Projekt denko kwiecień i maj 2017 r. Nacięłam się na EKO :(

14:10:00

Witajcie Kochani !

                Jak zapewne część z Was zauważyła ostatnio mało było mnie na blogu. Krótko usprawiedliwiając tą absencję w blogosferze wyjaśnię, że troszkę podróżowałam i niestety blogowanie musiało zejść na drugi plan. Plus z tego jest taki, że mam zaplanowane na przyszłość fajne podróżnicze wpisy :) Na razie nie planuje żadnych dalszych wycieczek, ani wyjazdów, czas więc nadrobić zaległości. Dziś podwójne denko, kwietniowo – majowe z którym nie wyrobiłam się na czas. Wśród kosmetyków znów pojawią się dwa produkty, które miały być eko, a okazały się być porażką…dla mojej skóry i portfela. Jak to się stało, że w ogóle trafiły na moją łazienkową półkę? Zapraszam na wpis.

Zaczniemy od pustaczków z kwietnia:

1. Planeta Organica toskańska maska do włosów suchych i zniszczonych – wszystko opisałam dla Was w tym wpisie. Bardzo fajna maska, jednak nie idealna dla moich włosów.

2. Suchy szampon Batiste Nourish & Enrich -   we włosowym wpisie z kwietnia wspominałam Wam, że znacznie ograniczyłam suchy szampon, właściwie zastosowałam go dwa razy co skutkowało opróżnieniem pojemniczka suchego szamponu Batiste Nourish & Enrich. Ten suchy szampon ma za zadnienie nie tylko przywracać świeżość naszym włosom, ale przy okazji odżywiać je za pomocą ekstraktu z migdałów. Brzmi to dość nierealistycznie, a w rzeczywistości szampon w działaniu przypomina mi inne z marki Batiste. Nie odświeża włosów tak dobrze jak mój ulubiony Heavenly Volume, więc zapewne do niego nie wrócę. Cena za 200 ml to 2-4 funtów.

3. Antyperspirant Nivea Protect & Care – kolejny z produktów marki Nivea, który bardzo dobrze się u mnie sprawdzał, po który zawsze instynktownie sięgałam w drogerii i byłam zadowolona zarówno z ochrony przed poceniem jak i przyjemnego zapachu kosmetyku. To moje ostatnie z zapasowych opakowań, niestety. Obecnie z uporem maniaka i beznadziejnie marnym skutkiem próbuje znaleźć naturalny dezodorant. Pewnego dnia, gdy miejmy nadzieję w końcu uda mi się znaleźć kosmetyk, który będzie mnie chronił w satysfakcjonujący sposób, to opiszę dla Was całą historię moich poszukiwań i błędów. Coraz bardziej jednak tęsknie za antyperspitantami od Nivea i kusi mnie powrót do zaufanego produktu drogeryjnego. Cena to ok. 2 funty za 250 ml.

4. Maska do włosów Garnier Avocado oil i Shea butter – maska znana Wam z moich włosowych wpisów, gdzie znajdziecie więcej informacji o niej. Korzystałam z niej od stycznia, na przemian z innymi maskami, stąd uznaję, że produkt jest bardzo wydajny. W konsystencji i działaniu bardzo podobna do znanej i lubianej odżywki od Garniera o tej samej nazwie, tylko odrobinę bogatsza. Bardzo fajnie się u mnie sprawdzała i z czystym sercem mogę ją polecić. Cena to ok. 4 funty za 300 ml.

5. Odżywka do włosów Garnier Maple Healer – o nowej odżywce od Garnier pisałam tutaj. Pierwszy raz zakupiłam ją w lutym i od tego czasu cały czas gości na mojej łazienkowej półce. Bogata, wydajna, o pięknym zapachu i gęstej konsystencji. Wśród jej składników olejek rycynowy i syrop z kloni. Włosy po niej są pełne życia i blasku. Obecnie jedna z moich ulubionych odżywek do włosów. Cena 4,50 funtów za 400 ml.

6. Probiotyczny żel pod prysznic Yoghurt of Bulgaria, Probiotic Toning Shower Gel wersja Sensitive – I to właśnie moje “eko” rozczarowanie. Mimo, że na co dzień nie korzystam już z żelu pod prysznic, postanowiłam wyposażyć się w takowy z myślą o szybkim prysznicu po ćwiczeniach na siłowni. Wszak zabieranie ze sobą mydła i mydelniczki na siłownię nie należy do najwygodniejszych. Chciałam jednak zakupić produkt o łagodnym dla skóry, dobrym składzie. Bardzo zainteresował mnie żel Yoghurt of Bulgaria z probiotykami dla skóry wrażliwej. Zakupiłam go on-line w sklepie reklamującym się jako eko, sprzedającym przyjazne dla nawet dla wrażliwej skóry produkty. Opis produktu na stronie zachwycał: „łagodny dla skóry”, „z probiotykami”, „chroni hydrolipidową barierę skóry”. Nieco zaniepokoił mnie brak pełnego składu produktu na stronie (podane były jedynie tzw. składniki naturalne), jednak skusiłam się…i gdy produkt finalnie wylądował w moich rękach to ogromnie rozczarowałam się składem. Obiecane proteiny jogurtu i olejek z róży damasceńskiej w końcówce składu, za zapachem. Na drugim miejscu SLS, następnie mnóstwo chemii. Ogromne rozczarowanie i produktem i sklepem, do którego już nie wrócę. Na domiar złego żel pod prysznic nie był jedynym produktem jaki zakupiłam, o czy poniżej. Zużyłam go najszybciej jak mogłam. Bardzo mocno wysuszył moją skórę. Zdecydowanie odradzam zwłaszcza osobom o wrażliwej skórze z tendencją do wysuszania. Kosmetyk nie był tani, za 200 ml zapłaciłam ok. 7 funtów. Porażka, rozczarowanie i nie polecam.

7. Sesderma Repaskin, krem z filtrem SPF 50 – próbeczki od Sesdermy dostaje od mojej kosmetolog z gabinetu. Używałam i w kwietniu i w maju. Obecnie z uwagi na zabiegi kwasowe muszę szczególnie chronić skórę przed słońcem, a właściwie go unikać. Krem od Sesdermy stosuję zawsze kiedy wychodzę z domu i bardzo go polubiłam. Jego konsystencja jest dość dziwna, wydaje się niestabilna – połączenie kremu z olejkiem, a jednak przyjemnie się go używa. Na skórze nie jest ciężki, mimo wysokiego filtra, fajnie nawilża nie pozostawia białych śladów, a co najważniejsze nic złego z cerą się nie dziej. Mimo, że produkt nie należy do najtańszych to myślę o zakupie pełnowymiarowego opakowania. Opakowanie 40 ml to koszt 25 funtów.    

8. Mydło kastylijskie Dr. Bronner’s All in One, Magic Soaps – jedyny produkt na jaki miałam ochotę skusić się po lekturze książki „Szczęśliwa skóra”.  Swój egzemplarz zakupiłam w TK Maxx, w cenie ok. 3 funtów. Mydełko bardzo fajnie się u mnie sprawdziło. Bardzo delikatnie myje i oczyszcza skórę, nie wysuszając jej przy okazji. Jest niesamowicie wydajne, wystarczyło mi na ponad 3 miesiące używania. Ma bardzo dobry skład i cenę. Zdecydowanie jestem na tak i mam ochotę do niego wrócić.

Teraz czas na zużycia maja:


1. Kula kąpielowa Lush Sakura Bath Bomb – o tym jak bardzo lubię kulki kąpielowe od Lush pisałam dla Was już kiedyś tutaj.  Zazwyczaj zapominam napomknąć o tych produktach przy moich denkach, spróbuję się bardziej pilnować w przyszłości. Kula kąpielowa Sakura skusiła mnie pięknym zapachem jaśminu. Niestety po rozpuszczeniu w wodzie zapach szybko gdzieś uleciał. Sama kulka po rozpuszczeniu jest bardzo słabo widoczna, co może być i plusem (nie brudzi wanny) i minusem (nie mamy kolorowej wody w kąpieli). Jako fanka zarówno koloru jak i zapachu kul kąpielowych, na tą chyba więcej się nie skuszę. Cena to 3,75 funtów za 215 g.

2. System regeneracji włosów Ultraplex od Laboratorium Kosmetycznego Joanna- napisałam o nim osobny post tutaj, a ostatnio wzmiankę we wpisie włosowym, czym myślę całkowicie wyczerpałam temat. Cena ok. 3 funty, za sam system. Bardzo polecam.

3.  Probiotyczny żel do mycia twarzy Yoghurt of Bulgaria, Probiotic Ultra Mild Facial Wash Gel – historia identyczna jak z opisanym powyżej żelem pod prysznic, z tą różnicą że ten specyfik zakupiłam z myślą o myciu buzi. W chwili obecnej potrzebuje bardzo delikatnych specyfików do mycia twarzy, na co dzień właściwie przemywam ją tylko wodą. Produkt Yoghurt of Bulgaria skusił super opisem i obietnica ultra delikatnego działania na twarz. Po otrzymaniu przesyłki i sprawdzeniu składu mało nie padłam na zawał. Trzecie miejsce SLS, mnóstwo chemii, proteiny jogurtu nieco wyżej w składzie niż przy żelu pod prysznic, olejek różany na końcu składu. Produktu nawet nie próbowałam użyć na twarz. Jak najszybciej zużyłam do mycia ciała, a i tutaj okazał się być mega wysuszaczem. Nigdy więcej do niego nie wrócę i żałuję wydanych pieniędzy. Uważajcie na te „eko” produkty i sklepy oferujące je bez podania pełnych składów na stronie. Jego cena też nie była niska ok. 8 funtów za 200 ml.

4. Nair Ultra Precision Bikini Brush-On Hair Removal Cream, krem do depilacji okolic bikini – pięciominutowy krem do depilacji okolic bikini, w działaniu bardzo dobry, u mnie działa znacznie mniej podrażniająco niż inne kremy znanych marek. Porażką niestety jest sposób aplikacji. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach wewnątrz opakowania znajdziemy mały, dziwny pędzelek. Jest on okropnie niepraktyczny. Rozpada się w trakcie prób wydobycia kosmetyku na zewnątrz, nabiera niewielką ilość produktu, nie jest wystarczająco długi by zebrać krem z dna opakowania…istny aplikacyjny horror. Polecam wyrzucić go od razu po otwarciu i spróbować nałożyć krem szpatułką, w celu zaoszczędzenia sobie nerwów i czasu. Naprawdę nie wiem skąd ten dziwny i totalnie niepraktyczny pomysł na aplikację. Kosmetyk do jednorazowego, góra dwukrotnego użytku.   60 ml w cenie 4, 20 funtów.

5. Jean Pierre Cosmetics, kolagenowe, żelowe, nawilżające płatki do ust – kolejny produkt dorwany w TK Maxx. Kolagenowe płatki do ust działają identycznie jak te pod oczy. Przynoszą szybkie nawilżenie, suchym ustom. Efekt nie jest jednak trwały. Najlepiej używać przed większym wyjściem. W opakowaniu miałam 3 sztuki takich płatków, a ich cena to coś ok. 5 funtów. Nie wiem czy do nich wrócę.

Uff i to tyle z  tego podwójnego denka. Gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do końca tego wpisu.
Znacie jakieś z tych kosmetyków? A może chcecie się podzielić Waszymi zużyciami? Zdarzyło Wam się naciąć na kosmetyki eko, które okazywały się następnie mieć kiepski skład?

Pozdrawiam serdecznie
Joanna



Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi. Za każdą waszą aktywność staram się odwdzięczyć :) Jeśli chcesz, żebym odpowiedziała na Twój komentarz zostaw komentarz z opcją replay, w innym przypadku nie zawsze mam możliwość odpowiedzi. Dziękuje :)

You Might Also Like

9 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU