Moja cera marzec 2017. Pielęgnacja cery trądzikowej. Kontynuacja zabiegów z użyciem kwasu salicylowego i pirogronowego u kosmetologa.

11:49:00

Witajcie Kochani!

                W zeszłym miesiącu byłam na pierwszej w życiu wizycie w gabinecie kosmetologicznym, co opisałam dla Was tutaj. W marcu miałam wykonane dwa kolejne zabiegi z użyciem kwasów salicylowego i pirogronowego. Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją tej historii i podsumowaniem dalszych kroków i efektów terapii. Jeśli jesteście ciekawi jak przebiegały zabiegi i jakie dały efekty to zapraszam na wpis.
Źródło zdjęcia:pixabay

Przebieg zabiegów:

                Drugi i trzeci zabieg z użyciem kwasów salicylowego i pirogronowego wyglądał identycznie. Po dokładnym oczyszczeniu cery i zabezpieczeniu ust Pani kosmetolog przystąpiła do nakładania kwasu salicylowego. Podobnie jak przy lutowym zabiegu zrobiła to z użyciem materiału nasączonego kwasem i powoli krok po kroku, zaczynając od zewnętrznych krawędzi ku środkowi twarzy nałożyła kwas, tym razem również na czoło. Aplikację kwasu powtórzyła w taki sam sposób, zatrzymując się na dłużej przy problematycznych miejscach. Oczywiście między aplikacjami przez kilka minut musiała wachlować moją buzie, bo twarz podobnie jak poprzednio bardzo mocno piekła, paliła. Następnie przyszedł czas na kwas pirogronowy. Tym razem aplikacja również była dwukrotna, rozdzielona przerwą na wachlowanie buzi.  Po zakończonych kwasach i ochłodzeniu twarzy wachlowaniem przyszedł czas na odmianę w stosunku do poprzedniego zabiegu. Kosmetolog nie zmyła kwasu z mojej twarzy, a bezpośrednio nań nałożyła maskę z retinolem. Tak ruszyłam do domu.

Pielęgnacja domowa:
                Kwas wraz z maską zgodnie z zaleceniami zmyłam sama po 8 godzinach od zakończenia zabiegu zwykłą, letnią wodą. Zdarza się, że w zetknięciu z wodą kwas się reaktywuje i ponownie następuje pieczenie skóry, ja jednak nie odczuwałam już żadnych nieprzyjemnych doznań. Na noc nie stosowałam żadnych preparatów, a skóra była zaczerwieniona, ściągnięta i bolesna. Na następny dzień moja twarz wciąż była dość mocno zaczerwieniona, na szczęście nie tak mocno jak przy pierwszym razie.

Efekty i przebieg złuszczania:
Efekty przy obu zabiegach jak i proces złuszczania różniły się znacznie. Po zabiegu drugim, po tygodniowym łuszczeniu się skóry twarzy, gojeniu sporej liczby zanieczyszczeń, które ujawniły się pod skórą, przez kolejne dwa tygodnie mogłam się cieszyć prawie idealnie czystą (pojawił się jeden bardzo duży wyprysk na policzku), rozświetloną i gładką cerą. Złuszczanie zaczęło się już na drugi dzień po zabiegu i również przebiegało inaczej niż przy pierwszym razie. Skóra nie odpadała kawałkami, a pojawiło się na niej milion małych suchych skórek, które złuszczały się w nierównomiernym tempie. Twarz wyglądała dzięki temu znacznie lepiej(w stosunku do pierwszego razu), co nie znaczy, że dobrze. Oczywiście złuszczanie ujawniło wszelkie znajdujące się w głębszych warstwach skóry niedoskonałości, a te już wygojone stały się czerwone i mocno widoczne.  Złuszczanie trwało przez cały tydzień i w tym czasie stosowałam ponownie kremy jakie dała mi Pani kosmetolog. Oczywiście jak możecie zobaczyć na zdjęciach zabiegi nie mają dużego wpływu na po trądzikowe blizny, zaś przebarwienia po trądzikowe zmniejszają się bardzo powoli.
Przed drugim zabiegiem

Skóra przed zmyciem kwasu

Efekt po 2 zabiegu - efekt po tygodniu

Natomiast przed trzecim zabiegiem (w zasadzie już w momencie rozpoczęcia terapii) zostałam ostrzeżona przez kosmetolog o możliwości wystąpienia pogorszenia stanu cery w porównaniu do dwóch poprzednich zabiegów. Taki stan rzeczy jest typowy, przejściowy i występuję w wielu przypadkach, a świadczy o tym, że terapia działa i udało się dotrzeć kwasami do tej głębokość skóry na której istnieje problem. W moim przypadku odwrotnie niż przy dwóch poprzednich zabiegach, przy trzecim ujawnionych podczas okresu intensywnego łuszczenia skóry (pierwszy tydzień) zanieczyszczeń pojawiło się bardzo mało, co niesłusznie przyjęłam za dobrą monetę. Na zdjęciu zobaczyć możecie twarz po tygodniu właśnie. Niestety początek nowego tygodnia zaowocował pojawieniem się nowych zmian ropnych na twarzy (6 sztuk) takich jakie miałam przed rozpoczęciem zabiegów, tym samym przewidywania kosmetolog okazały się słuszne i najwyraźniej terapia działa jak powinna. Taki stan rzeczy powinien być powodem do zadowolenia, a jednak...widząc ponownie szpecące ropne wykwity, czując znów ten ból na buzi nimi spowodowany, jakoś dopada mnie zwątpienie, zniechęcenie, chęć wysmarowania twarzy grubą warstwa dawnych ulubionych podkładów, które skórze nie służyły dobrze, ale przynajmniej mi pozwalały ukryć ją przed ciekawskimi spojrzeniami L Ogólnie smutek i zniecierpliwienie.
Przed 3 zabiegiem

Po 3 zabiegu - łuszczenie

Po 3 zabiegu- efekt po tygodniu

Efekty - trzy pierwsze zdjęcia zabieg nr 2, trzy następne nr 3.
Różnica w wyglądzie skóry - zdjęcie 1 przed zabiegami, zdjęcie drugie po serii 3 zabiegów

Różnica w wyglądzie skóry - zdjęcie 1 przed zabiegami, zdjęcie drugie po serii 3 zabiegów

Kolejne zabiegi:
Pani kosmetolog przy ostatniej wizycie powiedziała mi, że buzia bardzo ładnie się goi i przewiduje jeden lub dwa więcej zabiegi kwasowe. Pierwszy z nich już na początku kwietnia, w kwietniowym wpisie również pokaże Wam przebieg opisanych wyżej dolegliwości.

Skórowa lektura na kwiecień:
Na koniec jeszcze jedna skórowa lektura. Tym razem sięgnęłam po słynnego już w całym Internecie „Skin coacha”(ha teraz przez te angielskie nazwy mam zagwozdkę czy tak w ogóle można pisać ;-) ) Bożeny Społowicz. Połowę książki przeczytałam zaraz po jej pierwszym otworzeniu, druga połowa czeka na moment, aż nadrobię zaległości na blogu. Przed zakupem książki miałam mieszane uczucia. Z jednej strony ogromne rozczarowanie „Szczęśliwą skórą” Adiny Grigore , a także kilka negatywnych recenzji „Skin coach” na blogach fachowych powodowało chwile zawahania. Ciekawość jednak wygrała i książka Bożeny Społowicz trafiła w moje ręce dokładnie w czasie, w którym najbardziej potrzebowałam takiej lektury.  Muszę przyznać, że motywujące słowa Skin coach do mnie trafiają i właśnie teraz, gdy sama mam kryzys w trzymaniu się postanowień dotyczących dbania o cerę otrzeźwiają i delikatnie podtrzymują na duchu. Oczywiście po przeczytaniu książki wrzucę dla Was pełną recenzję na bloga. Tymczasem jednak mogę powiedzieć, że lektura okazała się być bardzo wciągająca.


Co sądzicie o przebiegu zabiegów? Czy macie własne doświadczenia związanie z leczeniem trądziku? A może macie do polecenia ciekawą książkę związaną z pielęgnacją albo taką której recenzję chcielibyście zobaczyć na blogu?

Pozdrawiam serdecznie

You Might Also Like

6 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU