Pierwsze zetknięcie z Too Faced. Paletki Cat Eyes i Selfie.

17:31:00

Witajcie Kochani!

Już tak bardzo dawno nie było u mnie żadnych makijażowych wpisów, że aż zatęskniłam za napisaniem dla Was takowego. Brak makijażu na blogu wiąże się oczywiście z jego mocnym ograniczeniem w moim codziennym życiu, o czym zapewne wiecie po lekturze moich wpisów o pielęgnacji cery. Zdarzają się u mnie jednak dni, że po makijaż mogę sięgnąć i korzystam z tych okazji z ogromną przyjemnością. Tym chętniej, że do mojej kosmetyczki trafiły ostatnio dwa ciekawe produkty od Too Faced. Marka kusiła mnie ogromnie, zawsze jednak powstrzymywała mnie bardzo wysoka cena mazideł. Korzystając z bardzo korzystnej promocji w Tk Maxxx wyposażyłam się w paletki Cat Eyes i Selfie. Jeśli jesteście ciekawe jak się prezentują i spisują to zapraszam na wpis.

Cat Eyes.





Paletkę Cat Eyes dostajemy w kartoniku odzwierciedlającym wygląd samej palety. Paletka skonstruowana jest genialnie. Po pierwsze zachwyca pięknym, drapieżny m wyglądem, który bardzo do mnie przemawia i ślicznie się prezentuję na toaletce. Paletka jest metalowa, z małą wnęka ułatwiającą otwieranie i zamykanie, co dla kogoś uwielbiającego takie pomocne i praktyczne szczegóły jest bardzo ważne. Metalowe paletki są zacznie bardziej wytrzymałe i długotrwałe w porównaniu do tych plastikowych lub tekturowych. Wewnątrz mamy dziewięć cieni, jasnych o większej pojemności, ciemnych o mniejszej. Cienie ciemne możemy stosować na mokro i na sucho. Za ich pomocą zwłaszcza stosowanych na mokro można wykonać kreskę na powiece. Cienie ułożone są w trzech dobranych kolorystycznie rzędach, co ułatwia nam dobór kolorów przy makijażu typu smoky. Poza tym wewnątrz jest małe lusterko (uważam, ze w paletce tak małej wielkości to zbędny gadżet) znajdziemy też przydatną ulotkę z przykładowymi makijażami oka.

Cienie są dobrze na pigmentowane, bardzo dobre jakościowo. Podoba mi się rozwiązanie z dużymi pojemnościami jasnych cieni, bo one zawsze najszybciej się kończą. Niestety pojemność mniejszych cieni wydaję się bardzo malutka. Lubię możliwość stosowania ciemnych cieni na mokro, dzięki czemu korzystając z jednego tylko kosmetyku mogę wykonać makijaż z kreską. Niestety ciemne cienie maja tendencję do blaknięcia po wyschnięciu, przez co efekt jest nieporównywalny do tego jak wyglądają od razu po aplikacji na mokro, a tym bardziej do efekty jaki możemy osiągnąć stosując eyeliner.




Cienie nie mają zapachu (ani czekolady ani żadnego innego).
Paletka kosztowała jedyne 10 funtów (jej standardowa cena to ok. 32) nie żałuję więc wydanych pieniędzy i uważam ją za dobrą inwestycję.

Selfie.




Paletkę Selfie zakupiłam z czystej ciekawości, bo właściwie to nie wiedziałam co to jest i czemu ma służyć gdy zobaczyłam ja w sklepie. Okazała się być paletką trzech pudrów do wykończenia makijażu, w tonacjach od ciepłej do zimnej. Pudry same w sobie są prawie bezbarwne, z wyjątkiem brązowego (który delikatnie brązowi skórę), dają jedynie delikatny blask na skórze. Ich magia uruchamia się dopiero w momencie, gdy po wykonaniu selfie zaczynamy bawić się filtrami. I tak cieplejsze pudry lepiej prezentują się przy ciepłych filtrach, zimny zaś przy filtrach zimnych. Fajny gadżet, przydatny dla fanek selfie. Ja jednak do nich nie należę i z puderków korzystam tylko przy specjalnych okazjach. 

Opakowanie tej paletki jest tekturowe, również zapakowana jest w kartonik adekwatny do tego co znajdziemy wewnątrz. W środku mamy małe lusterko.

Cena paletki to również 10 funtów (standardowo ok. 32).

Jestem ciekawa co sądzicie o tych produktach i marce Too Faced? Znacie ich kosmetyki? Lubicie? A może macie ochotę kupić?

Pozdrawiam serdecznie
Joanna

You Might Also Like

3 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU