20:52:00

Moje włosy kwiecień 2017. Wyzwanie włosomaniaczek #30dnidlawlosow. PIELĘGNACJA WŁOSÓW CIENKICH, NIEZBALANSOWANYCH, ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA.

Witajcie Kochani!
Czas podsumować włosowe zmagania kwietnia. W kwietniu postanowiłam zgłosić się do włosowego wyzwania z blogu Anwen 30 dni dla włosów, które wydało mi się super uzupełnieniem mojej comiesięcznej włosowej serii. Nie zamierzałam jednak zbytnio cudować z moimi włosami i męczyć ich codziennie, bo w moim przypadku najlepiej sprawdza się mycie co drugi dzień. Za cel w tym wyzwaniu wzięłam sobie: zwiększanie przyrostu, mocniejsze nawilżenie włosów na długości i odstawienie suchego szamponu. W planach miałam też podcięcie końcówek i zmianę sposobu upinania włosów. Co z tego wyszło? Zapraszam na wpis.

Nim zacznę, to standardowo odeśle Was do mojego marcowego wpisu, gdzie możecie zobaczyć produkty, które stosowałam również w kwietniu. Zmiany jakie wprowadziłam to:

1. Wcierka i masaż

Muszę zacząć od wcierki, bo (są pierwsze na liście akcji włosomaniaczek :D) udało mi się zdobyć fajny produkt czyli węgierska, ziołowa wcierkę Banfi. Przywiozła mi ją koleżanka z Węgier (też będącą mocno w temacie pielęgnacji włosów). Gdy poprosiłam ją o przywiezienie Banfi roześmiała się i zapytała po co mi właściwie ten produkt, gdyż na Węgrzech jest uważany po prostu za niedziałający badziew. A jednak przekonałam ją do zakupu i tak w moje ręce trafiła świeżutka sztuka prosto z Budapesztu :) Wcierkę Banfi kupimy za 2,50 funtów (tanio jak barszcz, coś ok 12,50 zł) w dużym aż 250 ml opakowaniu. Buteleczka niestety jest zupełnie niepraktyczne. Wielka dziurka, zamykana na zatrzask, co zwiastuje rozlanie wcierki wszędzie...przelałam więc jej część do buteleczce po zużytej Joannie Power Hair. Wcieka Banfi ma czerwony kolorek, wewnątrz można zobaczyć pływające ziarenka, zapewne użytych przy jej tworzeniu ziół. Pachnie ziołowo, moim zdaniem bardzo ładnie, świeżo, średnio intensywnie, nie męczy. Obawiam się jednak, że osobom bardziej wyczulonym na takie zapachy nie podejdzie. Po zastosowaniu włosy są pięknie odbite od nasady i bardzo sypkie. Jeśli kiedyś stosowałyście olejek Sesa to jest to bardzo porównywany efekt. Włosy nie przetłuszczają się też szybko po jej użyciu, dlatego wcierkę stosowałam bez większych problemów po umyciu włosów. W składzie mamy w większości mamy ziołowe składniki i brak jest alkoholu denaturowego. Przy aplikacji nie czułam żadnych specjalnych wrażeń jak pieczenie czy szczypanie. Każda aplikację wcierki kończyłam kilkuminutowym masażem, do którego używałam masażera do włosów z Aliexpress, który pokazałam Wam w tym wpisie, bądź szczotki do włosów Oliwia Garden Finger Brush (wpis o niej tutaj). Mam wrażenie, że wcierka faktycznie działa na porost. Od końca zeszłego miesiąca sporo włosków przybyło, pojawiło się też trochę baby hair mimo, że u mnie z ich wzrost idzie zawsze bardzo topornie. Minusem wcierki jest to, że przesusza włosy. Poza tym nie widzę wad. Podsumowując wyzwanie wcierka wylądowała na moich włosach 14 razy, a każda aplikacja wzmocniona została masażem skóry głowy. Akcja włosomaniaczek wyrobiła we mnie nawyk masażu, zawsze po użyciu wcierki i teraz już odruchowo sięgam po masażar po aplikacji. Mam nadzieję, że tak zostanie :)

2. Olejowanie

Do olejowania włosów podeszłam bardzo sumiennie i wypróbowałam wszystkie metody olejowania zaproponowane w akcji oraz jedną dodatkową. Sięgnęłam tez po nowy dla mnie olej - migdałowy. Olej migdałowy dość dobrze się u mnie sprawdza, jednak nie jest to raczej ten jedyny. Olej stosowałam : na mokro – dwa razy, na sucho – raz, na mgiełkę – raz (błąd w formularzu, zaznaczyłam, że dwa), oraz na żel aloesowy – trzy razy, co daje łączny wynik 6 razy w ciągu miesiąca, czyli nie jest tak źle choć mogłoby być lepiej.
Jak stosowałam olej? Olejowanie na mgiełkę – cała noc. Olejowanie na mokro – na świeżo umyte włosy dawałam kilka kropel oleju na długości włosów i spinałam włosy w koczek. Olejowanie na sucho – cała noc. Olejowanie na żel aloesowy – cała noc. Jeśli chodzi o olejowanie na całą noc najlepiej sprawdził się u mnie sposób na żel aloesowy. O tej metodzie przeczytałam na blogu Anwen i postanowiłam ją wypróbować. Rzeczywiście działa świetnie. Po takim olejowaniu włosy są super nawilżone, gładkie, sypkie i cudowne miękkie. Tą metodę będę stosować także w przyszłości. Olejowanie włosów na świeżo umyte włosy również działało u mnie fajnie jednak było dość uciążliwe. Włosy upinałam wówczas w koczek, tak żeby nie było zbytnio widać oleju. Niestety i tak nie wyglądały zbyt dobrze, zwłaszcza na następny dzień. Nie wrócę raczej do tej metody.


3. Maski
                Gdy nie sięgałam po olej ratowałam się maskami. Zdenkowałam dwa opakowania moich dwóch masek z poprzedniego miesiąca czyli Garnier Avocado i Karite i Planeta Organica Toskańskiej.  Maski wylądowały na moich włosach 5 razy w ciągu miesiąca. Nie jest to najlepszy wynik i w przyszłym miesiącu będę starała się więcej czasu poświęcić na maski.

4. Serum silikonowe.

                Stosowanie serum silikonowego to dla mnie norma i zawsze taki produkt ląduje na moich włosach po ich umyciu. Serum stosuję na zakładkę czyli najpierw na mokre włosy, następnie zaraz po wysuszeniu. W dalszym ciągu sięgam po Mythic Oil L’oreal. Serum wylądowało na moich włosach 13 razy.

To tyle działań jakie wykonywałam w ramach akcji. Poza tym troszkę o tym od czego się powstrzymałam:

1. Suchy szampon

                Moim złym włosowym nawykiem było sięganie po suchy szampon co drugi dzień. Ostatnio skóra głowy trochę zaczęła mi dokuczać, odczuwałam swędzenie i dyskomfort, jak się spodziewałam winowajcą był suchy szampon. Produkt ten odstawiłam na niemal cały miesiąc – 2 zastosowania w ciągu miesiąca, w porównaniu do 15 wcześniej. To bardzo dobry wynik. Po odstawieniu suchego szamponu dolegliwości skóry głowy ustały, a co ciekawe z czasem zauważyłam mniejsze przetłuszczanie się włosów u nasady.

2. Zmiana sposobu upinania włosów.

                Do tej pory włosy upinałam głównie gumeczkami sprężynkami typu Invisibobble jednak zauważyłam, że te w miejscu gdzie najczęściej ląduje gumka wyglądają gorzej i plączą się. Gumki zastąpiłam więc spinkami – żabkami. W Superdrug trafiłam na bardzo fajny zestaw trzech takich spineczek. Każda ze spinek ma wewnątrz antypoślizgową, gumową warstwę, dzięki, której lepiej trzymają się na włosach, nie ześlizgują się i wygodnie je się nosi. Tak upinałam włosy codziennie.


I to czego nie zrobiłam, a powinnam:
Podcięcie końcówek

                W ramach wyzwania planowałam także podcięcie końcówek. Moje włosy już nawet nie proszą się, one wręcz błagają o ścięcie jakichś ostatnich 10 cm. Niestety nie zebrałam się w sobie, miesiąc mi zleciał i dalej nie obcięłam końcówek. Ten punkt programu muszę koniecznie odhaczyć w maju.


I na koniec dzisiejsze włosy, ujęte w naturalnym świetle: zastosowałam olejowanie olejem migdałowym – nocne - na żel aloesowy, szampon J&J do zmycia oleju, następnie Pharmaceris STIMUCLARIS na skalp i odżywka Garnier Maple Healer na długość włosów. Wcierka Banfi i serum na końcówki Mythic Oil. Włosy wysuszone jedynie suszarką.

 A Wy jak dbałyście o włoski w kwietniu? Wzięłyście udział w wyzwaniu włosomaniaczek? Co sądzicie o takich akcjach?

Pozdrawiam serdecznie
Joanna



Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi. Za każdą waszą aktywność staram się odwdzięczyć :) Jeśli chcesz, żebym odpowiedziała na Twój komentarz zostaw komentarz z opcją replay, w innym przypadku nie zawsze mam możliwość odpowiedzi. Dziękuje :)

You Might Also Like

5 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU