z nich jest gotycki Kościół na Wzgórzu, w którym znajduje się ołtarz autorstwa Jana Stwosza (synowi Wita Stwosza, autorowi ołtarza w Kościele Mariackim w Krakowie) z ok. 1520 r., poświęcony św. Marcinowi. Wstęp do domu narodzin Drakuli to 5 lei, natomiast do Kościoła 8 lei.


                Kolejnym miejscem do którego trafiłam była znajdująca się w okolicach Braszowa, miejscowość Bran, gdzie znajduje się malowniczy, średniowieczny zamek (Castelul Bran), któremu przypisuje się związek z Drakulą. Precyzyjniej mówiąc dzięki książce Brama Stokera zamek uchodzi za siedzibę wampira Drakuli, choć prawdopodobny pierwowzór tej postaci, Wład Palownik, nigdy w nim nie mieszkał. Zamek jest natomiast znakomitą atrakcją turystyczną i jest zachowany w bardzo dobrym stanie. Wstęp do obiektu kosztuje 35 lei, jednak warto zapłacić i zobaczyć zarówno wnętrze zamku jak i widoki z jego okien.

Jak podoba Wam się Transylwania? Czy myślałyście kiedyś o odwiedzeniu tego miejsca? A może odwiedziny macie już za sobą? Gdzie spędzanie lub chcecie spędzić swoje wakacje? Jakie miejsca polecacie?

Na drugą część wpisu zapraszam tutaj :)

Pozdrawiam serdecznie
Joanna

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU