Moje włosy styczeń 2017. Pielęgnacja włosów cienkich, niezbalansowanych ze skłonnością do wypadania. Plus miejsce na wasze linki !!!

21:35:00

Witajcie Kochani !

                Tytułem wstępu chcę Was poinformować, że postanowiłam ruszyć z nowym cyklem na blogu dotyczącym pielęgnacji moich włosów. Aktualizacje dotyczące włosów pojawiać się będą na blogu (mam nadzieję ;-) ) pod koniec każdego miesiąca. Każdy wpis będzie zbiorem wszystkich produktów, nowości, kuracji, kosmetyków i przyrządów do włosów jakie się u mnie pojawiają, wraz z krótką informacją o tym jak się sprawują. Myślę, że dzięki temu uda mi się przedstawić kompleksowo jak wygląda pielęgnacja  włosów bardzo cienkich, niezbalansowanych ze skłonnością do wypadania. Ta seria jest dla mnie bardzo ważna jeszcze z innego powodu. Chciałabym, żeby pod wpisem z każdego miesiąca znalazły się Wasze linki tematyczne (do blogów bądź ciekawych artykułów), które pozwolą nam wspólnie na odnalezienie nowych, interesujących blogów tematycznych bądź produktów. Idea jest taka, żeby każdy, kto ma ochotę podzielić się swoim wpisem, bez żadnego skrępowania wklejał w komentarzu link, wiedząc, że jest to jak najbardziej pożądane.  Zastrzegam jednak, że powinny być to linki dotyczące tematyki włosowej (na inne będzie miejsce w innych wpisach).
                A teraz pora podsumować styczeń. Początek roku, był dla mnie sporą dawką motywacji do życiowych zmian co przejawiło się także w podejściu do dbania o włosy. Nie uprzedzając faktów, postawiłam na zmiany, ale też zatrzymałam kilka produktów, które dobrze mi służą. Tym sposobem skompletowałam (prawie całkowicie) całkiem nieźle radzący sobie z moimi włoskami zestaw. (Jeśli interesuje Was moja włosowa historia to znajdziecie ją tutaj).



1. MYCIE, ALE NIE TYLKO


Z wyborem produktu do mycia włosów miałam nie lada zagwozdkę, bo potrzebuję czegoś co ograniczy wypadanie włosów (a wiadomo takie szampony powodują wzmożoną pracę gruczołów łojowych, a co za tym idzie szybsze przetłuszczanie), a jednocześnie będzie dość mocno oczyszczać skalp. Postawiłam na ALPECIN CAFFEINE HAIR SHAMPOO czyli produkt pomocny przy wypadaniu włosów. Przeciw przetłuszczaniu włosów zastosowałam najprostszą MASKĘ DROŻDŻOWĄ (przepis z blogu Anwen) – ćwiartka drożdży piekarskich, zalewamy wrzątkiem i dodajemy 2 łyżki maski – ja wybrałam odżywkę mleczną CREMA AL LATTE (maska nie powinna zawierać zbyt dużo emolientów). Sposób okazał się być niezwykle skuteczny i przy myciu włosów co drugi dzień, również drugiego dnia (mimo stosowania wcierki) , z pomocą suchego szamponu, włosy wyglądają bardzo świeżo. Oczywiście szamponu używam do mycia skóry głowy. Maska nie zawsze dobrze wpływa na włosy na długości, jednak na te przy samej skórze działa bardzo dobrze – mniej się przetłuszczają i są ładnie odbite u nasady.
Drugim szamponem jaki używam jest KLASYCZNY JOHANSON&JOHANSON. W Anglii nie mam dostępu do oczyszczających szamponów typu Barwa, natomiast Johanson bardzo mi się przysłużył, przy okazji moich prób z produktem Hollywood Beauty. W moim przypadku szampon bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem z włosów olejków i do tego celu go stosuję.
Dobrze wszystkim znaną odżywką GARNIER AVOCADO I MASŁO KARITÉ myję suche włosy na długości i bardzo dobrze im ona służy.
Włosy myję co drugi dzień, co jest dla mnie obecnie optymalną opcją. Po umyciu włosy polewam obficie zimną wodą, staram się nie robić ręcznikowego turbanu na głowie, a do suszenie stosować chłodny, bądź letni nawiew powietrza, dzięki czemu łuska włosa domyka się, są one gładkie i lśniące.
Planuję zakup delikatnego, naturalnego szamponu do mycia włosów i tutaj pojawia się miejsce na Wasze linki. Jeśli takowy stosowałyście koniecznie zostawcie komentarz, a z przyjemnością się Wam odwdzięczę odwiedzinami :-)

2. PRZED MYCIEM

Przed myciem najczęściej sięgałam po wspomnianą maskę drożdżową. Gdy włosy wydawały się przesuszone lądowała na nich maska GARNIER AVOCADO I MASŁO KARITÉ, która nie obciąża ich zbyt mocno, nawet jeśli zastosujemy ją na skórę głowy.

3. MASKI 

Najchętniej odżywiałam włosy wspomnianą wyżej maską GARNIER AVOCADO I MASŁO KARITÉ oraz PLANETA ORGANICA TOSKAŃSKĄ. Garnier dawała mi zadowalające dociążenie i odżywienie włosów, nie zdarzyło jej się też nadmiernie ich obciążyć. Z planetą organica było nieco inaczej. Maska do stosowania jedynie od wysokości ucha, gdyż bardzo mocno obciążała moje włosy u nasady. Stosowana na długości czasem zbytnio obciążała włosy, a czasem sprawiała, że wyglądały na idealnie wręcz gładkie. Produkt trzeba wyczuć i dopasować do włosowych potrzeb, a będzie działał cuda.
Planuję sięgnąć po inne maski od Planeta Organica, jeśli więc macie z nimi doświadczenia, wklejajcie swoje linki pod tekstem.

4. WCIERKA i OLEJ.

Wcierką do włosów którą próbuję już od dłuższego czasu wykończyć jest JOANNA POWER HAIR i ogromnie się cieszę, że zostało mi już kilka kropelek do końca opakowania, bo…nie widzę żadnych efektów działania tego produktu. Wcierka nie wpływa w żaden sposób na ograniczenie wypadania włosów, przyspieszenie przyrostu, a dodatkowo obciąża włosy. Nie jestem z niej zadowolona i z pewnością sięgnę po inną w przyszłym miesiącu.
W styczniu do olejowania włosów stosowałam zwykły OLEJ SEZAMOWY. Niestety nie spisywał się on na moich włosach najlepiej, najczęściej mocno je obklejał i obciążał. Raczej do niego nie wrócę.
Jeśli macie ochotę coś polecić, to wiecie co robić :)

5. BALSAM

Włosy po umyciu i wysuszeniu traktowałam małą dawką balsamu PHYTO NIGHT SECRET. Stosowany na włosy od razu po umyciu strawią, że są dociążone, gładkie i błyszczące. Niestety efekt jest krótkotrwały i następnego dnia mamy już włosy spuszone. Balsam Phyto to chyba najdroższy kosmetyk którego używałam w zeszłym miesiącu(i używam od dłuższego czasu) i być może przez jego cenę albo opis cudów jakie ma działać na naszych włosach  jestem nim ogromnie rozczarowana. Jak dla mnie balsamy Green Pharmacy, które kosztują ok. 10 złotych dają identyczny efekt na włosach. Planuję kontynowanie stosowania tego produktu.

6. KOŃCÓWKI


Końcówki moich włosów nie wyglądały już zbyt dobrze, tym samym zdecydowałam się na skrócenie ich o jakieś 3 cm. Zmiana w długości włosów nie była dramatyczna, a cieńcie znacznie poprawiło ich wygląd. Jako serum do zabezpieczania końcówek już od długiego czasu stosuje JOHN FRIEDA FRIZZ-EASE NOURISHING OIL ELIXIR, który sprawdza się ok, ale po prostu mi się znudził.
Potrzebuję gęstego, bogatego serum do zabezpieczania końcówek, jeśli takie testowałyście to śmiało wrzucajcie link w komentarzu.

7. SUCHY SZAMPON

Bez odświeżania włosów drugiego dnia po myciu nie wyobrażam sobie wyjścia z domu. Jeśli śledzicie ten blog to zapewne wiecie, że przepadam za BATISTE HEAVENLY VOLUME, który również w tym miesiącu stosowałam, choć starałam się go ograniczyć, na rzecz produktu LUSH NO DROUGHT na bazie mąki kukurydzianej. Na razie moje próby z sypkim, suchym szamponem wyglądają marnie i jakoś odruchowo sięgam po Batiste. Lush dostanie jednak swoją szansę.

8.  SZCZOTKA I GRZEBIEŃ, KTÓRY OKAZAŁ SIĘ BYĆ IDEALNĄ SZCZOTKĄ

O rozstaniu się z Tangle Teezer marzyłam już od dawna. Szczotka z włosiem dzika również zasłużyła na swoją emeryturę. Zupełnie nie sprawdziła się u mnie także zwykła paddle brush, oraz szczotka KENT LARGE PORCUPINE BRUSH (włosie dzika plus plastikowe wypustki). Do wyboru nowej szczotki do rozczesywania włosów podeszłam więc bardzo poważnie i po przemyśleniu sprawy zakupiłam OLIVIA GARDEN FINGER BRUSH. Szczotkę zamówiłam w rozmiarze medium, jednak przesłano mi large. Początkowo myślałam, że będzie ona zupełną porażką (szczotki o dużej powierzchni zazwyczaj bardzo wyrywają mi włosy i ciągną przy rozczesywaniu), ta jej jednak zupełnie inna. Szczotka jest zaprojektowana w taki sposób, żeby idealnie dotykać każdym ząbkiem do skóry głowy. Masaż nią jest wręcz cudowny.  Plastikowe wypustki znajdują się w takich odległościach od siebie, że pozwalają na szybkie rozczesanie włosów bez ciągnięcia ich. Jestem zachwycona tą szczotką i z przyjemnością dalej ją będę stosować. Przy okazji jej zakupu rzuciłam do koszyka także grzebyczek HEAD JOG BACKCOMBING COMB, czyli taki śmieszny grzebień do tapirowania. Oczywiście włosów nie zamierzam tapirować, a sam grzebień, zbudowany zarówno z włosia dzika, jak i małych plastikowych ząbków okazał się świetnym narzędziem do rozczesywania moich włosów.

9. DIETA DLA WŁOSÓW

W mojej diecie znalazły się dwa produkty, które spożywam głównie ze względu na włosy. Pierwszym z nich jest dobrze wszystkim znany SKRZYP POLNY, który staram się pić codziennie. Napar ze skrzypu pomaga mi z wypadaniem włosów. Drugim produktem są PŁATKI DROŻDŻOWE. Płatki te znalazłam w sklepie wegańskim i są one niczym innym jak nieaktywną formą drożdży jadalnych. Nie muszę chyba dodawać, że od drożdży piekarskich mają dużo lepszy smak. Uwielbiam nimi posypywać kanapki z awokado. Od kiedy w mojej diecie pojawiły się płatki drożdżowe, a także spore ilości orzechów włosy wyglądają o 100% lepiej, są bardziej gładkie, błyszczące i elastyczne. Nie wiem czy płatki wpływają na szybszy wzrost włosów.

10. WŁOSOWE LEKTURY

Na koniec zostawiam książeczki w które zaopatrzyłam się, żeby jeszcze skuteczniej dbać o woski. Pierwszą z nich jest książka ANWEN „JAK DBAĆ O WŁOSY”, której zakup chodził mi po głowie od bardzo dawna. Druga natomiast „DOMOWE RECEPTURY NA NATURALNE KOSMETYKI” STEPHANIE TOURLES, nie jest książką stricte o włosach liczę jednak na znalezienie przepisów, które będzie można wykorzystać na włosach.

PODSUMOWANIE
- grubość kucyka u nasady głowy – 7cm, jak dla mnie to bardzo dużo J
- długość włosów – 60 cm (mierzona od nasady kucyka w dół)
Dzisiejsze włosy: maska drożdżowa przed myciem, szampon Alpecin, odżywka Garnier, po myciu maska Garnier, balsam Phyto i olejek John Frieda.


Uff to tyle odnośnie moich włosów w tym miesiącu. Czekam na Wasze komentarze oraz na komentarze z linkami do Waszych blogów. A Wy jak pielęgnujecie swoje włoski?

Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi.

You Might Also Like

3 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU