Bobbi Brown Perfekcyjny makijaż - dla wszystkich od początkujących po profesjonalistów. Recenzja książki.

20:46:00

Witajcie Kochani !
                Książkę Bobbi Brown zobaczyłam pewnego razu buszując po Internecie  i od razu zapragnęłam ją mieć. Święty gral pomyślałam, skarbnica wiedzy, trików i wskazówek, instrukcja co i jak, i to napisana nie przez byle kogo, a przez słynną na całym świecie makijażystkę z długoletnim doświadczeniem. Obietnica zasięgnięcia wiedzy zdobytej przez Bobbi Brown, którą to hojnie zechciała się z nami podzielić (jak napisano w opisie Internetowym książki) sprawiła, że nie wahałam się długo, udałam się do księgarni i za niemałą cenę (ok. 60 zł) zakupiłam „Perfekcyjny makijaż”.


Z szybko bijącym sercem przekartkowałam książkę i rozczuliłam się nad przepięknymi zdjęciami. Idealne modelki z perfekcyjnymi makijażami, artystyczne zdjęcia przyborów do makijażu i kosmetyków, bardzo estetyczna szata graficzna książki i najistotniejsze treści ujęte w punktach…ach czego chcieć więcej.
Przystąpiłam do czytania i…po jakiś 15 minutach byłam znudzona jak bóbr…z każdą kolejną kartką oczy same się zamykały, a irytacja narastała. Niestety większa część tekstu wydrukowana jest w kolorze szarym, idealnie wyglądającą, zgrabniutką, cieniutką czcionką wydrukowaną na papierze kredowym. Od papieru odbija się każda, najmniejsza wiązka światła i wali prosto w nasze oczy. Zapomnij o czytaniu przy sztucznym świetle. Oczywiście wygląda to przepięknie i jest super estetyczne, za to sama lektura to istny koszmar. Estetyka ponad wygodę czytelnika, ale nic to, starałam się nie zniechęcać (wszak nie powinno się oceniać książki po okładce). Do książki wróciłam dnia następnego. Po pięciu minutach zaczęłam ziewać, po dziesięciu powieki zaczęły opadać, po piętnastu zrezygnowałam. A przecież nie tak miało być.  Makijaż to moje wielkie hobby i godzinami potrafię oglądać czasopisma, zdjęcia modelek, filmiki makijażowe na youtube, szukać trików, ciekawostek, nowych technik i kosmetyków…więc czemu Bobbi Brown mnie nie przekonuje? 
Oryginalna nazwa książki „Makeup Manual” wskazuje, że mamy do czynienia z instrukcją wykonywania makijażu i tak niestety to wygląda. Pierwsza część książki w większości zawiera „instrukcje obsługi” poszczególnych makijażowych kroków. Powiedzcie mi szczerze czy lubicie czytać instrukcję, albo w ogóle czy to robicie? Ja bez bicia się przyznaje, że nigdy tego nie robię, po prostu dlatego, że mnie to nudzi. Co gorsza, moim zdaniem, wiele z nich jest tak napisana, że jedynie osoby, które mają ogromną wyobraźnie, intuicję i potrafią wyczytać z treści więcej niż jej faktycznie jest, będą miały z nich pożytek. Ja, typ człowieka, któremu trzeba pokazać wszyściutko, totalnie się zagubiłam, a informacje zawarte w krótkich zdaniach wywoływały w moim umyśle więcej pytań niż dawały odpowiedzi. Gdy czytałam „rozetrzyj” myślałam czym? jak? w którą stronę? w jaki sposób?  gdy czytałam „nałóż” myślałam co? jak? ile? gdzie? za pomocą czego?… i tak w kółko. Instrukcje mnożyły pytania bez odpowiedzi i nie pomagały mi przepiękne obrazki, a wręcz przeciwnie zniechęcały, bo wiedziałam, że czegoś takiego nie powtórzę.

Nakręciłam się bardzo na obiecane triki i sekrety makijażowe i liczyłam, że będzie to oświecenie rodem z  kanału Wayne Gossa. I ups . Znalazłam wskazówki typu „uśmiechaj się, myśl optymistycznie, oddychaj głęboko i raz na jakiś czas zrób sobie wakacje”, „pij dużo wody”, „nie pal”. Poważnie? Ma mi to pomóc w nauce wykonywania makijażu?
Pierwszą część książki tzw. „Podstawy” poświęconą kursowi makijażu dla wszystkich czytałam jakieś półtora miesiąca (bo byłam w stanie wytrzymać maksymalnie 30 min, żeby nie zasnąć). Oczywiście wszystko w książce napisanie jest poprawie, zilustrowane zdjęciami, wypunktowane, poprzedzone zgrabnym wstępem. A jednak wiedzy o tym jak makijaż wykonać może i będzie sporo dla osoby, która nie ma o tym absolutnie zielonego pojęcia. W kwestii makijażu nie jestem ani znawczynią ani specjalistką, ale nie jeden raz miałam okazję oglądać jak ktoś wykonuje makijaż, chociażby w Internecie.  Myślę, że godzina youtuba, filmiki (dobrych youtuberek makijażowych) typu mój codzienny makijaż i podstawowe akcesoria makijażowe jakich potrzebujesz wystarczą, żeby pozyskać wiedzę jaka jest zaprezentowana w książce.

                Część druga książki „Poziom mistrzowski” dedykowana jest profesjonalistom. Znajdziemy tu m.in. porady o tym jak szukać inspiracji, znaleźć sposób na siebie czy wkroczyć do biznesu. I cóż … moim zdaniem są to treści dość oczywiste (przynajmniej dla każdej osoby, która kiedykolwiek funkcjonowała na rynku pracy niezależnie od zawodu) i nie do końca na czasie. Funkcjonujemy w dynamicznie rozwijającym się świecie do którego trzeba się dostosować i starać się nadążyć za jego szybkim tempem. Z tej przyczyny, przykładowo przeglądanie gazet, robienie z nich wycinanek i tworzenie książek inspiracji owszem ma sens, ale w dobie Internetu, gdzie możemy bez problemu sięgnąć np. po youtube, pinterest, zszywkę czy zwykłe narzędzia zakładek w wyszukiwarce jest to trochę bez sensu. Stworzenie własnego CV czy portfolio (w przypadku makijażysty) wydaje mi się czynnością tak bardzo oczywistą, że nie widzę sensu w opisywaniu jak i po co to robić.
                Na końcówkę książki „Makijaż dla zaawansowancyh” liczyłam najbardziej i muszę przyznać, że są to ciekawsze treści od wcześniej wspomnianych. Treść (a raczej inspiracje) przekazane są w formie zdjęć i niestety nie jest ich wiele. I znów nie do końca wyjaśniają one co i jak. Smutne. Na zakończenie mamy krótką historię makijażu i skrótowe biografie słynnych wizażystów, co jest dość interesujące. I na tym koniec.
                Książka „Perfekcyjny makijaż” nie porwała mnie, muszę wręcz przyznać, że była strasznie nudna, czym jestem mocno rozczarowana.
                Dajcie mi znać czy czytałyście tą książkę i jakie były Wasze wrażenia? A może czytałyście inny makijażowi podręcznik?
Pozdrawiam serdecznie


                

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU