Projekt denko – sierpień 2016, czyli o kosmetykach jakie zużyłam w lipcu.

22:16:00

Witajcie Kochani !

                Kolejny wyjazd wakacyjny, odpoczynek od pracy, błogie lenistwo, gorące dni wszystko to spowodowało krótką przerwę w blogowaniu, ale oczywiście w moim kosmetycznym świecie działo się bardzo dużo. Przed podróżą nie zdążyłam się zabrać za napisanie kolejnego postu z serii kosmetyczne denko, dlatego z lekkim poślizgiem, przychodzę z tym tematem do Was dzisiaj. Obiecuję, że będzie ciekawie, gdyż w zeszłym miesiącu wykończyłam kilka z moich ulubionych produktów :) Zapraszam do lektury.


               L’oreal Professionnel Pro Fiber linia Rectify – k\oniec miesiąca lipca był dla mnie smutnym końcem profesjonalnej pielęgnacji czupryny po zabiegu Pro Fiber. Smutnym, ponieważ zarówno zabiegiem jak i pielęgnacją domową byłam (i nadal jestem) zachwycona. O swoich doświadczeniach pisałam dla Was szczegółowo w tym poście – klik klik, który polecam tym z Was, które jeszcze mają wątpliwości czy na taki zabieg się zdecydować. Dodam tylko, tyle, że zestaw do pielęgnacji domowej faktycznie wystarcza na 6 tygodni (oczywiście odżywka skończyła mi się najszybciej i tu mam jedno zastrzeżenie do pojemności wynosi ona 200 ml, co dla mnie okazało się niewystarczające). Generalnie podtrzymuje swoją bardzo dobrą ocenę zabiegu, kosmetyków i gorąco polecam wypróbować na sobie. Sama jestem ciekawa dwóch pozostałych linii L’oreal Professionnel Pro Fiber, więc jeśli macie z nimi jakieś doświadczenia to koniecznie się ze mną podzielcie w komentarzu, będę bardzo wdzięczna za każdy wpis :)

Odżywka do włosów Dr. Organic -  Organic Aloe Vera Conditioner – tą właśnie odżywkę do włosów zdecydowałam się dokończyć w momencie opróżnienia buteleczki po odżywce L’oreal Professionnel Pro Fiber.  Przez dłuższy czas stała zapomniana na łazienkowej półce. Posiadam także szampon z tej serii, a na zakup zdecydowałam się, gdyż bardzo mocno chciałam wprowadzić łagodniejsze (bez SLS i SLES) produkty do mycia włosów. Jednak muszę przyznać, że nieco się rozczarowałam, a być może kolejny raz przekonałam się, że pielęgnacja naturalna moich włosów nie powoduje, że wyglądają one jak milion dolarów. Odżywka okazała się być zbyt mało nawilżającym produktem. Musiałam używać sporo produktu za jednym razem a efekt i tak nie był satysfakcjonujący. O szamponie napiszę przy okazji następnych postów z serii denko, tutaj jednak napomknę tyle, że moje włosy przy nasadzie przetłuszczały się szybko, zaś te na długości po zastosowaniu odżywki były suche, spuszone, plątały się. Jak można się domyślić całość nie wyglądała dobrze. Zestaw od Dr. Organic Aloe Vera raczej nie sprawdzi się przy niezbalansowanych, przetłuszczających się u nasady i suchych na długości włosów. A szkoda. Nie kupię ponownie.

Maseczka Tony Moly Tomatox – w lipcu lezka w oku zakręciła mi się także gdy ujrzałam denko cudownego pomidorka od Tony Moly. Produkt ten to dla mnie absolutna perełka, odkrycie i must have. O swoich doświadczeniach z nim pisałam tutaj – klik klik. Podtrzymuje wszystkie swoje och i achy na temat tej maseczki i polecam ją wszystkim osobom mającym cerę (i problemy z cerą takie jak ja). Na pewno kupię ponownie. W chwili obecnej testuję jabuszko od Tony Moly – dajcie znać czy jesteście ciekawe jego recenzji J A jeśli macie jakieś doświadczenia z koreańskimi produktami to koniecznie piszcie w komentarzach J Ostatnio mam małą obsesję na punkcie koreańskich kosmetyków i pielęgnacji (tak tak „Sekrety urody Koreanek” w akcji J), więc będę wdzięczna za wszelką wiedzę i doświadczenia jakie macie w tym temacie.

Żel do mycia twarzy Avene Cleanance – do dna doszłam także z buteleczką mojego ulubionego obecnie żelu do mycia twarzy od Avene, a napisałam o nim między innymi tutaj,  tutaj i jeszcze tu. Produkt nadal stosuję ze szczoteczką Foreo Luna Mini i nadal sprawdza się u mnie świetnie. Dodatkowo jest niesamowicie wydajny – buteleczka 200 ml wystarczyła mi na pół roku (podobnie jak naładowanie szczoteczki Forao Luna, zgrany duet co? J). Dla mnie pewniak. Na mojej półce już gości kolejne, powiększone opakowanie. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.

 Dezodorant Nivea Pearl and Beauty – obecnie najczęściej sięgam po ten właśnie produkt, jeśli chodzi o ochronę przed poceniem. Generalnie byłam fanką produktów Rexona, ale niestety w Wielkiej Brytanii występują ona pod nazwą Sure i jedynym czego można być pewnym sięgając po nie to to, że skończymy z mokrymi pachami. Nie wiem skąd taka rozbieżność jeśli chodzi o dezodoranty na rynku polskim i brytyjskim. Wspominam o tym, bowiem z dezodorantu Rexona z serii Active Shield korzystałam podczas wakacji w Polsce i byłam zachwycona jego działaniem. Wracając do produktu Nivea - daje mi w miarę skuteczną ochronę i fajnie pachnie. Od dłuższego czasu przymierzam się jednak do zmiany dezodorantu na bardziej naturalny produkt, co na razie średnio mi wychodzi. Kolejne opakowanie produktu Nivea jest już na mojej toaletce.

Suchy szampon Batiste Heavenly Volume – suche szampony Batiste są moim zdaniem najlepszymi produktami tego typu na rynku (przynajmniej ja nie znalazłam lepszych). Działają świetnie i mają przystępną cenę. Heavenly Volume także mnie nie zawiódł w kwestii odświeżenia włosów, natomiast efektu większej objętości jakoś nie zauważyłam, aczkolwiek moje włosy są zawsze mocno przyklapnięte u nasady i mało co na nie działa. Polecam, chociażby ze względu na działanie odświeżające. Na razie korzystam z innego szamponu Batiste, ale nie wykluczam, że wrócę do Heavenly Volume.

Krem pod oczy - Kiehl’s Creamy Eye Treatment with Avocado – o kremie tym i moich efektach pisałam tutaj.  Wiem, że różne są o nim opinię, część go kocha, część nienawidzi, a po tym jak zjechała go Maxineczka spotkałam się z dużo większą ilości głosów negatywnych. Sama muszę przyznać, iż początkowo byłam zadowolona z tego kremu, a później (może to wina cieplejszej pogody) wydawał się być niewystarczająco nawilżający. Poza tym o ile początkowo widziałam rezultaty stosowania kosmetyku, o tyle po pewnym czasie nie było widocznych zmian i poprawy w wyglądzie mojej okolicy pod oczami. Jeśli śledzicie ten blog, to zapewne wiece, że moją bolączką jest bardzo wyraźna dolina łez i nad nią postanowiłam mocniej popracować. Krem Kiehl’s nie jest niestety w stanie bardziej mi pomóc z tym problemem stąd też nie zdecydowałam się na ponowny zakup. Dodam jeszcze, że kosmetyk w moim wypadku wystarczył dokładnie na 6 miesięcy (taki czas mamy na zużycie kremu od momentu jego otwarcia). Mimo wszystko uważam, że warto wypróbować, żeby wyrobić sobie własną opinię.
Perfumki Avon Rare Gold – mimo, iż w swojej kolekcji posiadam kilka buteleczek perfum, bardzo chętnie sięgam po te z Avonu o zapachu Rare Gold. Śliczna buteleczka, wydajność i przepiękny zapach, na temat którego dostałam wiele komplementów. Dobra cena. Nieźle utrzymuje się na skórze. Polecam.

Ufff… i to koniec moich lipcowych denek. Wyrzucam puste opakowania do kosza i szykuję torebkę na kolejne zużyte kosmetyki. Dajcie znać co się u Was skończyło w lipcu i czy znacie jakieś z pokazanych przez mnie kosmetyków.
Pozdrawiam serdecznie

Joanna

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU