Mój miesiąc Luty 2017. Brytyjska pogoda, odchudzanie, złuszczanie i ludzka podłość. Pierwsze urodziny bloga.

14:37:00

Lutowe podsumowanie miesiąca okazało się być wyzwaniem i szczerze mówiąc redaguję ten tekst już po raz enty. Niestety luty nie należał do najprzyjemniejszych miesięcy pod słońcem i nieco mnie przygnębił. Jeśli czytałyście moje posty o pielęgnacji cery i diecie to zapewne już wiecie dlaczego. Dziś trochę więcej na ten temat.
Zacznę od sławetnej brytyjskiej pogody, bo to właśnie ona dała mi totalnie w kość. U nas w Polsce nie ma takiego deszczu.  Nie ma takiej szarugi. Mgły budującej atmosferę horroru niczym z „Silent Hill”. Nie ma takiej wilgoci która po prostu wciska człowieka w chodnik. Codziennie. Deszcz. Mgła. Wilgoć. Niskie ciśnienie. Jeśli zaświeci słońce, to przez deszcz. Trzeba tu przyjechać, żeby poczuć to na własnej skórze. W tej jakże niesprzyjającej atmosferze, gdy człowiek ma jedynie ochotę zakopać się z książką lub przed telewizorem w łóżku postanowiłam sobie, że wezmę się w garść i zacznę realizować kolejne dwa noworoczne postanowienia. O tym, że oba wyzwania musiałam połączyć z pracą na pełny etat jedynie napomknę. Wszak luty to najkrótszy, jedynie 28- dniowy miesiąc, który po błyskawicznym styczniu powinien minąć mi jak burza. Tym samym myślałam, że ambitne cele pomogą mi przejść przez ten miesiąc szybko i bezboleśnie. Nic bardziej mylnego.

Moje wyzwania: dieta przyspieszająca metabolizm i zabiegi na cerze.

Jak zapewne już wiecie z moich poprzednich wpisów postanowiłam pozbyć się paru zbędnych kilogramów, a także poważnie potraktować największego wroga urody, czyli trądzik. Realizacja obu postanowień okazała się bardzo trudna, wymagała ogromnej mobilizacji, siły woli i odwagi.

Zacznijmy od diety przyspieszającej metabolizm. To pierwsza dieta na jakiej byłam w swoim życiu i muszę się przyznać, że dopiero teraz wiem jak ogromnych starań wymaga zrzucenie paru zbędnych kilogramów. Miałam to szczęście, że przez większość swojego życia byłam bardzo szczupłą osobą i gdyby nie problemy z cerą, zapewne nie musiałabym się zbytnio martwić tym co jem. Przed trzydziestką w zaskakująco szybkim tempie zaczęłam przybierać na wadzę i tak w ciągu półtora roku przybyło mi 10 kg, a wskazówka wagi bynajmniej na tym nie chciała się zatrzymać. Zmiana diety na wyłącznie zdrową, wegetariańską wersję u mnie się nie sprawdziła.
Źródło:pixabay.com

Źródło:pixabay.com
Miałam ogromne szczęście, że znalazłam informację o diecie Haylie Pomroy. Dzięki niej waga zaczęła spadać, a ja zrozumiałam, że sytuacja wcale nie jest bez wyjścia. Oczywiście nie ma nic za darmo. Dieta wymaga wysiłku i poświęceń. A może nie sama dieta tylko porzucenie naszych nawyków żywieniowych. Odstawienie kawy, herbaty czy choćby soków, rezygnacja ze wszelkich słodkości, a nawet suszonych owoców, rygor związany z jedzeniem tylko pewnych posiłków w określonej rotacji to wszystko wymaga sporej siły woli i nie poprawia naszego nastroju.  Do tego dochodzi konieczność spędzania kilku godzin w kuchni na gotowaniu, a następnie zmywaniu sterty naczyń. Trzeba więc znaleźć na wszystko czas i dobrze się zorganizować, a tym samym poświęcić np. blogowanie. Dieta jest jednak skuteczna, a zmieniający się z dnia na dzień wygląd ciała dodaje pewności siebie. Mój ostateczny rezultat to niezły pozytywny szok : - ) Ostatecznie w ciągu 28 dni udało mi się pozbyć połowy zbędnych kilogramów, których pozbędę się w 2017 roku!

Jeśli chodzi o zabieg jakiemu się poddałam u kosmetologa – złuszczanie kwasem salicylowym i pirogronowym, to niestety przynajmniej w pierwszych dniach „po” wygląda się po prostu źle. Wiąże się to także z mocno obniżoną samooceną i spadkiem nastroju. Po wyjściu z gabinetu twarz jest czerwona jak burak. Na następny dzień ma być lepiej, ale nie wiele się zmienia. Spalona, ściągnięta twarz wyglądała kiepsko. Dalej niestety jest tylko gorzej. W drugim tygodniu lutego, skóra zaczyna  się łuszczyć i odchodzić od twarzy. W takim stanie musiałam ruszyć do pracy, bez żadnego makijażu oczywiście. Jedynie krem (po którym świeciłam się jak kula dyskotekowa) i okłady z wody. Jeśli kiedykolwiek zdecydujecie się na podobne zbiegi na twarzy i będziecie musiały wyjść tak z domu, to możecie być pewne, że dla nikogo w waszym otoczeniu, taki widok nie będzie obojętny. Wręcz przeciwnie znajdziecie się mimowolnie w centrum zainteresowania. A ilu ludzi tyle reakcji. Koleżanki, które również korzystają z takich zabiegów pocieszały mnie dobrym słowem i swoimi historiami. Niektóre z zaciekawieniem pytały co sobie zrobiłam, jak, gdzie i za ile. Niektórzy zszokowani koledzy pytali czy mam jakąś alergię albo co mi strzeliło do głowy. Część osób udawała z klasą, że nic nie widzą. A także… jak wszędzie znaleźli się też tacy dla których mój wygląd po pilingu był powodem do plotek, obrobienia tyłka i wytykania palcami.
Źródło:pixabay.com

Dla mnie, osoby, która przez swoje niemal 30 letnie życie zdążyła wyhodować co nieco grubej skóry, negatywne zachowania ludzi, nie mają większego znaczenia, nie są w stanie mnie dotknąć, ani zniszczyć pewności siebie. To raczej taki test na szczerość osób w moim otoczeniu, dzięki któremu jeszcze łatwiej odsuwam od siebie zbędne, fałszywe jednostki. Zastanawiam się jednak bezustannie jak takie chamskie wręcz i bezmyślne zachowanie mogłaby wpłynąć na dużo wrażliwszą, młodą dziewczynę, której pewność siebie byłaby i tak nadszarpnięta np. przez chociażby problemy skórne? Głupota, podłość ludzka i brak wrażliwości/empatii nie mają granic o czym przekonałam się kolejny raz w życiu. Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze podejście to tego tematu?
Oczywiście po 2 tygodniach skóra regeneruje się i wygląda o 100% lepiej. Myślę, że naprawdę warto zainteresować się wizytą u kosmetologa, jeśli macie problemy z cerą i są one dość poważne.
Sporym wyzwaniem była dla mnie także publikacja obu postów z autentycznymi zdjęciami mojej twarzy i sylwetki, którym sporo brak do doskonałości. Odważyłam się jednak, pokazałam Wam wszystko dokładnie, jak to się mówi „kawa na ławę”, bo wierzę, że znajdzie się jakaś osoba, która ma podobne problemy jak ja i te wpisy jej pomogą. Jestem ciekawa co sądzicie o obu wpisach i czy również na swoich blogach zdarza się Wam publikować podobne teksty?

Blog ma pierwsze urodziny.

A na koniec jeszcze krótko o moim blogu. Dokładnie 14 lutego 2016 roku zaczęłam dla Was pisać. Moja wiedza o blogowaniu i wszystkim co się z tym wiąże była zerowa.  Wszystkiego musiałam nauczyć się sama, krok po kroku. Nie raz byłam z tej przyczyny sfrustrowana i chciałam rzucić tą całą zabawę w diabły. A jednak wciągnęłam się, polubiłam pisanie dla Was i w ciągu jednego roku stworzyłam ponad 100 wpisów, które widziało ponad 60 tys. osób !  W pierwszym miesiącu blogowania odwiedziło mnie 273 osób, a w ostatnim (styczniu 2017) 17 273! Jestem ogromnie szczęśliwa i zaskoczona tym jak bardzo to miejsce się rozwinęło.

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim osobom, które odwiedzają mój blog, obserwują go, bądź moje kanały społecznościowe oraz zostawiają swoje komentarze. To dla mnie ogromna dawka mega pozytywnej energii i chęci dalszego rozwijania tego miejsca.  Każdy feedback od Was cieszy, a w szczególności wieści, że dzięki mojej recenzji zdecydowałyście się na jakiś produkt, który Wam pomógł. Dziękuję Jesteście Najlepsi !!!
Źródło:pixabay.com

Ze swojej strony mogę Was zapewnić, że wszystkie wpisy, które powstały i które kiedykolwiek powstaną na tym blogu przedstawiają w 100% moją własną opinię. Wszystkie produkty/usługi, które recenzowałam do tej pory na blogu zakupiłam sama. Przy każdym z nich staram się znaleźć zarówno dobre jak i złe strony, ocenić nie tylko działanie, ale także funkcjonalność, zapach i wygląd. To jakie efekty przyniosły w miarę możliwości przedstawiam na zdjęciach, żebyście mogły je ocenić na własne oczy. Jeśli macie jakieś sugestie odnośnie bloga, chciałybyście zobaczyć jakiś produkt, albo sądzicie, że mogłabym coś ulepszyć śmiało dawajcie znać w komentarzach. Podobnie jeśli coś Wam się nie podoba, bądź przeszkadza na tym blogu śmiało dawajcie znać. Nie obrażę się, a razem może uda nam się ulepszyć to miejsce.




A ja standardowo jestem ciekawa jakim miesiącem był dla Was luty? Czy pamiętacie jeszcze o noworocznych postanowieniach? Udało Wam się jakieś spełnić?


Pozdrawiam ciepło 






Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi. Za każdą waszą aktywność staram się odwdzięczyć :)

You Might Also Like

3 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU