Projekt denko - Lipiec 2016: Dove, Johnson&Johnson, L’oreal, Celia, Bourjois, Nivea, Veet, Aussie.

21:50:00

Witajcie J
Pierwszy raz na moim blogu zapraszam na tag tzw. „projekt denko”. Osobiście bardzo lubię czytać te wpisy na innych blogach, bowiem dzięki nim mam rzetelny pogląd na to, czego dziewczyny używają najchętniej w makijażu i codziennej pielęgnacji. Stwierdziłam, że warto będzie podzielić się także opinią na temat garstki moich zużytych produktów, żebyście mogły zobaczyć co regularnie u mnie schodzi. Średnio komfortowo czułam się przygotowując ten wpis i robiąc zdjęcia zużytych opakowań produktów, ale taki w końcu jest sens projektu denko. Jeśli jesteście ciekawe jakie produkty zużyłam na przełomie czerwca i lipca oraz jak wyszedł mi pierwszy wpis w serii projekt denko to zapraszam.


1. Żel pod prysznic Dove Purely Pampering Caring Cream Bath – shea butter with warm vanilla  - żele pod prysznic Dove są moimi ulubieńcami od lat. Mieszkając w Polsce najchętniej kupowałam żele kremowe Visiblecare, dzięki którym moja skóra wyglądała bosko. Niestety nie mogę ich kupić w Wielkiej Brytanii, a i podczas wizyty w Polsce nie znalazłam ich na sklepowych półkach (jeśli coś wiecie na temat tych żeli to dajcie znać w komentarzach J).  Żelu pod prysznic Dove Purely Pampering Caring Cream Bath nie uważam za aż takiego ulubieńca jak  Visiblecare, gdyż zdarza się, że moja skóra jest po nim nieprzyjemnie przesuszona. Jestem jednak zdania, że jest to dobry produkt do mycia, oczyszcza, odświeża, uprzyjemnia kąpiel pięknym zapachem, nie trzeba nań wydawać fortuny. Zawsze sięgam po zapach masło shea i wanilia, który uwielbiam. Nie wiem, która to już z kolei zużyta butelka produktu, w każdym razie na pewno nie ostatnia.

2. Szampon Johnson&Johnson Johnson’s Baby Shampoo – nie skłamię jeśli napiszę, że po raz ostatni miałam przyjemność stosować ten szampon jako małe dziecko. Do mojej łazienki powrócił przez przypadek , o którym pisałam tutaj – czyli podczas eksperymentów z produktem od Hollywood Beauty. Uratował wówczas moje włosy, ale na tym nie koniec. Szampon jest nie tylko świetny(a wręcz niezastąpiony) do zmywania tłustych maści na skalp (a la Hollywood Beauty), u mnie bardzo dobrze zmywał także wszelkie oleje, a także oczyszczał włosy od czasu do czasu. Szampon ładnie pachnie, świetnie oczyszcza, a butelka 500 ml wystarczyła mi na więcej niż pół roku stosowania (niezbyt częstego, głównie do zmywania olejów). Niedrogi. Zakupię ponownie gdy wrócę do olejowania włosów.



3.  Szampon i odżywka L’oreal Elseve (Elvive) Triple Resist seria Reinforcing – jest to zdecydowania mój ulubiony spośród drogeryjnych zestaw do mycia I odżywiania włosów, po którym moje włosy wyglądają po prostu bosko. Są nawilżone, gładkie, elastyczne, lśniące i przepięknie pachną. Minusem jest to, że włosy bardzo szybko się przetłuszczają i należy myć je codziennie. Do zestawu wracam zawsze, gdy potrzebuję czegoś pewnego. Polecam.







4. Puder sypki Celia Woman – nie wiem dokładnie jak długo posiadałam ten puder, ale był to chyba okrągły rok. Produkt niesamowicie wydajny, bardzo drobno zmielony, ładnie wyglądający na twarzy. Śmieszna cena wziąwszy pod uwagę jakość i wydajność. Opakowanie jak widać nienajlepsze jakościowo(jednak dobrze pomyślane pod kątem użytkowym – dzięki siteczku wewnątrz możemy nabrać odpowiednią ilość produktu i nam się nie wysypuje), zwykły plastik, a jednak mój egzemplarz mimo kilku poważnych upadków z wysokości przetrwał ok. roku czasu.  Moim zastrzeżeniem do pudru Celii jest to, że nie matowił skóry odpowiednio długo w ciągu dnia zwłaszcza w strefie T. Ogólnie produkt jak najbardziej godny wypróbowania.



5. Podkład Bourjois Healthy Mix – kolejne skończone opakowanie tego kosmetyku. Bardzo dobry podkład, jednak nie do końca idealnie kryjący. Więcej o nim pisałam tutaj.  Mi się tymczasowo znudził i obecnie trochę eksperymentuje z podkładami. Ten jednak polecam.







6.  Płyn dwufazowy Nivea – ten płyn to mój osobisty must have i zawsze mam go pod ręką. Żaden inny wypróbowany przeze mnie płyn dwufazowy nie radzi sobie z demakijażem tak dobrze jak ten. Używam codziennie i nie zamierzam zmieniać na nic innego. Każde puste opakowanie zastępuję nowym.









7.  Veet Spray On Hair Removal Cream – produkt nie jest nowością na rynku, a mimo wszystko sięgnęłam po niego po raz pierwszy.  Bardzo spodobało mi się to, że depilacja z jego użyciem jest faktycznie bardzo szybka i bezproblemowa. Ot spryskujemy depilowaną powierzchnie, czekamy 5 minut, usuwamy włoski szpatułką. Produkt działa bardzo dobrze, podobnie do moich ulubionych kremów do depilacji Veet, a poza tym nie „pachnie” tak intensywnie jak kremy. Dla mnie ogromnym minusem jest to, że jest bardzo mało wydajny – jedna do dwóch depilacji. Poza tym stosując go w wannie trzeba uważać, żeby się przypadkiem nie zabić, gdyż spryskana specyfikiem powierznia staje się ultra śliska. Dobry dla chcących oszczędzić czas na depilację. Biorąc pod uwagę wydajność, nie należy do najtańszych.




8. Aussie Miracle Dry Shampoo – na koniec moje rozczarowanie, czyli suchy szampon Aussie. Z produktem wiązałam duże nadzieję i naprawdę chciałam go polubić, a jednak nie mogę. Szampon nie działa na moich włosach (tak jak suche szampony np. od Batiste), nie odświeża ich prawie wcale. Działa podobnie do lekkiego lakieru do włosów i jeśli włosy wyglądają po nim lepiej to tylko odrobinę. Z niecierpliwością czekałam, aż się skończy a jednak okazał się być bardzo wydajny. Więcej nie kupię.








Tak właśnie wygląda moja lista zużytych produktów, wiele z nich bardzo fajnie się u mnie sprawdza, dlatego tez polecam wypróbować.
Jestem ciekawa czy u Was również przewijają się produkty, o których tutaj napisałam. Dajcie znać czy podoba Wam się wpis z cyklu projekt denko i czy chcecie więcej takich wpisów.

Pozdrawiam serdecznie. 

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU