Na jaki rozświetlacz warto wydać pieniądze - The Balm Mary Lou-manizer.

19:27:00

Temat tego rozświetlacza być może jest już bardzo oklepany, jednak wciąż powraca, przewija się w mediach społecznościowych, podobnie sam kosmetyk marki The Balm. Rozświetlacz bezustannie pojawia się w kolejnych produktach marki w pełnej lub mini wersjach. Gdy sama opisuję jakiś nowy rozświetlacz na blogu porównanie do Mary Lou-manizer samo przez się nasuwa mi się na myśl. Cóż po tym właśnie można poznać że jakiś kosmetyk jest kultowym, klasykiem wręcz w makijażu. Mary Lou-manizer marki The  Balm, bo o nim właśnie będzie mowa,  towarzyszy mi w makijażu już od ponad 1,5 roku i mam już mocno wyrobione o nim zdanie. Co sadzę o tym kosmetyku i jak się u mnie sprawdza w tym wpisie. Zapraszam do lektury.

Tradycyjnie zacznę od opisu opakowania kosmetyku - Mary Lou otrzymujemy w tekturowym pudełeczku w stylistyce pin-up typowej dla produktów the Balm. Stylistyka produktów the Balm przez jednych jest lubiana przez innych uznawana za infantylną i nieadekwatną do jakości produktów marki. Moim osobiście zdaniem jest czymś charakterystycznym dla the Balm, wyróżniającym markę i kojarzącym się właśnie z nią, co uważam za dobrą technikę marketingową, a poza tym sam wygląd kosmetyków lubię, uważam za zabawny i przyjemny dla oka. Wewnątrz kartonika mamy okrągłe, srebrne pudełeczko, z naklejką na wierzchu o wyglądzie odpowiadającym ilustracji na tekturowym opakowaniu. Pojemność rozswietlacza to 8,5 grama, które wystarcza na bardzo długi czas, a mogłabym wręcz powiedzieć, że jest nie do zużycia. Samo opakowanie wykonane jest z plastiku, całkiem porządnego, a jednak sam zawias, przynajmniej w moim egzemplarzu, jakoś się wyrobił i przy szerokim otwarciu pudełeczka strona z lusterkiem leci sama do tyłu:( Taki mały mankament. O właśnie zapomniała wspomnieć o tym, że wewnątrz opakowania znajduję się spore lusterko.




Najważniejsze jest jednak serce produktu czyli sam rozświetlacz i moim zdaniem marka The Balm stworzyła coś ikonicznego. Rozświetlacz ma przepiękny kolor jasnego złota, przez wielu zwany szampańskim. Konsystencja jest jedwabista, przyjemna w dotyku. Puder rozświetlający nie ma w sobie drobinek (w moim odczuciu żadnych) i to co tworzy nam na twarzy to tafla błysku. Efekt działania produktu jest przepiękny, a za jego pomocą, w zależności od ilości produktu jaką chcemy użyć możemy uzyskać zarówno delikatny błysk do makijażu dziennego, jak i bardzo mocny błysk przy śmielszych lookach. Mary Lou – manizer to dla mnie nie tylko rozświetlacz do twarzy, ale także i do ciała, z powodzeniem sprawdza się także jako cień do oka, zwłaszcza do rozświetlenia wewnętrznego kącika.

Rozświetlacze identyczne lub prawie identyczne jak Mary Lou-manizer znajdziemy w innych kosmetykach the Balm:
1. Balm Jovi® Rockstar Face Palette,
2. theBalm Voyage®Vol.2,
3. The Balm, The Manizer Sisters,
4.  Autobalm California,
5. Smoke Balm Eyeshadow Palette - Blaze/Spark/Flame,
6. The balm of your hand palette .

Poza tym rozświetlacz ma dwie wersje kolorystyczne:
1. Cindy Lou-manizer – różowawy,
2. Betty Lou-manizer – ciemniejszy brąz.

                I na koniec mamy minus tych produktów, a mianowicie cena. Mary Lou – manizer kosztuje ok 70 zł (w UK 16 funtów). To dość dużo jak na jeden raz i muszę przyznać, że również dla mnie w momencie gdy chciałam kupić produkt była sporą przeszkodą. Jednak po ponad 1,5 roku używania kosmetyku muszę powiedzieć, że była to jedna z najlepszych makijażowych inwestycji jaką poniosłam. Rozświetlacz Mary Lou to produkt, który dodał mojemu makijażowi skrzydeł (a raczej powinnam powiedzieć blasku) jak żaden inny, a za każdym razem gdy noszę go na twarzy moja pewność siebie wzrasta o 100%. Nigdy mnie nie zawiódł, zawsze zaś nosił się pięknie przez cały dzień, nie ścierał, nie znikał, nie matowiał.  W czasie tworzenia makijażu nigdy nie sprawił mi żadnych problemów, nie był przesadny (chyba, że tego właśnie chciałam), ładnie się budował, pięknie rozcierał, o tym że nie ma mowy jakimś rolowaniu nie muszę nawet wspominać. Uważam, że jakość tego produktu jest najwyższa z możliwych i jeśli nadal go nie wypróbowałyście, a cena Was nie odstrasza to zakupcie go. Jeśli natomiast jest to dla Was kosmetyk za drogi serdecznie zachęcam do śledzenia bloga, gdzie niebawem napiszę o innym rozświetlaczu, dającym zupełnie taki sam blask (niestety nie kolor) jak Mary Lou.

A Wy czy macie Mary Lou? Albo inny rozświetlacz od the Balm? Co o nich sadzicie? A może znalazłyście lepszy rozświetlacz?


Pozdrawiam

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU