Mój miesiąc marzec. Powiew wiosny. Siłownia. Porządki kosmetyczne. Tricki dla blogerek: jak pisać bloga i czytać blogi innych, gdy brak na to czasu?

12:39:00

Marzec to pierwszy wiosenny miesiąc, przejście od deszczu i zimna, ku słońcu, ciepłu, pogodzie. Wszystko do wokół budzi się do życia na nowo, a do naszych znudzonych zimą ciał powraca życiodajna energia. Wreszcie zaczyna nam się chcieć więcej. Atmosfera miesiąca sprzyjała spacerom, a wszędobylskie kwiaty zachęcały do sięgnięcia po aparat, stąd dzisiejszy wpis upstrzony będzie wiosennym, kwiatowym akcentem.

Blog i blogosfera.
W marcu nie miałam tak dużo czasu jak w poprzednich miesiącach na blogowanie i komentowanie Waszych blogów na bieżąco, o tym dlaczego w dalszej części postu. Fakt, że nie zostawiłam tak wielu komentarzy jak zawsze nie znaczy, że nie zaglądałam żeby sprawdzić co u Was. Na wszystko można znaleźć sposób, zwłaszcza w dobie aplikacji na smartfony. Aplikacja Bloglovin pozwala na skupienie wszystkich obserwowanych blogów w jednym miejscu. Wyróżnia dla nas nowe wpisy, umożliwia czytanie i komentowanie treści, które nas interesują, a także zapisywanie najciekawszych postów. Pokazuje wszystkie najnowsze treści na blogu, który obserwujemy. Fajnym patentem jest połączenie Bloglovin z aplikacją Voice Aloud Reader, która internetowe treści dla nas odczytuje i to we wszystkich językach w jakich chcemy (konieczne jest wgranie odpowiedniego języka odczytu). W aplikacji Voice Aloud Reader możemy stworzyć listę czytelniczą, a program będzie odczytywał ją po kolei, rozdzielając kolejne posty dźwiękiem dzwonka. Takie rozwiązanie okazało się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Teraz mając pod ręką telefon i słuchawki, mogę słuchać moich ulubionych blogów w każdym miejscu i o każdej porze, bez konieczności wyszukiwania ich wszystkich po kolei w sieci. Jeśli chcecie obserwować mój bloglovin, kliknijcie tutaj. W komentarzach dajcie znać czy korzystacie z tej aplikacji i czy macie tam umieszczony swój blog.

Natomiast pisanie ułatwiają mi aplikacja WPS Office i Blogger. Nie jestem fanką pisania postów bezpośrednio w aplikacji Blogger, gdyż nie raz zdarzyło mi się, że wpis taki, bądź projekt zaginął gdzieś w akcji, nie zapisał się albo nie opublikował. Dlatego najchętniej sporządzam swoje projekty w WPS Office. Ta aplikacja to nic innego niż MS Office na komórkę. Ja oczywiście najczęściej korzystam z zapisywania dokumentów w Wordzie. Takie projekty kopiuję do aplikacji Blogger i nie muszę się już martwić, że coś nieopacznie mi zaginie. Dzięki tym czterem aplikacjom mogę tworzyć posty oraz sprawdzać coś piszczy w blogosferze niezależnie od tego gdzie jestem i czy akurat mam na to czas. Gorąco polecam! Jeśli macie jakieś własne patenty na ogarnianie blogowania w przypadku braku czasu dawajcie znać w komentarzach. Chętnie skorzystam.

Powrót na siłownię i dieta.
                Najważniejszym wydarzeniem w zeszłym miesiącu dla mnie był powrót na siłownię
po prawie rocznej przerwie od regularnego wysiłku sportowego. Gdy mieszkałam w Polsce co najmniej 3 razy w tygodniu uczęszczałam na zajęcia fitness, które dawały mi mnóstwo pozytywnej energii. Nie narzekałam na formę, ani figurę. Po przyjeździe do Wielkiej Brytanii początkowo nie mogłam sobie pozwolić na to hobby z uwagi na pracę, która zajmowała mi praktycznie cały czas, a także była ogromnie wymagająca pod kątem fizycznym. Po zmianie pracy na 3 miesiące wróciłam do ćwiczeń, a później jak to zwykle bywa dopadło mnie lenistwo, do czego przyznaję się bez bicia. Roczny okres bez ćwiczeń okazał się brzemienny w skutkach. Plus 10 kg na wadze, złe samopoczucie, kłopoty z cerą, rozstępy, cellulit, zero formy i niechęć do robienia czegokolwiek, a w szczególności do powrotu do ćwiczeń, to w skrócie skutki tej niefortunnej decyzji. Dziś po jednym miesiącu intensywnego treningu przypomniałam sobie jak wiele nam daje aktywny wypoczynek. Dobre samopoczucie, endorfiny, ujędrniona skóra, głęboki sen, sylwetka powracająca do dawnych kształtów. Mniej stresu, więcej samoświadomości i chęci do życia. Treningi jakie wykonuje to trening pośladków i nóg (3 dni w tygodniu) oraz brzucha (1 dzień), skupiając się głównie na boczkach. Wykonuję 15 min rozgrzewkę, 6 ćwiczeń, 3 serie każde oraz rozciąganie na koniec.



                Nie chcę zaprzepaścić swojej pracy, jaką było zrzucenie 4 kg na diecie przyspieszającej metabolizm, stąd w dalszym ciągu staram się odżywiać zdrowo i z rozsądkiem. Tym razem postawiłam na przepisy z książki detoks cukrowy Fillippy Salomonsson. O samej diecie i książce napiszę po jej zakończeniu.

Porządki kosmetyczne.
                Wisenny klimat zainspirował mnie także do przejrzenia zawartości toaletki i kosmetyczki. Okazało się, że niezbędny jest mały remanent. Na pierwszy ogień poszła pielęgnacja ciała i twarzy. Kosmetyki, co do których daty ważności, zapachu, konsystencji, koloru miałam wątpliwości wylądowały od razu w koszu. W dobre ręce oddałam wszystkie te z którymi miałam złe doświadczenia i wspomnienia, a trzymałam je po to, żeby dać im drugą szansę kiedyś w przyszłości. Jeśli chodzi o kosmetyki przestałam wierzyć w drugą szansę. Jeśli coś nie posłużyło mi kiedyś również i później może zadziałać wbrew oczekiwaniom, a mam już wystarczająco dużo problemów z cerą. W trzeciej kolejności pozbyłam się tych produktów, co do których miałam wątpliwości jeśli chodzi o skład (zwłaszcza produkty koreańskie), bądź użyteczność w ogóle (staram się podchodzić jak najbardziej minimalistcznie do pielęgnacji). Z kolorówką podobnie, na pierwszy ogień poszły produkty budzące wątpliwości (kosz). Następnie przejrzałam podkłady i pudru. Jak mogłam się spodziewać to właśnie tutaj znalazłam najwięcej składników, których wolałabym unikać tj. parafina, sylikony, talk. Oddałam więc wszystkie, które posiadałam (ok. 8 buteleczek podkładów! I dwa opakowania pudrów) zostawiając sobie jedynie Double Wear i to tylko na czarną godzinę lub jakieś ważne wydarzenie.  Na co dzień dość rzadko sięgam obecnie po makijaż ze względu na zabiegi, jakim się poddaje, a jeśli już to robię wybieram produkty mineralne. Kosmetyczne porządki mogę podsumować stwierdzeniem, że pozostawiłam jedynie te kosmetyki, które mi dobrze służą i mnie cieszą.

Polecenia książkowe, serialowe i filmowe.
                Na sam koniec krótko o tym co oglądałam lub czytałam w marcu i mogę dla Was polecić. Jeśli chodzi o książki to ogromne wrażenie zrobił na mnie „Nowy car” Stevena Lee Myers’a. Jest napisana w bardzo wciągający i interesujący sposób kompleksowa biografia jednego z najpotężniejszych ludzi na ziemi – prezydenta Rosji Władimira Putina. Polecam przede wszystkim osobom zainteresowanym polityką, historią najnowszą i tym, które chcą wiedzieć więcej o współczesnym świecie.
                Serial jaki teraz oglądam to „Outlander”. Opowiada on o losach angielki - sanitariuszki wojennej Claire, która w tajemniczy, magiczny sposób przenosi się z 1945 do 1743 roku, gdzie trafia w ręce grupy szkotów z klanu MacKenzie. Kobieta musi odnaleźć się w zupełnie nowym dla siebie otoczeniu szkockich wojowników w świecie przeszłości, a także znaleźć sposób na powrót do domu. Jak się okazuje zadanie to jest niezwykle trudne, a powrót do normalności z odcinka na odcinek staje się coraz bardziej odległy. W serialu pokazane są przeróżne ciekawe, szkockie tradycje, wielu aktorów posługuje się szkockim akcentem, momentami nawet językiem gaelickim. Sprawdźcie sami jak odmiennie od znanego nam ze szkoły angielskiego, brzmi ten w szkockim wydaniu ;-) Serial zdecydowanie dla kobiet.
                W marcu zachwyciły mnie także dwa filmy. Pierwszy z nich to „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” (Fantastic Beasts And Where To Find Them) do którego scenariusz napisała sama J.K. Rowling. Uroczym i przesympatyczny Newt Scamander rusza do Nowego Jorku ze swoją magiczną walizką w celu chronienia bezbronnych, magicznych stworzeń. Po drodze czeka go wiele niebezpiecznych przygód, nowych znajomości, zaskakujących zwrotów akcji. W filmie zobaczymy świetne kostiumy (za które zresztą dostał Oskara), pocieszne i rozbrajające magiczne stworki oraz dużą dawkę dobrego humoru. Jeśli jednak nastawiliście się na kontynuację losów Harry’ego Pottera, to niestety musicie wiedzieć, że „Fantastyczne zwierzęta…”to zupełnie inna bajka.
                Drugi film „Pasażerowie” (Passengers) opowiada o międzyplanetarnej podróży na nową planetę grupy ochotników zahibernowanych w specjalnych kapsułach. W pewnym momencie eksperyment idzie nie tak jak powinien i jeden z pasażerów  Jim (Chris Pratt) przebudza się ze snu o 90 lat za wcześnie. Jim mimo, iż statek kosmiczny oferuje wszystkie możliwe luksusy i udogodnienia o jakich można zamarzyć, nawet towarzystwo barmana-androida, nie potrafi poradzić sobie z samotnością i tą niezwykłą sytuacją. Pewnego dnia przypadkowo zauważa śpiącą spokojnie w jednej z kapsuł Aurorę (Jennifer Lawrence) i w jego głowie rodzi się niepokojące pragnienie. Mimo, iż historia przedstawiona w filmie jest bardzo mocno przewidywalna ogląda się go z przyjemnością. Szkoda, że nie ma dobrego trailer’a, nie psującego widowiska (stąd też nic nie zamieszczam).



I to już wszystko z mojej strony. Dajcie znać jak powitaliście wiosnę? Jakim miesiącem był dla Was marzec? Co udało Wam się osiągnąć, zmienić, uporządkować? A może po prostu spokojnie cieszycie się wiosną?

Pozdrawiam serdecznie




You Might Also Like

7 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU