Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins. Recenzja i moje przemyślenia.

17:46:00

            Czy zastanawiałeś/aś się kiedyś kim jest człowiek, którego mijasz na ulicy, którego widzisz z okna swojego domu, samochodu, pociągu? Czy kiedykolwiek czekając na autobus, lub pociąg  tworzyłeś/aś w swojej głowie historie przemykających osób? Czy usiadłeś/aś kiedyś na ławce w centrum handlowym tylko po to, żeby poprzyglądać się ludziom robiącym zakupy i pofantazjować o ich życiu? Czy zdarzyło Ci się posunąć o krok dalej i pójść za taką osobą lub obserwować ją przed dłuższy czas dzieląc np. wspólny autobus?  I czy pomyślałeś/aś kiedykolwiek, że przypadkowo możesz stać się częścią ich życia i ponieść konsekwencję swojego „niewinnego” uczynku?

O takim niewinnym z pozoru uczynku jest książka Pauli Hawkins. Dla Rachel, tytułowej dziewczyny z pociągu obserwację domu „byłych, niedoszłych” sąsiadów zakończyły się uwikłaniem w samo centrum kryminalnej zagadki…Zagadki, której rozwikłanie wymagało od bohaterki zmierzenia się zarówno z przeszłością i słabością w postaci niszczącej, beznadziejnej miłości do byłego męża (mającego już własną rodzinę), jak i  przytłaczającą teraźniejszością oraz rządzącego nią na co dzień alkoholizmu.  Zadanie to okazało się być niezwykle trudne…Zarówno akcja książki, jej dynamiczne tempo jak i fabuła bardzo mi się podobały. Niemal do końca nie mogłam domyślić się jaki będzie finał historii przedstawionej w powieści. Przypadła mi do gustu również oryginalna narracja. Cała kryminalna zagadka w „Dziewczynie z pociągu” przedstawiona jest z punktu widzenia trzech kobiecych bohaterek:
Rachel, głównej bohaterki, alkoholiczki, której życie wali się na głowę, a ona sama po równi pochyłej toczy się na dno,
Anny byłej kochanki, a obecnie żony i matki przytłoczonej macierzyństwem i nie do końca szczęśliwej w swojej obecnej życiowej sytuacji,
Megan, kobiety, mającej z pozoru wszystko czego do szczęścia można potrzebować, a jednak pełnej lęku, nękanej przeszłością, niespokojnej.
Przemyślenia, uczucia bohaterek, nawet te najgłębiej skrywane przekazane są czytelnikowi wprost, bez owijania w bawełnę. Postacie kobiet ukazane w książce są bardzo złożone, niełatwe do rozgryzienia pod kątem psychologicznym, przez to interesujące. Muszą mierzyć się z problemami codzienności, z którymi nie do końca mogą same sobie poradzić. Wszystkie one niepokoją, ciekawią, a jednocześnie irytują i odpychają.  Czytelnikowi bardzo trudno jest się z nimi utożsamić, polubić, bądź choćby obdarzyć sympatią. A przecież każdemu z nas znane są podobne myśli, problemy, bądź rozterki. To właśnie buduje atmosferę i klimat całej kryminalnej historii i sprawia, że o książce myślimy jeszcze długi czas po zakończeniu lektury.

„Dziewczyna z pociągu” porusza także ciekawe wątki społeczne. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, iż głównym problemem społecznym poruszanym przez Hawkins w powieści jest alkoholizm, kobiecy alkoholizm. Przyznać trzeba, że problem alkoholowy głównej bohaterki przedstawiony jest dokładnie, kompleksowo i bez ogródek. Wyraźnie widzimy i łatwo możemy przeanalizować jak bardzo zgubny wpływ na życie głównej bohaterki ma zbyt częste zaglądanie do kieliszka. 
W moim odczuciu jednak alkoholizm, przychodzący nam na myśl w pierwszej kolejności jest jednak tłem dla innego, poważnego problemu, będącego jego przyczyną, dotykającego w równym stopniu każdą z trzech bohaterek powieści, a mianowicie społecznej presji macierzyństwa. Rachel, Anna jaki i Megan stały się ofiarami tej nacisku ze strony otoczenia na tą niezwykle ważną, delikatną i intymną sferę kobiecego życia. Rachel, która nie mogła zajść w ciążę z powodów fizjologicznych, mimo, że tego bardzo chciała, załamała się psychicznie, w konsekwencji czego zrujnowała swoje małżeństwo, karierę, zdrowie. Anna, świeżo upieczona matka, w depresyjnym nastroju, z goryczą wspomina chwilę, kiedy była kochanką, kobietą pożądaną, zadbaną, mającą czas dla siebie. Megan, która w ogóle w otoczeniu w którym znajdowało się dziecko odnaleźć się nie mogła, usilnie próbuje oddalić się od kochającego, acz naciskającego na macierzyństwo męża, przez co szuka zrozumienia w ramionach kochanków. Ten właśnie motyw powieści najbardziej utkwił mi w głowie i zaprzątał moje myśli przez dłuższy czas. Uważam, że żyjemy w czasach, gdzie mimo pozornej wolności i możliwości robienia czego nam się w życiu podoba, często jesteśmy oceniane przez innych przez pryzmat macierzyństwa, bądź potencjalnego macierzyństwa. Temat ten interesuje każdego, i każdy ma coś do powiedzenia w tej sprawie. A to za wcześnie zostałaś matką, a to za długo zwlekasz. Niedostatecznie się starasz. Każdy w kwestii kobiecej prokreacji ma wiedzę niczym encyklopedia. Jak zajść w ciążę, co robić w ciąży, czego nie. Powieści by można pisać o tych wszystkich dobrych radach, jakie dawane są starającym się o dziecko lub młodym mamom przez absolutnie wszystkich dookoła.  Pytania o to kiedy dziecko? Kiedy wnuczek? Kiedy drugie? wypływają podczas niemal wszystkich rodzinnych lub przyjacielskich spotkań, niejednokrotnie całkowicie psując atmosferę.  Mam wrażenie, że zapominamy o tym jak bardzo intymną i indywidualną sprawą jest macierzyństwo. Brak nam w tym wszystkim umiaru, taktu, wrażliwości i zrozumienia. I właśnie do zatrzymania się nad tym problemem, zauważenia go i jego zgubnego wpływu na życie niektórych osób zmusza nas ta powieść.

Do sięgnięcia po książkę Pauli Hawkins gorąco zachęcam. Osobiście nie mogłam się oderwać od lektury.
Ciekawa jestem czy ktoś tutaj czytał tą powieść i ma podobne przemyślenia? A może zamierzacie po nią dopiero sięgnąć?
Pozdrawiam

Joanna

You Might Also Like

1 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU