Dieta przyspieszająca metabolizm. Książka kucharska autorstwa Haylie Pomroy. O tym jak udało mi się zrzucić 4 kilo w 28 dni jedząc więcej.

12:49:00

Witajcie Kochani!

                Ostatnio na moim blogu pojawia się sporo recenzji książkowych (wiem to zaczyna już być nudne), tym razem jednak nie przychodzę do Was jedynie z recenzją książki, a z recenzją diety opartej na przepisach z książki. Założyłam sobie, że luty będzie dla mnie miesiącem wyzwań, a jednym z nich będzie pozbycie się kilku zbędnych kilogramów. Trzymanie diety, obliczanie kalorii i mordercze ćwiczenia to zupełnie nie moja bajka, stąd pomysł na sięgnięcie po dietę przyspieszająca metabolizm Haylie Pomroy, na której zasadniczo im więcej jesz tym więcej chudniesz. Brzmi świetnie prawda? W dzisiejszym poście o efektach diety. Zapraszam.


Haylie Pomroy kto to właściwie jest?

                Haylie Pomroy to autorka książki „Dieta przyspieszająca metabolizm”, będącej nr 1 na liście bestsellerów New York Times. W Stanach Zjednoczonych znana zarówno w środowisku medycznym, jak również wśród gwiazd Hollywood, dzięki diecie opracowanej na wywołanie szybkiej utraty wagi przez wykorzystanie pożywienia. Jako hollywoodzki guru żywieniowy Haylie ma za swoich klientów m.in. Jennifer Lopez, Roberta Downey Jr, LL Cool J, Reese Witherspoon, Raquel Welch oraz Cher. Poza tym pomaga olimpijczykom i sportowcom profesjonalnym. O wszystkich jej osiągnięciach możecie przeczytać w Internecie zarówno na jej stronie, a także na wielu stronach poświęconych diecie przyspieszającej metabolizm. Znajdziecie ją także w mediach społecznościowych.

Kilka słów o samej diecie, czyli na czym to wszystko ma polegać.

                Dieta polega na jedzeniu 5 posiłków dziennie w odstępach 3-4 godziny (z wyjątkiem godzin snu). Posiłki podzielone są na 3 fazy, które trzeba stosować w wyznaczonej kolejności: czyli dwa dni na fazę pierwszą, dwa na drugą, trzy na trzecią. Najlepiej zacząć od poniedziałku, wówczas łatwo będziemy mogli organizować sobie menu na cały tydzień.
Faza pierwsza: rozluźnianie stresu i uspokajanie nadnerczy – wysokoglikemiczna, umiarkowanie proteinowa i niskotłuszczowa.
Faza druga: Odblokowanie zmagazynowanego tłuszczu i budowanie mięśni – faza bardzo wysokobiałkowa, bogata w warzywa i niskotłuszczowa.
Faza trzecia: rozniecanie spalanie, hormony, serce i spalanie – faza bogata w zdrowe tłuszcze, umiarkowanie węglowodanowa, umiarkowanie białkowa z owocami o niskim indeksie glikemicznym.
                Oczywiście na diecie trzeba pić dużo wody, autorka wskazuję, iż powinna być to ilość odpowiadająca 1/3wagi naszego ciała podzielona przez 10. Do przyrządzania potraw wybierać należy produkty ekologiczne i mięso bez azotanów. Należy także ćwiczyć 3 razy w tygodniu, wykonując ćwiczenia zgodne z fazą: 1-cardio, 2 – ćwiczenia siłowe, 3- ćwiczenia relaksacyjne.
                Jak na każdej diecie sporo produktów należy omijać szerokim łukiem, a należą do nich: pszenica, kukurydza, soja, cukier rafinowany, produkty mleczarskie, alkohol, suszone owoce oraz soki owocowe, słodziki, tzw. żywność dietetyczna.
Nie należy spożywać także kofeiny, czyli odpada nam poranna kawka lub kakao. Warto także wspomnieć o tym, że nie wolno również pić napojów zawierających teinę(herbata), guaraninę (guarana) oraz mateiną (yerba mate).

O książce i przepisach:

Nim opiszę jak u mnie wyglądała dieta tydzień po tygodniu, jeszcze kilka słów o książce. Najpierw plusy:
1. Przepisy oparte wyłącznie na zdrowych produktach.
2. Sporo przepisów wegańskich i wegetariańskich, a także podpowiedź jak skomponować wegetariańskie menu.
3. Podpowiedzi dotyczące komponowania menu tygodniowego tj. puste tabele do wypełnienia, przykładowe menu.
Niestety mam również parę poważnych zastrzeżeń i muszę przyznać, że książka nie raz doprowadziła mnie do szewskiej pasji.  
1. Przede wszystkim bezsensownie podawane porcje posiłków- przy jednym daniu mamy obliczoną porcję składników na przygotowanie jednego posiłku, przy kolejnym na cztery posiłki, a przy jeszcze innym na osiem posiłków. To powodowało chaos zarówno podczas gotowania, jak i robienia zakupów. Najlepszym rozwiązaniem było by podanie porcji tylko na jeden posiłek, które moglibyśmy samodzielnie przemnożyć.
2. Czas podawania posiłków – powiedzenie, że czas przygotowania posiłków w książce jest nieprecyzyjny było by ogromnym eufemizmem z mojej strony. To jest zwyczajne nieporozumienie. Przygotowanie dań zajmuję co najmniej dwa razy tyle czasu co podany. Hitem dla mnie jest konstruowanie 5 minutowego przepisu na sałatkę, w której mamy dziki ryż (gotuje się ok. 45 min) i gotowany na parze kalafior (ok. 15 min) i podanie wśród składników: „ugotowany dziki ryż” oraz „ugotowany na parze kalafior”. 
3. Mała różnorodność dań – co prawda sama książka zawiera ok. 200 przepisów, są one jednak podzielone na 3 fazy, a każda z faz składa się z 5 posiłków. Co daje ok. 16 przepisów na jeden posiłek z jednej fazy. Niestety (dla mnie) spora część z ich do przygotowania w wolno warze (którego ja nie posiadam), a część zawiera składniki, których nie sposób znaleźć w żadnym sklepie.  Pozostaje nam do wyboru więc tylko kilka dań.
Książka i mój organizer w którym zapisywałam rezultaty diety i listy zakupów


Wszystkie rezultaty sprawdzałam każdego dnia wieczorem, sporządziłam też listę dolegliwości, na które starałam się zwrócić szczególną uwagę.


Przykładowe posiłki jakie sobie przygotowywałam, w fazie 3 najbardziej lubiłam nietypowe połączenie potraw mięsnych z owocami.

 Jak dieta wygląda w praktyce? Tydzień pierwszy:
                Początek diety nie był dla mnie najlepszy. Spożywane posiłki nie do końca trafiły w  mój gust, a rotacja faz/posiłków w ciągu tygodnia była dość irytująca. Podczas dwóch pierwszych dni diety organizm dość intensywnie się oczyszcza, można powiedzieć nawet gwałtownie, stąd polecam stały dostęp do toalety. Spożywane posiłki składają się głównie z ziaren i owoców, czasem pojawia się kawałek piersi z kurczaka. Menu dobre dla dziewczyny, jednak myślę, że niewielu facetom przypadłoby do gustu. Jest mnóstwo pikantnych przypraw, stąd spożycie zalecanej ilości wody to nie jest nie tylko możliwe, ale staje się zupełnie bezproblemowe. Trochę problematyczne są wysokoglikemiczne owoce. Ich spożywanie wywoływało u mnie ogromną ochotę na coś słodkiego, co było dość frustrujące. Od środy zaczyna się faza budowania mięśni i zestaw posiłków, który raczej nie przypadnie do gustu damskiemu podniebieniu: głównie mięsiwo, ryby i zielone warzywa. Przy tej fazie często czułam się bardzo zmęczona i wyczerpana. Brakowało mi energii. Czułam się głodna.  Faza trzecia to już znacznie przyjemniejsze dania. Mamy tutaj wszystko: ziarna, chude mięsko, owoce, warzywa, bardzo często w zaskakujących, ale smacznych kombinacjach. Przy tych dniach najczęściej czułam się dobrze.
                Po tygodniu diety zauważyłam dość spory spadek wagi (1,4 kg), a także utratę kilku cm w biodrach. Zmiany w obwodzie piersi to zapewne wina okresu (wtorek - sobota). Już od pierwszego dnia towarzyszyło mi przyjemne uczucie ciepłych stóp i dłoni, a także zadowolonego, pełnego ale nie przejedzonego brzucha.

Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Niedziela
Waga
72kg
71kg
71,2kg
70,8kg
71,6 kg
72,1 kg
70,6 kg
Biust
98 cm
98 cm
97 cm
95 cm
95 cm
96 cm
98 cm
Talia
84 cm
84 cm
84 cm
85 cm
84 cm
84 cm
84 cm
Uda
104 cm
104 cm
103 cm
103 cm
103 cm
103 cm
102 cm

Tydzień drugi:
Tydzień drugi okazał się być sporym rozczarowaniem, mimo początkowej uraty kilograma, w kolejnych dniach wskazówka wagi pięła się niepokojąco w górę sięgając niemalże wagi początkowej. Czułam się okropnie sfrustrowana i szczerze mówiąc chciałam poddać się na tym etapie nie widząc w tym większego sensu.  Nie rozumiałam dlaczego dieta nie działała na mnie, poszperałam trochę w sieci i odnalazłam informację odnośnie picia herbaty w trakcie diety, które również jest niedozwolone. Po przeczytaniu książki byłam pewna, iż chodzi o jedynie o kawę, tymczasem informacja dotyczy kofeiny. Dlatego też uprzedzam każdego, kto chce skorzystać z diety żeby odstawił również herbatę i podobne produkty.

Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Niedziela
Waga
70,7kg
69,7kg
70,8 kg
70,1kg
71,3 kg
71,7 kg
71,4 kg
Biust
98 cm
98 cm
98 cm
97 cm
97 cm
96,5 cm
96 cm
Talia
84 cm
84 cm
84 cm
85 cm
84 cm
84 cm
84,5 cm
Uda
101 cm
101 cm
100 cm
100 cm
100 cm
100 cm
101 cm

Tydzień trzeci:
Podczas trzeciego tygodnia diety  bardzo często miałam bóle głowy, łączące się zapewne z całkowitym odstawieniem herbaty. Było to tym bardziej męczące, że większość środków na ból głowy zawiera kofeinę i nie można po nie sięgnąć. Znalazłam za to moje niemal idealne menu (z wyjątkiem fazy 2), a waga znów zaczęła spadać. Powoli zauważyłam, że ubrania w dotychczasowym rozmiarze stają się za duże.

Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Niedziela
Waga
71,6kg
70kg
69,9kg
69,7kg
70,6 kg
69,9 kg
70,4 kg
Biust
96 cm
95,5 cm
95,5 cm
94 cm
94 cm
94 cm
94 cm
Talia
84 cm
84 cm
84 cm
85 cm
84 cm
82 cm
83 cm
Uda
101 cm
101 cm
101 cm
101 cm
100 cm
99 cm
99 cm

Tydzień czwarty:
                Finisz diety, także nie należał  do łatwych. Jedzenie niekiedy tych samych posiłków kolejny raz z rzędu przyprawiało mnie o wymioty. Dania, które wcześniej mi smakowały jakoś mi się przejadły. Ciężko mi było jeść bardzo ostro przyprawione potrawy, gdyż wydawały mi się być jeszcze ostrzejsze. W tym czasie miałam też największe zachcianki na sięgnięcie po menu spoza diety, w szczególności słodycze. Niższa waga w piątek spowodowana pominięciem obiadu. Lunch okazał się dla mnie wystarczająco sycący. W końcu zaczęłam tracić centymetry w talii, co ogromnie mnie ucieszyło i motywowało.

Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Niedziela
Waga
69,9kg
69,6 kg
68,8kg
68,9 kg
67,7 kg
68,8 kg
69,6 kg
Biust
94 cm
94 cm
94 cm
94 cm
94 cm
94 cm
94 cm
Talia
83 cm
82,5 cm
82 cm
81 cm
79 cm
80 cm
80 cm
Uda
99 cm
99 cm
99 cm
99 cm
99 cm
99 cm
99 cm

Rezultat ostateczny i podsumowanie:
                Ostateczne rezultaty zmierzyłam dziś o poranku i wyglądają one następująco: waga: 68,3 kg (-3,7 kg), biust 94 cm (- 4 cm), talia 79cm (-5 cm), uda 99 cm (-5 cm).
Zdjęcia prezentują wygląd sylwetki podczas kolejnych tygodni: 1 przed dietą, 2 po pierwszym tygodniu, 3 po drugim tygodniu, 4 po trzecim tygodniu, 5 po ostatnim tygodniu diety.

j.w

Dieta faktycznie działa i jest bardzo szybka. Ja zdecydowałam się na opcję schudnięcia do max 10 kg i jadłam jedną porcje posiłków (jeśli chcemy schudnąć więcej musimy jeść więcej posiłków). Jedna porcja była dla mnie ogromna i niekiedy nie mogłam jej dojeść. Nie ćwiczyłam również zgodnie z zaleceniami książki, gdyż po prostu brakowało mi na to czasu. Przygotowanie pięciu posiłków dziennie, w tym dwóch, których ugotowanie zajmuje co najmniej 40 min jest bardzo czasochłonne. Do tego dochodzi ogrom zmywania, które również zabiera czas. Sporym błędem z mojej strony było wspomniane wyżej nieodstawienie herbaty na czas. Podsumowując sądzę, że wkładając w tą dietę jeszcze więcej wysiłku i przestrzegając jej zaleceń w 100%, można naprawdę stracić do 10 kilogramów.
Moje rezultaty cieszą mnie ogromnie. Widzę wielką zmianę nie tylko w lustrze, ale również po ubraniach. Większość spodni, w tym takie, które już  z trudem wciskałam, teraz sporo mi odstaje i muszę nosić pasek. Podobnie z bluzkami, gdzie powoli mogłabym się przymierzać do mniejszego rozmiaru. Mimo, że przebrnięcie przez dietę było ciężkie, zabierało mnóstwo czasu i wymagało sporo poświęceń, myślę, że było warto.
                Gratuluję wszystkim, którzy dotarli do końca tego przydługiego wpisu. Napiszcie mi czy słyszeliście o tej diecie, a może o jakiejś innej godnej polecenia. A może macie swój dobry sposób na zrzucenie zbędnych kilogramów, którym chciałybyście się podzielić?

Pozdrawiam ciepło




Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi.

You Might Also Like

5 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU