Mocno nawilżające masło do ciała do skóry suchej. The Body Shop Early – Harvest Raspberry Body Butter i Early – Harvest Raspberry Body Scrub.

20:38:00

Witajcie Kochani. W końcu na moim blogu wpis o pielęgnacji ciała, który to temat do tej pory jakoś mi umykał. Tym razem do napisania dla Was posta zainspirowało mnie kończące mi się właśnie (niestety!) opakowanie balsamu od The Body Shop. Wraz z balsamem stosowałam także scrub z tej samej linii zapachowej, więc o nim też znajdzie się tu parę słów. Jeśli jesteście ciekawe co sądzę o tych produktach, to zapraszam do lektury.

Skóra na moim ciele jest strasznie sucha i napięta. Co gorsza w związku ze wzrostem wagi (niestetyL) pojawiło się na niej ostatnimi czasy trochę rozstępów. Taki stan rzeczy skłonił mnie do zastąpienia używanych wcześniej balsamów do ciała masłem do ciała właśnie, czyli produktem bardziej gęstym, bogatszym, mocniej i intensywniej działającym. Wiele dobrego słyszałam o produktach znajdujących się w ofercie The Body Shop i postanowiłam na własnej skórze sprawdzić na czym polega fenomen marki i tych kosmetyków. Zakupy w sklepie The Body Shop to jest prawdziwa uczta dla zmysłów. Mamy możliwość przetestowania każdego z produktów znajdujących się w chwili obecnej w ofercie sklepu. Można wąchać, smarować i pryskać się do woli. Osobiście jestem ogromną fanką (a może wręcz fanatyczką;)) pięknie pachnących kosmetyków i podczas moich zakupów musiałam każde z maseł do ciała znajdujących się w sklepie dokładnie obejrzeć i powąchać. Przyznaję, że każde z nich zrobiło na mnie dobre wrażenie, wszystkie zapachy są przecudowne! Masła różnią się natomiast konsystencją - część z nich przypomina stałe spożywcze masło, część z nich to gęsty lub mniej gęsty balsam. Dla siebie wybrałam Early – Harvest Raspberry Body Butter i Early – Harvest Raspberry Body Scrub.
Produkty dostajemy w opakowaniach po 200 ml każde, przy czym opakowanie masełka jest większe niż scrubu. Oba zapakowane w okrągłe, plastikowe pudełeczka o malinowym kolorze.
Masło ma nieziemski zapach mi osobiście przypominający lody malinowe, aromat malin mocno wyczuwalny, słodki, a zarazem naturalny i nie męczący. Na ciele utrzymuje się bardzo długo, a zapach nie jest nachalny. Osobiście bardzo lubię mocno aromatyczne kosmetyki i intensywny zapach rzadko stanowi dla mnie przeszkodę bądź uciążliwość przy stosowaniu. Na dodatek uwielbiam malinyJ Myślę jednak, że w przypadku tego produktu dla osób wrażliwych na silną woń kosmetyków masło może okazać się nietrafione. Konsystencja produktu to typowe, mocno zbite, gęste masło. Dzięki temu kosmetyk jest naprawdę wydajny, jednak jego rozprowadzenie na skórze zajmuje trochę czasu i idzie dość topornie. Zaraz po aplikacji należy dać masełku chwilę, żeby się wchłonęło.

Masło przeznaczone jest dla skóry suchej i zawiera w swoim składzie tłoczony na zimno olej z pestek malin (Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil), który natłuszcza i uelastycznia skórę, ma działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne i łagodzące. . Wysoko w składzie mamy masło kakaowe (Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter) – o działaniu m.in. nawilżającym, natłuszczającym, uelastyczniającym, a także antyoksydacyjnym. Dalej masło shea (Butyrospermum Parkii Butter) o podobnym działaniu nawilżającym, natłuszczającym, a także łagodzącym i odżywiającym. W składzie mamy także wosk pszczeli (Cera Alba) – natłuszcza, chroni, zapobiega wysuszaniu skóry, olej sezamowy (Sesamum Indicum Seed Oil) - antyutleniacz, wpływający na uelastycznienie i nawilżenie skóry, olej z brazylijskich orzechów (Bertholletia Excelsa Seed Oil) –przeciwutleniacz. Według producenta masło ma nawilżać naszą skórę przez 24 godziny. W moim przypadku sprawdziło się w 100% i przez cały czas pomiędzy jedną aplikacją, a kolejną miałam zapewniony komfort, nawilżonej skóry, wolnej od trapiącego mnie bezustannie, silnego i nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia i rozciągania skóry. Chce tutaj jeszcze raz podkreślić, że mam spory problem właśnie ze skórą na ciele, która w wyniku wzrostu wagi, siedzącej pracy, zmniejszonej aktywności fizycznej stała się bardzo mocno opięta, brakuje jej elastyczności, pojawiły się na niej rozstępy, a czasami po całym dniu pracy jest wręcz bolesna. Masło, które poradziło sobie z tym problemem zasługuje na szczególne uznanie i wyróżnienie. Poza tym muszę przyznać, że dla mnie stosowanie tego kosmetyku to była czysta przyjemność, relaks i rozkosz dla zmysłów. W woni kosmetyku po prostu się zakochałam. Masło okazało się być produktem bardzo wydajnym, nie mogę jednak dokładnie określić jak długo je stosowałam (gdyż w międzyczasie sięgałam i po inne kosmetyki) – na oko obstawiam, że przy codziennym stosowaniu wystarcza na ok. 2 miesiące. Myślę, że to dobry kosmetyk zwłaszcza na zimę (jest trochę ciężki i tłusty), jednak dla osób mających podobne problemy ze skórą jak moje będzie dobre przez cały rok. Ja produkt zakupiłam w promocyjnej cenie ok. 7 funtów, zaś jego normalna cena to 14 funtów.
Podsumowując:
+działanie: super nawilżenie, ukojenie napięcia skóry,
+cudowny zapach malin,
+wydajność,
- cena, dość wysoka, jednak za produkt o tej jakości i działaniu uważam, że jest do przełknięcia.
Zapach scrubu to maliny, takie świeżo zerwane, rozgniecione maliny. Scrub wygląda i pachnie przepysznie, po otwarciu, aż ślinka cieknie na jego widok(może dlatego na opakowaniu znajduje się ostrzeżenie, że produkt nie nadaje się do jedzeniaJ). Użycie go pod prysznicem to czyta przyjemność, zapach świeżych malin unosi się wszędzie. Na skórze nie jest wyczuwalny po użyciu produktu. Konsystencja jest dość rzadka, przypomina dżem malinowy – ma malinowy kolor, widoczne są bardzo liczne pestki malin.

 Niestety w moim przypadku produkt okazał się mało wydajny – ok. 5 użyć na całe ciało. Poza tym po użyciu mamy trochę bałaganu w łazience – nasionka malin w wannie. Jeśli chodzi o efekty działania to skóra jest zdecydowanie gładsza i przyjemna w dotyku. W tym kosmetyku znajdziemy ekstrakt z owoców malin oraz pestki malin (Rubus Ideaus Friut Extract /Rubus Idaeus Seed), a także ekstrakt z łupiny orzecha włoskiego (Juglans Regia (Walnut) Shell Extract) oraz miód pszczeli (Honey). Produkt zakupiłam w promocji za ok. 6 funtów, a jego normalna cena to 12 funtów.
Podsumowując:
+ działanie: wygładzenie skóry, peeling,
+ przyjemność używania,
+ cudowny zapach, wygląd i konsystencja,
- wydajność
- cena
- bałagan przy okazji używania.
Z obu produktów Body Shop jest bardzo zadowolona, przy czym scrub polubiłam, a masło do ciała to moja absolutna nowa miłość. Z przyjemnością zakupiłabym je ponownie, jednak nie mogłam ich znaleźć ani w sklepie, ani na stronie internetowej. Przy okazji poszukiwań natknęłam się na inne masełko o niesamowitym zapachu i to prawdopodobnie ono zostanie następcą maliny.

Jestem bardzo ciekawa czy używałyście tych produktów, albo macie ochotę je wypróbować? A może macie jakieś swoje ulubione masło?
Pozdrawiam serdecznie
 Joanna



You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU