Projekt denko - listopad 2016 r. czyli o produktach jakie zużyłam w październiku :)

21:17:00

Witajcie.
                Koniec miesiąca już od prawie pół roku oznacza dla mnie kosmetyczne podsumowanie zużytych produktów.  W październiku przewijały się u mnie kosmetyki drogeryjne i ponownie koreańskie. Kosmetyki, które (i czytelnicy tego bloga) dobrze znam i lubię jak i zupełne nowości. O tym jak się spisywały w akcji w niniejszym poście. 



                Zacznę od tego o czym już napisałam w poprzednich denkach, czyli
1. Antyperspirant Nivea Pearl & Beauty oraz 2. Płyn do demakijażu Nivea Makeup Remover – oba produkty bardzo fajnie się u mnie sprawdzają, jak dla mnie cały czas są niezawodne, kupuję je intuicyjnie i nie szukam zamienników (ew. coś na próbę kupuję obok tych produktów).  Są niedrogie, i łatwo dostępne. Spełniają swoją rolę. Więcej w poprzednich denkach : lipiec, sierpień, wrzesień.
3. Nivea oczyszczający tonik do cery mieszanej – tonik zakupiłam spontanicznie w czasie zakupów w drogerii. Okazał się być całkiem przyzwoitym produktem, z którego jestem generalnie zadowolona. Bardzo polubiłam w tym produkcie to, że nie pozostawia na twarzy tłustawej warstewki, która w moim odczuciu ogranicza siłę działania kosmetyków np. kwasów.   Minusem jest to, że mimo swojego w miarę łagodnego działania dla mojej skóry czasem był zbyt mocny i zdarzało mi się odczuwać dyskomfort po tonizowaniu twarzy tym produktem. Mojej skórze twarzy zdarza się reagować wysypem właśnie na toniki, jednak w przypadku produktu Nivea nic takiego się nie stało. Produkt jest bardzo wydajny i 200 ml opakowanie wystarczyło mi na wiele miesięcy. Nie wiem czy zakupię ponownie.










4. Nawilżający olejek pod prysznic Dove – o tym olejku napisałam dla Was osobny post tutaj.  Podczas ostatnich zakupów drogeryjnych chciałam uzupełnić swój zapas jednak olejku nie znalazłam.
5. Nivea Caring Shower Cream z mleczkiem bambusowym i zapachem pomarańczy – żel pod prysznic od Nivea stosowałam naprzemiennie z ww. olejkiem Dove. Jest dość gęsty, kremowy, intensywnie pachnie. Mi jego zapach przypadł do gustu w 50 %, moja siostra z kolei go nie znosi i kojarzy się jej z zapachem jakiegoś leku. Żel nie wysusza nadmiernie skóry, ale też nie mogę powiedzieć, żeby miał nawilżające właściwości. Stosowany codziennie w przypadku gdy zabraknie nam czasu na balsam do ciała może jednak spowodować suchość skóry i dyskomfort. Jak na razie skusiłam się na ponowne opakowanie.
6. Korektor Collection 2000 Lasting Perfection – być może trudno poznać ten produkt, gdyż wszelkie napisy całkowicie się z niego wytarły. Z opakowania nie da się już nic więcej wycisnąć, mimo, iż nadal wygląda na pełne. Od czasu kiedy mieszkam w Wielkiej Brytanii ten korektor jest moim absolutnym must have makijażu i mam go zawsze na swojej toaletce. Oczywiście w międzyczasie testuje inne korektory, jednak żaden nie pasuje mi tak bardzo jak Collection Lasting Perfection. Mam odcień nr 1 Fair, bardzo jasny. Korektora używam pod oczami i w moim przypadku bez problemu zakrywa wszystkie niedoskonałości w tym obszarze. Sprawdza się u mnie także jako baza pod cienie, nakładany cieńszą warstwą stanowi bardzo dobre wyrównanie kolorytu powieki. Korektor stosuję również na niedoskonałości cery, które niekiedy są sporych rozmiarów i o ile po jednej warstwie jest czasem widoczny jakiś prześwit o tyle dwie zapewniają bardzo przyzwoite krycie na wiele godzin. Z korektorem trzeba uważać nieco w okolicy pod oczami, polecam natychmiastowe przypudrowanie go zaraz po nałożeniu, dzięki czemu unikniemy nieprzyjemnego dla oka efektu wchodzenia korektora w zmarszczki i załamania powieki. Produkt jest gęsty (gęstszy od większości dostępnych w drogeriach korektorów, jednak nie tak gęsty jak np. Makeup Forever Full Cover), dzięki czemu jest bardzo wydajny i jedno opakowanie wystarcza spokojnie na okres ok. roku. Ważną cechą tego produktu jest to, że nie ciemnieje na skórze. Cena to jedyne 4,19 funtów, także również bardzo niska. Już zakupiłam olejne opakowanie.
7. Olejek do mycia twarzy Pig Nose Clear Holika Holika– pierwszy koreański olejek do mycia twarzy jaki miałam okazję używać.Post na jego temat znajdziecie tutaj








8. Maseczka Berrisom Animal Mask Placenta + Andenosine – zdjęcie tej przeuroczej maseczki – szopa mogłyście już zobaczyć na Instagramie, ale jej przezabawny wygląd to nie wszystko. Materiał z jakiego wykonana jest maseczka, jest porządny, średnio gruby jednak nie rwie się przy wyjmowaniu z opakowania. Po wyjęciu z opakowania samej płachty, zostaje w nim dość gęsta maź, która się nie wylewa. Działanie maseczki okazało się być znakomite i przerosło moje oczekiwania. W założeniu ma być to maseczka anti – aging, redukująca zmarszczki i nawilżająca, jednak u mnie niesamowicie podziałała na przebarwienia potrądzikowe (których jak wspominałam niejednokrotnie mam sporo). Po zdjęciu maseczki z twarzy zauważyłam znaczne rozjaśnienie, nawet uporczywych i długotrwałych przebarwień, zaś skóra w miejscach gdzie one się znajdowały zmieniała wygląd z wyschniętej skorupy na rozjaśnioną i nawilżoną. Ogólnie cera  po zdjęciu maseczki była promienista, mocno nawilżona i odżywiona. Polecam i będę próbowała odnaleźć ją drogą internetową. Cena to jedyne 1,99 funta, zakupione w TK Maxxx.
9. Tony Moly Aloe Mask Sheet Moisturizing - aloesowa maseczka nawilżająca w płachcie. Z maseczką to wiązałam spore nadzieje, a po świetnym doświadczeniu z produktem Berrisom miałam ogromny apetyt na równie znakomity produkt. Opakowanie maseczki było dla mnie rozczarowaniem. Płachta jest bardzo cieniutka i delikatna i już przy wyciąganiu z opakowania zaczęła się rwać. Dodatkowo sama esencja jaką nasączona jest płachta ma konsystencję wody i wylewa się na otwierającego. Działanie produktu jest ok, maska nawilża i to dość mocno, a efekt utrzymuje się również następnego dnia.  Poza działaniem nawilżającym nie zauważyłam nic. Podsumowując niezły produkt, jednakże bardziej polubiłam opisaną powyżej maskę Berrisom i wspomnianą we wrześniowym denku maskę SNP, że prawdopodobnie na tych maskach skupię się w przyszłości a do Tony Moly nie wrócę.
10. Tiaki Face Mask głęboko nawilżająca maska z miodem Manuka, olejkiem różanym  kolagenem i oczarem wirginijskim – maseczek Taiki zakupiłam całe opakowanie zawierające 5 sztuk, ich cena to 6 funtów (TK Maxxx). Liczyłam na działanie nawilżając i przeciwtrądzikowe. Maseczka jest dość gruba, nie rwie się przy wyjmowaniu z opakowania, zaś esencja, którą nasączona jest płachta jest żelowa i się nie wylewa. Niestety na mojej twarzy maseczka niesamowicie piecze i nie jestem w stanie trzymać jej dłużej niż 5 minut. Jak na razie zużyłam trzy opakowania i za każdym razem pieczenie jest mniejsze, jednak w dalszym ciągu mocno nieprzyjemne. Na chwilę obecną została mi tylko jedna sztuka, którą zużyję, ale kolejnego opakowania produktów już nie kupię.

Tak prezentuje się moja lista zużytych w październiku kosmetyków. Jak wygląda to u Was? Czy znalazłyście jakieś hity? A może nacięłyście się na produkty, które nie spełniły Waszych oczekiwań? Czy chciałybyście wypróbować jakiś produkt z mojej listy?

Pozdrawiam

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU