Moja cera styczeń 2017. Pielęgnacja cery trądzikowej. Plus miejsce na Wasze linki!!!

15:20:00

Witajcie Kochani!

                Jeśli śledzicie mój blog, to zapewne wiecie, że nie pojawiają się u mnie wpisy ze znanej w Internecie serii „Ulubieńcy miesiąca”. Muszę przyznać, że jestem ogromną antyfanką tego typu mini recenzji. Znacznie bardziej przemawiają do mnie wpisy dziewczyn, opisujących swoją codzienną pielęgnację. I właśnie taki post przygotowałam dzisiaj dla Was. W komentarzach do wpisu liczę na Wasze linki związane z tematem. Zasady są takie same jak te opisane w poście włosowym (wstęp), który możecie przeczytać tutaj.  Zapraszam serdecznie do czytania i komentowania :-)
                
                  Krótko o miesiącu styczniu. W pielęgnacji mojej cery podobnie jak w przypadku włosów, postawiłam na odświeżenie toaletki. Jako osoba zmagająca się z trądzikiem bardzo często stoję pomiędzy trudnym wyborem – tego co chcę używać, a tego co używać  muszę. Tym co chcę są kosmetyki o jak najbardziej naturalnym składzie. Niestety lata doświadczenia nauczyły mnie, że tymi produktami nie da się wyleczyć trądziku, chociaż nie wiem jak bardzo byśmy tego chciały. Dodatkowo nie raz zdarzyło mi się, że to te naturalne produkty powodowały u mnie wysyp. Stąd też obok naturalnych produktów***, których staram się przemycić jak najwięcej pojawiły się u mnie produkty dermatologiczne*** i dermokosmetyki*** dedykowane posiadaczkom cery trądzikowej. Efekt jest bardzo dobry. W ciągu miesiąca udało mi prawie całkowicie opanować wysyp, z czego jak się możecie domyślać jestem niezwykle zadowolona ;-) Jeśli interesuje Was historia mojej cery znajdziecie ją tutaj.



1. TO CO NAJWAŻNIEJSZE CZYLI DEMAKIJAŻ

Dokładne zmycie makijażu to dla najważniejszy punkt dnia i krok w pielęgnacji cery. Niestety nie potrafię zrozumieć osób, które krok ten pomijają lub podchodzą do niego lekceważąco. Zawsze z przerażeniem patrzyłam na dziewczyny, które kładły się spać w makijażu na studenckich wyjazdach czy wycieczkach. Do codziennego demakijażu używam trzech zaufanych produktów:
1. NIVEA DOUBLE EFFECT EYE MAKEUP REMOVER – płyn dwufazowy do demakijażu oczu, towarzyszy mi od lat i bezustannie rewelacyjnie się u mnie spisuje. Dokładnie zmywa makijaż oczu, nie podrażniając ich. Cena jest przystępna.
2. GARNIER NATURALS PŁYN MICELARNY 3 w 1 – stosuję do usunięcia makijażu z reszty twarzy. Delikatny płyn doskonale radzi sobie z makijażem, nie podrażniając przy tym cery. Niesamowicie wydajny produkt, który towarzyszy mi od 7 miesięcy (ta sama butelka). Niska cena w przełożeniu na jakość.    
3. OLEJEK DO MYCIA – i tutaj pojawia się mój problem. Zafascynowana koreańskim sposobem pielęgnacji swego czasu zdecydowałam się na zakup olejku CLEAN IT ZERO. Niestety olejek nie do końca mi pasuje i pojawiają się po nim niedoskonałości. Szkoda, bo jest to genialny produkt do zmywania makijażu, który znacznie usprawnia tą czynność. Stąd moja prośba do Was o polecenie godnego zaufania olejku myjącego. Wiele dobrego słyszałam o olejku Resibo, Antipodes i Pixi. Jeśli recenzowałyście je na Waszych blogach pozostawcie linki, a z pewnością Was odwiedzę.
4. ŻEL DO MYCIA TWARZY AVENE CLEANANCE – o tym żelu pisałam już kiedyś na blogu – tutaj i moje zdanie o nim nie zmieniło się. Jest to rewelacyjny produkt dla trądzikowców.  Z pokorą wróciłam do niego przy wysypie i znów genialnie się spisał. Zawsze mam go w swojej łazience.

2. TONIZOWANIE

Kolejny krok obowiązkowy w pielęgnacji. W styczniu przewijały się u mnie trzy toniki:
1. JADWIGA TONIK ZIOŁOWY – bardzo przyzwoity tonik, który niestety ma beznadziejną pompkę. Przy aplikacji zdarza się, że produkt wylewa się, co niezmiernie mnie irytuje. Sam tonik dobrze się u mnie spisuje i nie jest bardzo drogi.
2. SAIYA SKIN BALANCING TONER – tonik/ naturalna woda kwiatowa z  ylang ylang. Cudownie pachnący i bardzo delikatny produkt, o minimalistycznym składzie (Canaga Odorata, Sodium Benzoate,Potassium Sorbate, Citric Acid). Daje uczucie przyjemnego nawilżenia. Produkt udało mi się zakupić za jedynego funta. Jeśli mieszkacie w UK polecam śledzić fanpage firmy SAIYA, gdzie raz na jakiś czas pojawiają się produkty do testowania za jednego funta- link.
3. PIXI GLOW TONIC- tonik z 5% kwasem glikolowym. Po ten produkt sięgałam bardzo rzadko (2razy w miesiącu) i przy bardzo suchych skórkach, gdyż przy stosowaniu produktów dermatologicznych niewskazane jest dodatkowe pilingowanie twarzy. Tonik bardzo mnie zaskoczył, gdyż mam dość kiepskie doświadczenia z tego typu produktami, które okropnie pieką i ściągają moją twarz. Pixi jest inny – na skórze bardzo słabo odczuwalny, powiedziałabym, że nawet delikatny. Nie dajcie się jednak zwieść jeśli z nim przesadzicie to poczujecie jego moc. Po użyciu toniku znikają wszystkie suche skórki, twarz jest bardzo gładka i pięknie rozświetlona. Wadą jest wysoka cena (18 funtów), a także możliwość podrażnienia lub wysypania jeśli z nim przesadzicie.
Dodatkowym produktem po który sięgałam były TONERY TEA TREE marki LUSH w kapsułkach. Stosuje się je jako domową saunę. Taki zabieg bardzo przyjemnie nawilża skórę. Jedna kapsułka kosztuje tylko jednego funta i jest jednorazowego użytku.

3. PIELĘGNACJA NA NOC

Po dokładnym oczyszczeniu i tonizowaniu twarzy, czas na pielęgnację wieczorną. Tutaj u mnie dwa produkty dermatologiczne, które używam zamiennie na noc i tylko w miejscach gdzie obecnie pojawia się wysyp – czyli żuchwa, broda, dolna partia policzków. Mowa o kremach EPIDUO i  SKINOREN, które jeszcze nigdy nie zawiodły mnie w chwilach, gdy moja skóra przechodzi kryzys. Efekty nie są natychmiastowe, ale po czasie 1 miesiąca różnica w wyglądzie cery jest diametralna.  Oczywiście oba produkty przypisywane są przez dermatologa (przynajmniej w UK, z tego co pamiętam w Polsce Skinoren jest dostępny bez recepty).
Z całą resztą buzi, nie mam obecnie żadnego problemu, dlatego ląduje na niej mój awaryjny PIELĘGNACYJNY KREM Z WIT. A I E. Ten produkt zawsze mam w toaletce i w momencie, gdy jakaś nowość mi nie posłuży, bądź mam problemy z cerą, zawsze po niego sięgam. Jego cena jest bardzo niska – ok. 7 złotych.
Chętnie zobaczyłabym u siebie jakiś naturalny krem na noc, a najlepiej uniwersalny na noc i na dzień. Bardzo zaintrygowała mnie marka Make Me Bio. Jeśli testowałyście te produkty, śmiało podzielćie się linkami do blogów w komentarzach, a wpadnę i poczytam ;-)

4. PRZYGOTOWANIE TWARZY POD MAKIJAŻ

Po porannym oczyszczeniu buzi żelem Avene i tonizowaniu jej, czas na przygotowanie buzi pod makijaż. Tutaj używam dwóch produktów – najpierw nawilżam twarz wspomnianym wyżej KREMEM PIELĘGNACYJNYM Z WIT. A I E, a następnie stosuję krem z filtrem przeciwsłonecznym marki 100 % PURE. 100% PURE to nowość w mojej kosmetyczce, produkt o w 100% naturalnym składzie, co bardzo mi się w nim podoba. Jego sporą wadą jest dla mnie bielenie twarzy, dość tępa konsystencja, która bardzo szybko zastyga i brak nawilżenia. Cena też nieco odstrasza (25 funtów). Nie wiem czy przy nim zostanę. Jeśli znacie, bądź testowałyście naturalne produkty przeciwsłoneczne do twarzy, to zostawcie mi linki w komentarzach.
Jeśli na twarzy mam jakieś aktywne wypryski przed nałożeniem obu kremów stosuję olejek z drzewa herbacianego, który jest absolutnym must have każdej osoby zmagającej się z trądzikiem.

5. PIELĘGNACJA OCZU I UST

Do pielęgnacji ust używam na przemian trzech produktów. Dwa z nich to absolutne, sprawdzone pewniaki – ZIAJA LANOMAŚĆ i MAŚĆ OCHRONNA Z WIT.A. Trzeci to nowość w mojej kosmetyczce jajeczko EOS, co do którego mam mieszane uczucia. Swego czasu wokół Eosów było ogromny szum w Internecie, poza tym kosmetyk sporo kosztuje (ok. 7 funtów), więc spodziewałam się po nim cudów. Tymczasem jest to średnio nawilżający balsamki do ust, który ładnie pachnie i stylowo wygląda.  Nie jestem jeszcze do niego przekonana.
Do pielęgnacji oczu wybrałam kolejny produkt marki SAIYA MINERALS EYE COUNTURING COLLAGENE GEL, który okazał się doskonałym remedium dla zmęczonych oczu. Na co dzień pracuję przy komputerze, dużo czasu spędzam też pisząc bloga i czytając książki, stąd moje oczy są permanentnie zmęczone, nawet o poranku. Szczerze mówiąc straciłam już nadzieję, że znajdę kiedykolwiek produkt kosmetyczny który pomógł by mi z tą dolegliwością. Przypadkowo odnalazłam żel SAIYA MINERALS, który doskonale rozprawia się ze zmęczonymi oczami. Bardzo go za to polubiłam. Niestety delikatny żel niezbyt radzi sobie z małymi zmarszczkami pod oczami  i dlatego planuje zakup uzupełniającego, kremowego produktu pod oczy. Dużo dobrego słyszałam o produktach Make Me Bio. Jeśli macie ich recenzję u siebie, to śmiało wrzucajcie linki.

6. MASKA, PILING i PAPKA

Trzy produkty, które bardzo ułatwiły i usprawniły moją walkę z trądzikiem:
1. MASKA COSMETIC WARRIOR OD LUSH – maska z olejkiem z drzewa herbacianego i z czosnkiem działa u mnie cuda. Świeże bolesne wulkany zmniejszają swoją objętość o połowę po zmyciu tej maski. Wszystkie bolesne, ropne krosty tkwiące wewnątrz skóry wciąga na wierzch i łagodzi ich dokuczliwość. Skóra po jej użyciu jest cudownie miękka i gładka. Jest to już, któraś z kolei maska Lush, która mnie zachwyciła. Jedyne jej wady to dość specyficzny zapach i drobinki czosnku znajdujące się w produkcie. Patrząc na jej niesamowite działanie można jej to w zupełności wybaczyć.
2. PAPKA DO CERY TRĄDZIKOWEJ JADWIGA  - papka trafiła w moje ręce jeszcze w grudniu, gdy zdecydowałam się na zabieg manualnego oczyszczania skóry. Zakupiłam ją w salonie kosmetycznym, do pielęgnacji cery po zabiegu. Jej działanie przerosło moje oczekiwania. Papka niesamowicie przyspiesza gojenie ranek po trądziku (te mniejsze są niewidoczne nawet po jednym dniu), szybko i skutecznie wysusza pojawiające się pryszcze, dezynfekuje. Jej minusem jest to, że dość mocno piecze skórę, bardzo mocno może ją wysuszyć, a zasuszone niespodzianki przeistaczają się w suche skórki. W pozbyciu się ich pomagał mi wspomniany wyżej GLOW TONIC i THE BODY SHOP 3 in 1 WASH, SCRUB, MASK.
3. THE BODY SHOP 3 in 1 WASH, SCRUB, MASK – to zdzieraczek o średniej mocy działania. W miarę delikatny, jednak wzorowo wykonujący swoją robotę. Bez problemu pozbywałam się dzięki niemu suchych skórek. Nigdy mi też nie zaszkodził.

7. INSPIRUJĄCE  SKÓROWE LEKTURY NA LUTY

Zakupiłam także dwie książki dotyczące pielęgnacji cery. Pierwszą z nich „SKÓRA FASCYNUJĄCA HISTORIA” AUTORSTWA YAEL ADLER zaczęłam czytać wczoraj i nie mogłam się oderwać. Jak tylko skończę wrzucę jej recenzję na bloga. Druga to „SZCZĘŚLIWA SKÓRA” ADINA GRIGORE, która czeka na swoją kolej. Jestem ogromną fanką takich książek, jeśli więc macie coś godnego polecenia, to dajcie znać w komentarzach.
  
Uff i tym sposobem udało mi się przebrnąć przez styczniową pielęgnację. Dajcie mi znać czy znacie te produkty i co o nich sądzicie. Będę wdzięczna za linki do blogów i wpisów tematycznych.

Pozdrawiam serdecznie




***Recenzja produktów umieszczonych w tym wpisie przedstawia moją opinię i ma charakter wyłącznie informacyjny. Kosmetyki stosujecie na własne ryzyko uwzględniając potrzeby i wymagania Waszej skóry. Użycie każdego z produktów powinno się skonsultować z lekarzem, dermatologiem lub kosmetologiem.

Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi.

You Might Also Like

6 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU