Foreo Luna Mini – recenzja po roku używania. Zalety i wady szczoteczki sonicznej oraz kilka porad dla posiadaczek szczoteczek sonicznych.

20:28:00

Witajcie Kochani J

Dość nietypowo postanowiłam napisać dla Was dodatkową recenzję produktu, który już kilka razy pojawił się na moim blogu (tutaj i tu). Szczoteczkę soniczną Foreo Luna Mini posiadam już od ponad roku (czas płynie niesamowicie szybko) i była ze mną w lepszych i gorszych dla mojej skóry momentach. Zdobytymi doświadczeniami i nowymi spostrzeżeniami na temat szczoteczki chciałabym się bardzo z Wami podzielić, mając na uwadze ogromną dziś popularność tego typu urządzeń. Mam nadzieję, że taka recenzja uzupełniająca przyda się wszystkim osobom niezdecydowanym, gdyż szczoteczka soniczna to spora inwestycja. Znajdą się także moje porady dla posiadaczek takiego urządzenia. Zapraszam.

                Po zakupie szczoteczki Foreo Luna Mini początkowo stosowałam ją codziennie, dwa razy na dzień: rano i wieczorem. Taka sytuacja trwała ok 8 miesięcy po których zauważyłam, że codziennie szczotkowanie twarzy nie do końca mi służy, powoduje napięcie skóry i uczucie dyskomfortu. Jakieś 4 miesiące temu pojawił się u mnie również uciążliwy wysyp na twarzy (nie winię za jego powstanie tego urządzenia!), na który składały się nie tylko podskórne zaskórniki zamknięte, ale również bolesne stany zapalne. Stosowanie szczoteczki przy takim stanie skóry stało się uciążliwe, łatwo dochodziło do uszkodzeń bolesnych stanów zapalnych. Stąd całkowicie musiałam zrezygnować ze stosowania urządzenia. Na dzień dzisiejszy szczoteczka pozostaje nieużywana.

                Korzyści z zakupu i stosowania tego urządzenia opiszę jako pierwsze.
1. Szczoteczka Foreo Luna Mini okazała się najskuteczniejszą bronią przeciwko otwartym zaskórnikom na nosie jaką dotychczas miałam. Codzienne pilingowanie okolic nosa pozwoliło mi się pozbyć raz na dobre zaskórników, a także zmniejszyć widoczność porów.
2. Zmniejszenie wydzielania sebum, a tym samym nadmiernego świecenia się skóry twarzy to kolejny problem, który szczoteczka pomogła mi rozwiązać. Moja mieszana cera świeciła się i przetłuszczała nadmiernie od kiedy pamiętam. Dziś już nie mam tego problemu. Myślę, że czynnikiem decydującym była zmiana diety, jednak stosowanie tego urządzenia również miało w tym swój pozytywny wkład.
3. Dzięki szczoteczce raz na zawsze pozbyłam się problemu suchych skórek. Skóra twarzy jest poddawana codziennemu masażowi Luną Mini, jak również pilingowi, a suche skórki usuwane są wraz z myciem. Dodatkowo cera jest rozświetlona i pełna blasku, w moim przypadku zwłaszcza w okolicach czoła i nosa.
4. Uczucie czystości jakie daje szczoteczka Foreo Luna Mini jest nieporównywalne z żadnym innym produktem kosmetycznym jakiego w swoim życiu używałam.
5. Ogromna oszczędność użytkowania urządzenia. Szczoteczka po roku używania wygląda zupełnie jak nowa. W ciągu roku ładowałam ją dwa razy, maksymalnie przez dwie godziny ! Niesamowita wydajność baterii, nie mająca porównania z żadnym innym produktem jaki posiadam.
Niestety zauważyłam też więcej minusów jeśli chodzi o Lunę Mini.
1. Szczoteczka stosowana codziennie, mimo wspomagania się produktami łagodzącymi podrażnia delikatną cerę. Po użyciu występują widoczne zaczerwienienia na skórze, a sama skóra jest tak czysta, że „aż skrzypi” przez co rozumiem mocne napięcie, ściągnięcie, poczucie dyskomfortu.  
2. Codzienne, dwukrotne mycie twarzy urządzenie powoduje, że skóra jest zbyt często poddawana pilingowi. Obawiam się, że takie oddziaływanie produktu może mieć niekorzystny wpływ na naturalną barierę ochronną naszej skóry.
3. O ile produkt sprawdza się przy podskórnych grudkach i zaskórnikach otwartych, o tyle przy aktywnych stanach zapalnych zupełnie nie. Podczas mycia dochodzi do uszkodzenia skóry w miejscu gdzie znajdują się krosta, a jej zawartość wypływa na zewnątrz. Nie jest to przyjemne uczucie, a poza tym obawiałam się, że może dojść do rozprzestrzeniania się trądziku. Podrażniane w ten sposób wypryski trudno się goiły – pilingowanie/”otwieranie” krostek po czym na nowo napełniały się ropą i znów były poddawane pilingowi.           
4. Nie do końca dobry timer, zwłaszcza w przypadku delikatnej cery . U mnie nieraz zdarzało się, że skóra była zbyt podrażniona po myciu.
5. Nie do końca dobry produkt do zmywania makijażu, gdyż resztki makijażu pozostawały na szczoteczce i wcale nie dało ich się tak łatwo odmyć.
6. Urządzenie nie tak higieniczne jak wcześniej myślałam. Przede wszystkim przez osadzanie się pomiędzy sylikonowymi wypustkami małych włosków, rzęs, kawałek nitek. Ich usunięcie to nie lada wyzwanie. Trzeba cierpliwie dłubać np. patyczkiem kosmetycznym między wypustkami, żeby pozbyć się wszystkich niechcianych gagatków. Dodatkowo w niezabezpieczone niczym gniazdku szczoteczki mogą się zebrać nieczystości (resztki makijażu, żelu do mycia, kurz) oraz woda, co z kolei skutkuje rozwijaniem się tam np. pleśni.
7. Jako, że często podróżuje, brak pokrowca na urządzenie był też dla mnie sporym problemem, gdyż bez niego trudno zabrać urządzenie w podróż, jednocześnie go nie uszkadzając.

Podsumowując po roku użytkowania muszę przyznać, że:
1. Przynajmniej w moim przypadku codzienne stosowanie szczoteczki na dłuższą metę się nie sprawdza. Dziś, z uwagi na problemy z cerą i zabiegi jakim się poddałam (w lutowym podsumowaniu napiszę o tym na blogu), szczoteczki nie używam wcale. Po lekturze książki „Skóra fascynująca historia”, o której pisałam dla Was tutaj – jestem coraz większą zwolenniczką stwierdzenia, że mniej w pielęgnacji oznacza więcej dla naszej skóry i skłaniam się ku rezygnacji z nadmiernego pilingowania. Gdy moja twarz dojdzie już do siebie, nie zamierzam korzystać, ze szczoteczki częściej niż raz w tygodniu.
2.Uwaga na timer. Zamiast restrykcyjnie przestrzegać czasu mycia i stosować się do wskazówek timera, warto przyjrzeć się reakcjom własnej skóry  i ograniczyć czas mycia twarzy według jej potrzeb. Dzięki temu zniwelujemy ryzyko wystąpienia zaczerwienienia czy podrażnień.
3. Urządzenie zdecydowanie odradzam jeśli macie aktywne stany zapalne.
4. Przykładajcie dużą wagę do higieny urządzenia (zwłaszcza jeśli zmywacie nim makijaż), zawsze wycierajcie je do sucha i trzymajcie w suchym miejscu. Od czasu do czasu dokładnie oczyszczajcie tylne gniazdko.

A Wy czy korzystacie ze szczoteczki sonicznej? Jakie są Wasze wrażenia z użytkowania? A może myślicie o zakupie takiego urządzenia?


Pozdrawiam serdecznie




Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi.

You Might Also Like

3 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU