Recenzja książki Adina Grigore „Szczęśliwa skóra. Naturalny program domowej EKOpielęgnacji”. Nie potrafię być na tak.

17:27:00

Witajcie Kochani!

                Dziś chciałabym z Wami porozmawiać, o kolejnym poradniku dotyczącym szeroko pojętego tematu pielęgnacji skóry – „Szczęśliwej skórze” autorstwa Adiny Grigore. Z lekturą łączyłam ogromne nadzieje, a po zapoznaniu się z przeważnie pozytywnymi opiniami na temat książki na licznych blogach, nie wahałam się długo nad jej zakupem. Wcześniej przeczytana „Skóra niesamowita historia” Yeal Adler, dodatkowo ogromnie rozbudziła mój apetyt na zgłębianie wiedzy o skórze.  Temat pielęgnacji holistycznej, minimalizmu kosmetycznego, kosmetyków naturalnych jest obecnie w centrum moich zainteresowań i każdego dnia staram się zdobyć nową wiedzę. Czy „Szczęśliwa skóra” okazała się być dobrym jej źródłem? Niestety nie do końca. Zapraszam na recenzję.

            Książka: „Szczęśliwa skóra. Naturalny program domowej EKOpielęgnacji”
Autor: Adina Grigore
Wydawnictwo: Galaktyka
Strony: 272, miękka oprawa
Cena: 36,90 zł (7,19 funtów)

Adina Grigore przedstawia nam swoją wizję pielęgnacji, dochodzenia do odkrywania przyczyn problemów skóry oraz sposobów ich rozwiązywania w ośmiu rozdziałach, poprzedzonych wstępem w którym opisuje nic innego jak własne perypetie ze skórą. Ten wstępik jest dość istotny, gdyż dowiadujemy się z niego, iż autorka jest wrażliwcem i typowym atopowcem. Te właśnie dolegliwości wywiodły ją na drogę pielęgnacji holistycznej, minimalistycznej i naturalnej.
 Rozdział pierwszy „Twoja niesamowita skóra” mówi w sposób dość ogólny i pobieżny o skórze i problemach z jakimi musi się borykać. Podobają  mi się wplecione w treść uwagi dotyczące przemysłu kosmetycznego i napędzającej go reklamy, który tak naprawdę serwuje nam stek bzdur i manipuluje nami tak, żeby skupić naszą uwagę na konieczności zakupu coraz to większej ilości kosmetyków na „wszelkie problemy”. Po lekturze książce Yeal Adler nie znalazłam tutaj jednak zbyt wiele ciekawych treści i rozdział przeczytałam pobieżnie.
Rozdział drugi „Jesteś tym, co jadła Twoja prababka” przypadł mi za to bardzo do gustu i przeczytałam go z uwagą. W niewielu poradnikach zwracana jest uwaga na pochodzenie i przeszłość jako element tworzący nasz całkowity obraz i wskazówka w wyborze m.in. odpowiedniej dla nas diety. Wiele cennych uwag dla osoby mieszkającej poza ojczyzną, w kraju wielokulturowym, ale myślę, że dla czytelniczek mieszkających w Polsce sporo treści może się wydać zbędnych i jakby przedstawionych przez osobą „nie z tego świata”(Adina Grigore mieszka w USA, ma więc do czynienia z klientkami reprezentującymi różnorodne pochodzenie etniczne).
Rozdział trzeci „Twoje ciało Cię potrzebuje” to już przejście do przyczyn problemów skórnych i sposobów ich odkrywania. I tutaj znajdziemy bardzo ciekawe narzędzie pomocne w monitorowaniu stanu naszej skóry (i zdrowia) w postaci dziennika odżywiania. Autorka fajnie opisuje jak taki dziennik prowadzić i jak wyciągać z niego wnioski. W dalszym ciągu namawia do wypróbowania diety eliminacyjnej, która też wydaje się być bardzo dobrym rozwiązaniem.
Rozdział czwarty „Jedz tak, jakby zależało od tego zdrowie Twojej skóry” traktuje o odżywianiu. Znajdziemy tu rady o tym jakie składniki odżywcze i produkty powinny na stale zagościć w naszej diecie. Pojawia się także garstka przepisów od Adiny m.in. na zupę pokrzywową. Sama treść nie jest objawieniem i jeśli ktoś interesuje się tematyką zdrowego odżywiania, nie znajdzie tu wiele nowych informacji. Fajną sprawą są przepisy własne autorki, chociaż myślę, że każdy z nas wie jak zrobić domowy majonez, popcorn lub sos caesar.
Rozdział piąty „Brzydota przemysłu kosmetycznego” to zdecydowanie najciekawszy rozdział książki, który sporo wyjaśnia i tłumaczy. Autorka przedstawia nam firmy produkujące dla nas kosmetyki, obnaża fakt, że branża kosmetyczna jest prawie zupełnie prawnie nieuregulowana, a organizacje monitorujące kosmetyki mają ograniczone pole działania. Pojawia się też kilka informacji na temat tych składników kosmetyków, których zdecydowanie należy unikać. Treści ciekawe, a jednak niewiele tego i jakoś tak powierzchownie liźnięte. U mnie autorka pozostawiła niedosyt.
Rozdział szósty „Oczyszczanie skóry” to tak naprawdę serce całej książki (oryginalny tytuł książki to „Skin cleanse” czyli właśnie „Oczyszczenie skóry” z niewiadomych przyczyn przetłumaczone na polski jako „Szczęśliwa skóra”:/). Tutaj dowiemy się tego jak prowadzić dziennik kosmetyczny, (chociaż zasady są tożsame z dziennikiem odżywiania) oraz przeprowadzić krok po kroku kosmetyczny detoks.
Rozdział siódmy „Bądź swoim własnym aptekarzem” to informacje dotyczące półproduktów kosmetycznych po jakie powinny sięgnąć tworząc swoje własne receptury kosmetyczne, a także mini zbiór zasad i podpowiedzi którymi powinniśmy się kierować podchodząc do tworzenia swoich kosmetyków. Tu także znajdziemy przepisy na domowe kosmetyki, z których część jest interesująca, a część wydaje mi się co najmniej niedopracowana, bądź skierowana nie do tej grupy odbiorców co powinna.
Rozdział ósmy, czyli ostatni to „Nadal mam pytania”, czyli co nieco informacji dla nie do końca przekonanych do propozycji przedstawionych w książce. Rozdzialik jest króciutki i szczerze mówiąc mam spore wątpliwości co do tego, czy przekonałby wszystkich niezdecydowanych.
Książka kończy się krótkim podsumowaniem i podziękowaniem. 

 Z powyższego wyłania się pełny obraz książki Grigore. Adina pisze w przyjaznym, delikatnie moralizatorskim tonie, w średnio porywający sposób. Niekiedy zbyt rozwleka pewne treści, przez co książka staje się nudnawa. Niektóre tematy i porady, których udziela są tak bardzo oklepane (a może są to wręcz truizmy?), że nie chce się ich ponownie czytać, ale rozumiem, że zamieszczenie ich w książce o urodzie jest uzasadnione. Wiele treści powtarza. Wielu tematów nie zgłębia dostatecznie (może książka była by przez to mniej przyjazna czytelnikowi? ). Przy niektórych swoich twierdzeniach i poglądach zupełnie się miesza (np. w jednym rozdziale książki twierdzi, że nie stosuje w ogóle makijażu, w kolejnym, że stosuje jedynie naturalne kosmetyki, w jeszcze innym, że do makijażu stosuje drogeryjne produkty). Na tym jednak minusy „Szczęśliwej skóry” się nie kończą. Osobiście przerażają mnie dyskwalifikujące tą lekturę kwiatki, a wręcz antyrady urodowe, na które radziłabym uważać:
1. Poddawanie się regularnie zabiegowi manualnego oczyszczania skóry. Jak dla mnie najgorsza antyrada z tej książki. Zabieg uważam za bardzo kontrowersyjny i nie jestem do niego przekonana. W swoim życiu poddałam się mu dwa razy (na szczęście!), z czego ostatni w grudniu zeszłego roku. Jak się okazało później był to najgorszy z możliwych zabiegów jakim mogłam się poddać. Kosmetolog wytłumaczyła mi, że przy moim rodzaju trądziku (zamknięte, znajdujące się głęboko w skórze stany zapalne) zabieg manualnego oczyszczania twarzy jest wręcz niedopuszczalny, prowadzi do zaostrzenia trądziku, „spychania” bakterii w głąb skóry, a także z łatwością może doprowadzić do powstania blizn potrądzikowych. Mimo, że zabieg był poprawnie przeprowadzony, nie wspomógł mojej urody, twarz była opuchnięta i czerwona przez wiele dni. Trądzik powrócił nim rany zdążyły się zagoić. Dziś mogę tylko żałować tej decyzji, a osobom mającym problem z trądzikiem radzę udać się najlepszego specjalisty jakiego są w stanie znaleźć, w celu zdiagnozowania czy manualne oczyszczanie skóry w ich przypadku jest w ogóle dopuszczalne. Bardzo poważnie przemyślcie decyzję o poddaniu się temu zabiegowi w ogóle, a już na pewno nie róbcie tego regularnie.
2. Pilingi z cukrem, maski z solą do twarzy, oraz tonik z wódką dla trądzikowca – pilingi bądź maski z solą lub cukrem mogę stosować na ciało, skórę głowy, ale w żadnym wypadku nie na twarz! Taki piling zdziera skórę nie gorzej od tego z drogerii (jak nie lepiej), a zawarte w nim składniki mogą ją nieźle podrażnić, spowodować zaczerwienia i swędzenie. Piling solą przy trądziku, to jest najlepszy żart w tej książce. Unikam preparatów z alkoholem w składzie, który dodatkowo wysuszałby skórę (tym samym wzmagał jej przetłuszczanie się) stąd pomysł toniku z wódką (i octem jabłkowym) wydaje mi się nieporozumieniem (a polecany jest do cery trądzikowej). Jestem ciekawa czy spotkałyście jakąś markę kosmetyczną produkującą naturalne kosmetyki mającą w ofercie produkt o podobnym składzie?
3. O zepsutych naturalnych kosmetykach „jeśli produkt się zepsuje, nie będzie groźny, ale może przyczynić się do powstawania wyprysków.” Nie wiem czy ten fragment książki wymaga w ogóle komentarza. Uważam, że kosmetyki naturalne, jako te bez składników zwiększających ich trwałość, nie bez przyczyny mają niekiedy bardzo krótki termin przydatności do użycia, na który większość producentów zwraca szczególną uwagę.
Poza tym trafiłam na kilka dziwnych, nie do końca wyjaśnionych twierdzeń/teorii autorki, które zamiast wyjaśnić, czy przedstawić jakiś odmienny punkt widzenia jedynie wywołały we mnie dodatkowe wątpliwości:
1.”Masz pewien typ cery ale nie taki, jaki ci się wydaje. (…) Określenia takie jak „skóra mieszana” czy „strefa T” to czysty chwyt marketingowy. Porcelanowa cera- to jest typ skóry. Ciemna skóra. Skóra, która zawsze wygląda na muśniętą słońcem. Piegowata. Cera rudzielca. Albinoska. To wszystko są typu skóry. Tłusta skóra, sucha czy z niedoskonałościami to tylko symptomy(…).” Powiem szczerze, że zupełnie tego nie rozumiem. Jakieś idee?
2. Z książki wyłania się twierdzenie jakoby odstawienie kosmetyków  poprawiło stan skóry autorki „odstawiłam wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne i leki. Byłam zupełnie saute (…)i choć to szokujące , poczułam się lepiej. Dodam nawet, że nastąpiło to błyskawicznie”; „kiedy odstawiłam wszystkie kosmetyki, moja skóra zareagowała natychmiast i bardzo entuzjastycznie”; „Odstawiłam wszystkie kosmetyki. Każdy pojedynczy produkt. (…) Myłam się samą wodą bez mydła, płynu do kąpieli czy szamponu. Zero makijażu. Zero kremu nawilżającego. Zupełnie nic” i wiele innych. Po co więc sięganie po jakiekolwiek kosmetyki, nawet ten zupełnie naturalne? Czy autorka tak jak Yeal Adler w „Skóra fascynująca historia” chce nam powiedzieć, że nie potrzebujemy kosmetyków w ogóle, bo nasza skóra już ma to czego potrzebuje? Dlaczego więc Adina stara się nas przekonać do naturalnych kosmetyków, kiedy sama najlepszy rezultat osiągnęła nie stosując niczego?
3. Nie potrafię zgodzić się też z przekonaniem autorki o tym, że cera osób, które wiecznie eksperymentują i stosują ciągle to nowe kremy, drogeryjne kosmetyki, zwykle wygląda lepiej niż u osób, które trzymają się od lat jednego kremu i tych samych produktów do demakijażu. Skąd w ogóle taki pomysł? Moim zdaniem jest zdecydowanie odwrotnie. Co o tym sądzicie?
Zastrzeżenia do tej lektury mogłabym mnożyć dalej, jednak szkoda na to czasu mojego i czytelniczek tego bloga. Wszystkie one w moich oczach podważają fachowość autorki w dziedzinie pielęgnacji skóry. Mimo, iż jak wskazałam wyżej w książce jest sporo wartościowych treści, ba kilka nawet zamierzam wcielić w życie, trudno mi ją komukolwiek polecić. Jestem szczerze zdziwiona tym jak wiele dobrych blogerek z czystym sumieniem poleca tą książkę na blogach bez żadnych zastrzeżeń. Jeśli mimo wszystko trafi ona w Wasze ręce podejdźcie do niej ze sporym dystansem, a o radach w niej zawartych przeczytajcie dodatkowo w jakimś pewniejszym źródle.

Ciekawa jestem czy znacie ta książkę? Co o niej sądzicie? Co sądzicie o tych kwiatkach i antyradach?

Pozdrawiam serdecznie







Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi. Za każdą waszą aktywność staram się odwdzięczyć :)

You Might Also Like

2 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU