Jestem za, a nawet przeciw - Soap & Glory One Heck Of A Blot™ primer i podkład.

20:54:00

Witajcie J
Czas napisać o kosmetykach, które niełatwo dostać w Polsce, a jednak budzących spore zainteresowanie wielbicielek makijażu i pielęgnacji ciała. Dlaczego? Otóż mowa będzie o Soap & Glory, marce kosmetycznej oferującej szeroki wybór produktów od pielęgnacji ciała i twarzy, przez kąpiel i makijaż, a na śmiesznych zestawach prezentowych kończąc. Co wyróżnia tą markę w oczach konsumentki? Pierwszym co mi się rzuciło w oczy są cudowne opakowania – słodkie, przeważnie różowe, ozdobione obrazkami w stylu pin-up (nieco przypominającym The Balm, a nieco filmy z lat 50tych i 60tych), zaopatrzone w zabawne nazwy, będące w istocie grami słownymi (nieco mniej odważne niż Too Faced). Drugą i ważniejszą cechą tych kosmetyków jest ich świetna jakość, za w miarę przystępną cenę, a dodatkowo (przynajmniej na Wyspach Brytyjskich) łatwa dostępność w sieci drogerii Boots. Produkty często przewijają się przez youtube i blogi, gdzie ich recenzję są mówiąc skromnie bardzo obiecujące, przez co tym bardziej kuszą. Jakość produktów w końcu postanowiłam przetestować na sobie, a poprzeczkę postawiłam wysoko, bowiem sięgnęłam po najważniejszy dla mnie produkt do makijażu czyli podkład (przy czym wcześniej korzystałam głównie z Healthy Mix od Bourjois) oraz primer, czyli kosmetyk po który sięgam najrzadziej jak to tylko możliwe (a właściwie stosuję go tylko do zadań specjalnych) ze względu na tendencję mojej skóry do powstawania wyprysków i zaskórników po tego typu produktach. Oba kosmetyki należą do tej samej serii One Heck Of A Blot™. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat tych kosmetyków to zapraszam do lektury.



Podkład – Soap & Glory One Heck Of A Blot™ Foundation
W kwestii wyboru podkładu do twarzy jestem o dziwo konsumentką wierną, wytrwale trzymającą się tego co się u mnie sprawdziło. Do tej pory królował u mnie, świetny skądinąd, podkład od Bourjois Healthy Mix, o którym pisałam tutaj. Po skończeniu ostatniej buteleczki Healthy Mix zdecydowałam się pobuszować trochę w makijażowym świecie i postawić na coś nowego. Moją uwagę przykuł podkład – Soap & Glory One Heck Of A Blot™ Foundation, przede wszystkim ze względu na, jak zdawało mi się w pierwszym momencie, dobre krycie, obietnice trwałości i zapobiegania błyszczeniu się twarzy. Oczywiście przed zakupem przebadałam opinie na jego temat w Internecie, które również okazały się być całkiem niczego sobie. Zakupiłam kolor jasny – Fair Enough, w plastikowej buteleczce z pompką (za co plus), zabezpieczonej naklejką ochronną (kolejny plus) o pojemności standardowej – 30 ml, za cenę 12 funtów (także nieco wyższą niż Healthy Mix). Wybór kolorów podkładu jest dość ubogi mamy ich jedynie cztery, przy czym dla posiadaczek jasnej karnacji sprawdzi się chyba jedynie Fair Enough.

Aplikowanie podkładu palcami:

Pierwsze wrażenia z aplikacji podkładu: Niestety z przykrością przekonałam się, że podkład okazał się produktem bardzo trudnym we współpracy. Po pierwsze bardzo szybko zastyga na twarzy, pokrywając się na domiar złego imitującą puder warstewką i jeśli nie uda nam się błyskawicznie, równomiernie i bez zrobienia sobie smug rozprowadzić go na twarzy to klapa makijażowa gwarantowana. Bardzo ciężko jest zbudować tym podkładem dodatkowe krycie, bowiem świeża warstwa nakładana na tą zastygniętą, zlepia się z nią tworząc ciastowate, wyraźnie widoczne wysepki. Podkład wchodzi w pory i zmarszczki podkreślając je i jednocześnie ściera się z otaczającej je skóry. Podobnie ciężko ukryć z jego pomocą niedoskonałości – zlepianie się podkładu i ścieranie. Dużym rozczarowaniem dla mnie okazało się być wyżej opisane działanie podkładu, nałożonego na primer z tej samej serii, bowiem liczyłam na to, że produkty będą ze sobą dobrze współpracować dając nam nieskazitelną całość. Z primerem jest oczywiście o tyle lepiej, że moja skóra w warstwach tłustych nie błyszczy się, a tym samym podkład mniej się ściera. Dodatkowo nie byłam zadowolona z koloru podkładu, który jako całość okazał się dawać blady wygląd ziemistej cery.
W ciągu dnia: Z produktu nie byłam zadowolona także w ciągu dnia. Początkowo daje nam ten dziwaczny mocno pudrowy efekt na twarzy. W miarę upływu czasu, zwłaszcza w sytuacjach gdy nie używałam primera i moja strefa T przetłuszczała się bardziej, na tłustych warstwach skóry wyglądał źle. Jeszcze bardziej zbijał się w grudki/grupki/upudrowane miejsca/plamki na twarzy, zaś z okolic twarzy wokół nich znikał (tzw. patchy skin). Na suchych partiach skóry bezlitośnie podkreślał niedoskonałości, wnikając w pory, zmarszczki, łatwo ścierając się z wyprysków. O całkowitym kryciu, 12 godzinnej trwałości, zapobieganiu świecenia i nieskazitelnej cerze możemy zapomnieć. Dołożenie warstwy podkładu w ciągu dnia bez narobienia sobie jeszcze gorszych grudek, plamek i wysepek jest bardzo trudne, a w moim przypadku okazało się być niemożliwe.

Aplikowanie podkładu gąbeczką Beauty Blender:

Pierwsze wrażenia z aplikacji podkładu: Nakładanie podkładu wilgotnym Beauty Blenderem znacznie ułatwia sprawę. W prostszy sposób możemy bowiem równomiernie nałożyć produkt, a podkład nie wysycha tak szybko. Pudrowe wykończenie nie jest również tak widoczne jak przy aplikacji palcami, a tym samym wchodzenie produktu w pory i zmarszczki jest zniwelowane. Ja osobiście dalej mam problemy ze zbudowaniem na skórze dwóch warstw tego produktu, bez zlepiania się i tworzenia podkładowych wysepek.
W ciągu dnia: Produkt nałożony Beauty Blenderem w ciągu dnia wygląda lepiej, niż w przypadku aplikacji dłońmi, co podejrzewam wynika z tego, że jest on rozłożony na twarzy bardziej równomiernie i cieńszą warstwą. Aktualne są moje powyższe spostrzeżenia.
Podsumowując i będąc w stosunku do Was fair enough muszą przyznać, że z podkładem Soap & Glory One Heck Of A Blot™ Foundation nie polubiłam się i nie kupię go ponownie. Trudno mi też powiedzieć posiadaczkom jakiej cery by on pasował, bowiem jak wspominałam powyżej z tłustych warstw skóry strasznie się ściera, a na suchych podkreśla niedoskonałości. W moim przypadku podkład nieźle wyglądał na suchych partiach skóry i tych bez niedoskonałości. Myślę, że poradzą sobie z nim dziewczyny bardziej wprawione w wykonywaniu makijażu i posiadające specjalne narzędzia do nakładania podkładu, które albo spowalniają jego szybkie zastyganie – np. nawilżone gąbeczki BB, RT, bądź też umożliwiają szybkie, równomierne rozprowadzenie - pędzle do podkładu lub szczoteczki do podkładu. Ponadto podkład znacznie lepiej wygląda nałożony pojedynczą warstwą, najlepiej na skórę przygotowaną wcześniej primerem i utrwalony fixerem. Moim sposobem na ten podkład stało się wymieszanie go z zawsze za ciemnym dla mnie, świetnym skądinąd, podkładem od Rimmela Wake Me Up.

Baza pod podkład - Soap & Glory One Heck Of A Blot™Primer.

                Produktów typu primer, bazy pod podkład boję się jak ognia i muszę szczerze przyznać, że mam trochę do nadrobienia w tym temacie. Powód tej sytuacji jest prosty – ilekroć nie sięgałam w przeszłości po bazę tylekroć kończyłam z wysypem na twarzy i to takim nie do ogarnięcia. Ze sporą dawką ostrożności podchodziłam do bazy od Soap & Glory, obawiając się właśnie takich skutków ubocznych. Na szczęście okazało się, że niepotrzebnie, gdyż po tym produkcie żadne takowe przykrości nie nastąpiły. A ponadto baza okazała się być rewelacyjna i kompletnie się w niej zakochałam.  
Produkt zakupiłam w różowym kartoniku, wewnątrz którego mamy plastikowe opakowanie. Pojemność to 30 ml. Cena wynosi 10 funtów. Baza ma lekki perłowo – różowy kolor, gęstą konsystencję. Zapach delikatny, kosmetyczny, niewyczuwalny na skórze. Kosmetyk jest bardzo wydajny, a dodatkowo dzięki aplikatorowi z dziubkiem możemy precyzyjnie nałożyć niewielką ilość produktu. Po nałożeniu na twarz produkt jest niewyczuwalny, nie tworzy skorupy ani plastikowej warstwy przez którą skóra nie może oddychać. Nie nawilża, dlatego osobiście stosuję ją na krem nawilżający, ale można ją nosić także samodzielnie.


Skład bazy.
Kolorki: podkład i baza.

Baza ma na celu przede wszystkim niwelowanie świecenia się i przetłuszczania się skóry. Muszę przyznać, że w tej roli spisuje się znakomicie. Zastosowałam ją m.in. przy wieczorowym makijażu, na wesele, które odbyło się w czerwcu, zaś pogoda była upalna (okolice 30 stopni). Jako podkład użyłam wówczas dość ciężki Double Wear od Estee Lauder. Mimo upału i tańca, skóra nie świeciła się (nawet w strefie T o dziwo!), podkład trzymał się dobrze, podobnie jak i reszta makijażu przez wiele godzin. Bazę testowałam także podczas wakacji w upalne dni (temperatura sięgająca 30 stopni i więcej) i moje zdanie o niej pozostaje niezmienione. Na co dzień sięgam po nią głównie w celu ograniczenia przetłuszczania się strefy T. Fakt, że po stosowaniu primera na mojej twarzy ani razu nie doszło do wysypu niedoskonałości odmienił moje zdanie o tego typu produktach o 180 stopni i na pewno staną się one nieodłączną częścią mojej makijażowej rutyny. Kosmetyk dodał mi dużo pewności siebie, gdyż dzięki niemu mój makijaż wygląda dobrze przez długi czas, a skóra w strefie T nie świeci się jak szalona. Świetny produkt, spełniający obietnicę producenta. Wysoka jakość za całkiem niezłą cenę. Polecam wszystkim osobom szukającym dobrej bazy pod makijaż, której celem ma być ograniczenie świecenia się twarzy, zwłaszcza posiadaczkom tłustej lub mieszanej cery. Uwaga baza nie wpływa znacząco na wyrównanie struktury cery, chociaż zauważyłam, że dzięki ograniczeniu wydzielania sebum moje pory przez dłuższy czas wyglądają na mniejsze.

Jak widać powyżej mojej pierwsze wrażenia z zetknęciem się z marką Soap & Glory są mieszane. Zawiodłam się na makasa podkładem, pokochałam bazę pod makijaż. To nie koniec moich eksperymentów z kosmetykami tej marki, a wrażeniami podzielę się z Wami na blogu.

A Wy znacie Soap & Glory? Co lubicie? Co polecacie? A czego nie? A może jest coś co chciałybyście wypróbować a nie jest dostępne w Polsce?

Zapraszam do komentowania, śledzenia mnie na blogu, Facebooku, Instagramie, Pintereście, Bloglovin, Google+. Dzięki temu wiem, że moja praca tutaj ma sens.

Pozdrawiam serdecznie

Joanna.

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU