Projekt denko – październik 2016, czyli o produktach, które zużyłam we wrześniu J Nivea, Garnier, Palmer’s, Green Pharmacy, Calvin Klein, Gucci, Mustela, Batiste, The Body Shop, SNP – Shining Nature Purity.

11:32:00

Witajcie Kochani!

            Post z cyklu projekt denko nie pojawił się w zeszłym miesiącu na blogu, gdyż nie udało mi się zużyć do końca żadnego produktu ;) We wrześniu za to wykończyłam kilka ciekawych kosmetyków, które moim zdaniem zainteresują także Was. Ubiegły miesiąc to dla mnie początek przygody z pielęgnacją koreańską (raczej powinnam powiedzieć „pielęgnacją w koreańskim stylu”) także jeśli interesujecie się tym tematem to zachęcam do zaglądania na bloga w przyszłości. W tym wpisie tylko o jednym koreańskim produkcie ;), ale za to bardzo fajnym. Zapraszam.



1.  Shining Nature Purity Charcoal Mineral Black Ampoule Mask maska w płachcie – maskę SNP udało mi się znaleźć w TK Maxxx (pod koniec września w ofercie sklepu pojawiły się produkty koreańskie, niestety dostępne tylko stacjonarnie) , w cenie 2 funtów. Niestety opis produktu jest w języku koreańskim, więc żeby go odnaleźć musiałam oprzeć się na wiedzy internetowej. Z informacji jakie znalazłam wynika, że produkt zawiera wysokiej jakości węgiel z dębu (oczyszcza skórę), oraz wodę mineralną (poprawiającą wchłanialność). Produkt ma zwężać pory, nawilżać, wpłynąć na zmniejszenie wydzielania sebum, a także oczyścić skórę. Maska okazała się być bardzo ciekawa – po pierwsze kolor – czarny (wcześniej spotykałam się z białymi lub przeźroczystymi maskami), po drugie grubość – struktura maski jest w moim odczuciu grubsza niż standardowa. Produkt SNP jest bardzo dobrze wycięty, dzięki czemu ładnie się układa na twarzy i komfortowo przylega. Maskę trzymałam na twarzy przez ok 30 min. W tym czasie nie odczuwałam zupełnie żadnego dyskomfortu, wręcz przeciwnie delikatne chłodzenie, jakby nawilżenie buzi wodą termalną. Jeśli chodzi o efekty to u mnie maska zadziałała rewelacyjnie, zwłaszcza jeśli chodzi o niedoskonałości – wysuszyła małe strupki, wyciągnęła ropę ze świeżych zmian, oczyściła pory. Nieźle nawilżyła skórę. Nie spodziewałam się aż tak dobrych efektów. Z pewnością zakupię ponownie jeśli uda mi się gdzieś ją odnaleźć. Z chęcią wypróbowałabym inne czarne maski oczyszczające, jeśli znacie jakieś godne polecenia to podzielcie się w komentarzach. Polecam :)

2. Garnier Skin Active Moisture Bomb maska w płachcie– nowość od Garniera jest dostępna stacjonarnie w Wielkiej Brytanii (podejrzewam, że niedługo pojawi się także w Polsce) kosztuje funta, a reklamowana jest jako maska super - nawilżająca nowej generacji. Maseczka jest biała, z wierzchu pokryta jest niebieską, zdejmowalną warstwą. Na skórze trzymamy ją ok. 15 min. W czasie stosowania nie odczuwałam żadnego dyskomfortu, jedynie przyjemne uczucie nawilżania i chłodzenia. Działanie maski oceniam jako bardzo dobre. Moja skóra była po niej dobrze nawilżona przez długi czas, gładka, przyjemna w dotyku. Z pewnością sięgnę po nią ponownie. Polecam.

3. Mustela Maternite serum na rozstępy – o tym serum pisałam tutaj i  podtrzymuje swoje wcześniejsze wnioski. Bardzo dobry produkt, który naprawdę może sporo pomóc, co pokazałam na swoim przykładzie (zdjęcia we wpisie powyżej). Polecam.
4. Palmer's Cocoa Butter Formula with Vitamin E masło nawilżające w formie stałej – za masło nawilżające z witaminą E od Palmers zapłaciłam jedynie 2 funty. To znaczna różnica w porównaniu do innych produktów silnie nawilżających i działających na rozstępy jakie ostatnio stosowałam (mam na myśli serum na rozstępy od Musteli, masła do ciała TBS - mailna i moringa). Pojemność produktu jest niewielka – jedynie 100 g, jednakże masło ma gęstą, bogatą formułę, dzięki czemu jest bardzo wydajne. Konsystencja kosmetyku jest początkowo stała, ale pod wpływem ciepła zamienia się w krem/balsam. Wchłanialność kosmetyku nie najlepsza, pozostawia on na skórze śliską, oleistą, wyczuwalną warstwę, która praktycznie cały czas utrzymuje się na skórze. Moim zdaniem kosmetyk bardziej przyda się bardziej w okresie zimowym i tym dziewczynom, którym nie przeszkadza tłusta warstewka na skórze (bądź uciapkanie nią ubrań). Działa za to rewelacyjnie. Bardzo dobrze i na długo nawilża skórę, zapewnia komfort od uczucia ściągnięcia, poprawia elastyczność. O wpływie na rozstępy nie mogę się wypowiedzieć, gdyż stosowałam na nie bezpośrednio wspomniane wyżej serum Mustela, jednakże dzięki wspomaganiu się balsamem Palmer’s udało mi się uniknąć pojawienia się nowych, przykrych niespodzianek tego typu. Zapach typowy dla produktów Palmers – kakaowy, masło shea. Na ten moment kusi mnie inny masło Palmers Tummy Butter, dlatego nie wiem czy sięgnę po to po raz kolejny. Polecam wypróbować.
5. The Body Shop Moringa Shower Gel żel pod prysznic – podstawowe informacje o tym produkcie znajdziecie w tym wpisie, tutaj wypowiem się o wrażeniach z jego stosowania. Na pierwszy plan wysuwa się jak zawsze przy produktach TBS piękny zapach, który rozpieszcza nasze zmysły podczas kąpieli. Zapach jest bardzo intensywny, przepiękny i w ciągu kilku chwil wypełnia całą łazienkę. Utrzymuje się na skórze. Sam żel dobrze się pieni, bez problemu oczyszcza, jest dość wydajny. Niestety nie ma właściwości nawilżających (co bardzo spodobało mi się w najnowszym olejku Dove), co nie znaczy, że wysusza skórę. Produkt fajny, jednak nie wiem czy wrócę do niego ponowie, gdyż moja sucha skóra zawsze chętnie korzysta z dobrodziejstw nawilżających produktów tj. wspomniany wyżej Dove. Polecam osobom lubiącym pięknie pachnące kosmetyki.





















6. Euphoria Calvin Klein EDP 100 ml – te perfumy to moja absolutna miłość od momentu kiedy pojawiły się w sprzedaży. Zapach ubóstwiam. Ma w sobie coś z klasycznych perfum, a jednak jest intrygujący i nieoczywisty. Moim zdaniem perfumki nadają się i na co dzień i od święta, sprawdzą się na randce i spotkaniu z przyjaciółką. Na swojej skórze nie wyczuwam ich w nachalny, męczący sposób, a wręcz przeciwnie cały dzień otaczają mnie subtelną nutką zapachu. Wiem, że dalej się utrzymują dzięki komplementom, które dostaję zarówno od żeńskiego jak i męskiego grona znajomych. I to właśnie lubię w nich najbardziej – podobają się większości osób (przynajmniej z mojego otoczenia). Flakonik 100 ml wystarczył mi na tak długi czas, że nie mogę sobie przypomnieć kiedy je kupiłam. W sklepach internetowych można je znaleźć w cenie od ok. 150 zł za 100 ml (mają też mniejsze pojemności). To już moje 3 pełnowymiarowe opakowanie, a zapach nadal mi się nie znudził. Oczywiście już zaopatrzyłam się w 50 ml zapas. Ostatnio na rynku pojawiła się nowa wersja perfum – Deep Euphoria. Jeśli testowałyście napiszcie mi o nich w komentarzach. Kocham i polecam.
7. Gucci Flora Gracious Tuberose EDT 50 ml – perfumki te polubiłam, a jednak jakoś trudno mi je pokochać. Zapach bardzo lubię u innych, niekoniecznie u siebie. Jest on naprawdę piękny, wyszukany, mocno kwiatowy, słodki, dziewczęcy, osobiście jednak wolę bardziej klasyczne bukiety J  Zapach bardzo długo utrzymuje się na ciele. Jest intensywny. Piękna buteleczka. Polecam fankom kwiatowych, wyszukanych zapachów. 50 ml flakonik jest bardzo wydajny, zaś cena zaczyna się od ok. 180 zł.
8. Nivea Pearl & Beauty dezodorant – o tym produkcie mogłyście już niejednokrotnie przeczytać w moich denkach i nadal się go trzymam. Przyzwoita ochrona, piękny zapach, niewysoka cena. Oczywiście mam zapas tych produktów w domu. Polecam.
9. Batiste Dry Shampoo Tropical suchy szampon – bez suchego szamponu nie wyobrażam sobie już życia. Stosuję go praktycznie co drugi dzień i w razie nagłej potrzeby odświeżenia włosów. Tropical od Batiste jest dobrym suchym szamponem, mi jednak najbardziej w całej serii odpowiada Heavenly Volume i do niego obecnie wróciłam. Duża butla starczyła mi na jakieś dwa miesiące, a kosztowała ok. 2,50 funtów. Szampony od Batiste gorąco polecam.
10. Green Pharmacy olejek łopianowy ze skrzypem polnym – łopianowe olejki od Green Pharmacy to moi ulubieńcy. Swego czasu bardzo pomogły mi z wypadającymi włosami. Obecnie rzadziej po nie sięgam ze względu na problemy z dostępnością, a także zmniejszonymi potrzebami moich włosów na olejowanie. 100 ml buteleczka znika w moim przypadku w mgnieniu oka, jest to góra 3 do 4 użyć (należę do tej grupy dziewczyn, które nie potrafią ekonomicznie stosować olejków). Cena ok. 6 zł jest na każdą kieszeń. Polecam dziewczynom mającym problemy z wypadaniem włosów (a jeszcze bardziej polecam picie skrzypu polnego :P).




Uff trochę tego się uzbierało w tym miesiącu, ale mam nadzieję, że odnalazłyście w tym wszystkim coś ciekawego dla siebie. Koniecznie dajcie mi znać czy znacie te produkty, a może znacie jakieś inne ciekawe kosmetyki godne wypróbowania? Jakie macie wrażenia ze stosowania?
Pozdrawiam serdecznie
Joanna

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU