Projekt denko grudzień 2016, czyli o produktach, które zużyłam w listopadzie.

23:33:00

Witajcie Kochani J

                Mamy już grudzień, co oznacza, że wielkimi krokami zbliża się koniec roku 2016. Końcówka roku to dla mnie okres intensywnego zużywania posiadanych produktów, co odzwierciedla dzisiejszy wpis z serii Projekt denko. Znów pojawią się dobrze znane Wam produkty, jak i kilka nowych, z których jedne spisywały się lepiej inne gorzej. Zapraszam.



1. Suchy szampon Batiste Heavenly Volume -  dla mnie najlepszy suchy szampon spośród produktów Batiste, zawsze postawi moje włosy na nogi J, najlepiej i najdłużej odświeża włosy.  Pisałam o nim w poprzednim denku - tutaj. Stosowanie suchego szamponu to mój najgorszy włosowy grzeszek, który niestety z czasem może negatywnie wpłynąć na kondycję skóry głowy. Po szamponie Batiste zdarza mi się odczuwać dyskomfort w postaci swędzenia bądź przesuszonej skóry głowy. W przyszłości będę starała się ograniczyć stosowanie tego typu produktów. Na razie jednak zbyt trudno mi się od niego odzwyczaić. Kolejne opakowanie szamponu Batiste już stoi na mojej toaletce.
2.  Odżywka Pantene Pro-V Colour Protect & Volume – odżywek do włosów od Pantene nie używałam od dość dawna. Ta przypadkowo wpadła w moje ręcę i przypomniała mi jak bardzo lubiłam te produkty. Moje włosy po niej są dobrze nawilżone, sypkie, wydają się gęstsze. Odżywka ma te minusy, że nałożona zbyt blisko nasady włosów bardzo szybko je obciąża, poza tym w przypadku moich włosów niezbyt pomaga przy rozczesywaniu kołtunów po myciu. Nie wiem czy sięgnę po nią ponownie.
3. Nivea Caring Shower Cream z mleczkiem bambusowym i zapachem pomarańczy – pisałam o nim tutaj.  Na razie nie zdecydowałam się na kolejne opakowanie, bo w okresie zimowym moja skóra maksymalnie się przesusza, a niestety ten żel delikatnie się do tego przyczynia.
4. Nivea Pearl & Beauty antyperspirant – produkt, który najczęściej pojawia się w moich denkach i niezmiennie po niego sięgam. Pisałam o nim tutaj, tu oraz tutaj. 

5. Dr. Organic Aloe Vera Shampoo – przy pierwszym zetknięciu się z szamponem Dr. Organic miałam mieszane uczucia. Produkt niezbyt mi przypasował, bo nie oczyszczał skóry głowy tak dobrze jak szampony, które wcześniej stosowałam, potrzebowałam dużo więcej produktu, żeby umyć włosy, a sam proces mycia włosów był dużo wolniejszy. Odstawiłam go więc na jakiś czas, po czym wróciłam do niego i muszę przyznać, że bardzo go polubiłam. W miarę stosowania moje włosy przyzwyczaiły się do tego produktu, miałam mniej problemów z ich umyciem, chociaż wciąż zużywałam dużą ilość szamponu. Po myciu moje włosy wyglądały bardzo dobrze, były lekkie, delikatnie uniesione, wydawało się, że jest ich więcej, a co najważniejsze nie przetłuszczały się tak szybko jak zazwyczaj. Szampon uważam za dobry, choć niezbyt wydajny produkt. Na jego korzyść przemawia także skład bez SLSów, parabenów i innych świństewek. Być może powrócę do niego bądź wypróbuje inne produkty z serii.

6. Tony Moly I’m real Red Wine Mask Sheet Pore Care - Maska w płachcie z czerwonym winem, o siostrzanym produkcie pisałam tutaj i podobnie jak w przypadku maseczki nawilżającej ta również niezbyt mi się spodobała. Konsystencja serum jakim nasączona jest płachta jest identyczna jak woda. Po otwarciu opakowania praktycznie się z niego wylewa. Sama płachta jest tak ieniutka i wykonana z tak delikatnego materiału, że drze się w trakcie wyjmowania z opakowania. Sporo się trzeba namęczyć, żeby ją wyciągnąć bez przeszkód, rozłożyć a później ułożyć na twarzy. Działanie płachty jest za to super. Maseczka świetnie nawilża, a efekt trwa spokojnie przez dwa dni. Innego niż nawilżenie wpływu na skórę nie zauważyłam. Problemy z niefortunnym opakowaniem skutecznie zniechęciły mnie przed zakupem kolejnej maseczki od Tony Moly.

7. Skin Republic Spot & Blemish Anti - Spot & Pore Refining Face Mask Sheet – pierwsze spotkanie mojej twarzy z przeciw trądzikową maseczką od Skin Republic było niemal jak cud. W chwili obecnej muszę sobie radzić ze sporym wysypem, a co za tym idzie z widocznymi przebarwieniami po wygojonych krostkach. Po jednym użyciu tej maseczki wiele z tych przebarwień po prostu znikło z mojej twarzy niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszystkie znacznie się uspokoiły (przestały być czerwone). Dodatkowo maseczka doskonale nawilżyła moją twarz. Następnego dnia efekt był jeszcze lepszy. Przebarwienia jeszcze mniej widoczne, skóra świetnie nawilżona. Mimo, że produkt nie należy do tanich (jedno opakowanie to koszt 5 funtów) to zdecydowałam się sięgnąć po kolejne maseczki i po dwóch próbach  nadal efekty były dobre. Maseczka stała się moim prawdziwym ulubieńcem…a jednak czwarte spotkanie z maską skin republic niefortunnie zakończyło się sporym wysypem. Z przykrością muszę przestać ją stosować i nie zakupię jej ponownie.

8. The Body Shop Moringa Body Butter – masło do ciała Moringa od TBS zasłużyło na osobną recenzję, na którą zapraszam wkrótce.

9. Tiaki Face Mask Deeply Hydrating – nawilżające maseczki w płachcie opisał w tym poście.
10. Peeling enzymatyczny Jadwiga Cosmetics – w listopadzie wykorzystałam także dwie próbki peelingu enzymatycznego od Jadwiga Cosmetics. Peeling jest bardzo przyjemny, delikatny, zawiera bardzo fajnie małe drobinki, jakby żelu, które masują twarz.  Nie wysusza, ani nie podrażnia cery. Całkiem nieźle złuszcza. Jak na razie nie zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego opakowania.
11. Krem do cery naczyniowej i wrażliwej Jadwiga Cosmetics – przyzwoity krem nawilżający dla delikatnej cery. Dobrze i na długo nawilża, nie powoduje żadnych niemiłych niespodzianek. Nie wiem czy skuszę się na zakup pełnowymiarowego produktu, gdyż na dzień preferuje kremy z filtrem.

 12. For Beloved One Melasleeping Brightening Lumi’s Kay Essence – próbkę tej esencji dostałam wraz z zakupami koreańskich produktów I wypróbowałam ją z czystej ciekawości, bo rozjaśniania mojej i tak bladej skóry więcej nie potrzebuje. Nie miałam wcześniej do czynienia z esencjami do skóry, stąd konsystencja i działanie produktu mocno mnie zaskoczyły – na plus oczywiście. Esencja ma konsystencję bardzo wodnistego serum, delikatny zapach, jest przeźroczysta. Działa bardzo mocno nawilżająco. Ciekawy produkt, chociaż nie niezbędny. Jako, że nie potrzebuję nie sięgną po ną ponownie.
Tak właśnie prezentuje się moje listopadowe denko. A Wy czy znacie te produkty? Jak się u Was sprawdzają? Macie coś godnego polecenia na grudzień? A może jakieś buble po które nie warto sięgać?

Pozdrawiam serdecznie







Dziękuję za każdy like, udostępnienie lub komentarz - to bardzo dużo dla mnie znaczy, a także pozwala mi odnaleźć moje czytelniczki i odwiedzić ich blogi.

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU