Jaki olejek do pielęgnacji ust wybrałam i o cieniu, którym możemy zastąpić słynny rozświetlacz Mary Lou - manizer.

19:48:00


              Witajcie J Przychodzę do Was w pogodnym, letnim nastroju, a to za sprawą moich, zbliżających się wakacji i oczywiście wielkich zakupów kosmetycznych jakie przed wyjazdem poczyniłam. Z myślą o letnim makijażu odwiedziłam ostatnio między innymi sklep z kosmetykami KIKO. W tym wpisie o moich skromnych zakupkach, w tym kosmetyku z limitowanej kolekcji na lato. Oczywiście parę słów o cieniu do oczu, który rozświetleniem przewyższa słynny Mary Lou-manizer, a obecnie możemy go zakupić w cenie ok. 20 złotych! Zapraszam.


Do KIKO wybrałam się przede wszystkim w celu zakupu cieni wodnych zwanych po prostu Water Eyeshadow, a właściwie jednego z nich – kolorku 208 Light Gold.  Osobiście jestem ogromną fanką złotych cieni (i rozświetlaczy), mam ich najwięcej jeśli chodzi o moją kolekcję kosmetyków i uważam, że to absolutny must have na lato. Wodny cień KIKO w kolorze light gold, to nie tylko cień do oczu. Z powodzeniem może on zastąpić nam rozświetlacz do twarzy i ciała. Moim osobiście zdaniem cień KIKO wygląda na twarzy ładniej i ma odrobinę lepszą konsystencję niż słynny Mary Lou – manizer. Jest mocno błyszczący, tworzy na twarzy taflę mocniejszą (wyglądającą wręcz na wodnistą) niż w przypadku produktu the Balm. Ponadto kolor to czyste złoto (w przeciwieństwie do szampańskiego, jaśniejszego Mary Lou). W tej chwili gdy porównuję oba produkty na dłoni to rozświetlacz the Balm przy cieniu KIKO wygląda na matowy ;) Poza tym cień wygląda jak małe dzieło sztuki. Ma pojemność 3 g i kosztuje 8,90 funtów (39 złotych). Nie jest to najtańszy kosmetyk jaki możemy kupić, jednak jest naprawdę świetny i wart każdego wydanego centa. Jeśli chodzi o opakowanie to jest to bardzo porządny plastik, zamykany na zatrzask, o grubości ok 1 cm. Wewnątrz mamy małe lusterko. Na stronie internetowej KIKO widzę, że jest obecnie promocja na te cienie i można je zakupić za pół ceny – klik klik. Myślę, że to niewiele jak za tak dobry jakościowo produkt, o różnorakim przeznaczeniu. Jeśli nadal go nie posiadacie to nie wahajcie się dłużej i zakupcie go w promocyjnej cenie.






W KIKO wybrałam dla siebie także drugi cień – długotrwały cień do oczu w kremie - Cream Crush Lasting Colour Eyeshadow w kolorze 05 Pearly Silver Rose. Przyciągnął mnie ten nieoczywisty kolor - srebrzysty, ale mieniący się delikatniusio na brudny róż. Moc kolorku można budować w miarę naszej fantazji i potrzeb – od delikatnych drobinek błysku po mocny, zdecydowany srebrzysty blask. Cień ma też fajną niespotykaną konsystencję – przypomina ona trochę cienie foliowe z Makeup Revolution, ale w przeciwieństwie do nich po chwili zastyga na powiece, wysycha, a jednocześnie jest trwały. Cienie Makeup Revolution dość trudno jest nałożyć w taki sposób żeby nasycenie koloru było równomierne w każdym miejscu, gdzie nakładamy cień. Natomiast cień od KIKO sam z siebie rozkłada się równomiernie. Takie cienie to jedne z moich największych ulubieńców i nigdy nie mam ich dość w kosmetyczce. Pozwalają na rozświetlenie środka powieki i kącika oka intensywnym, przyciągającym wzrok błyskiem, a tym samym w szybki i banalny sposób stworzyć ze zwykłego makijażu coś wyjątkowego. Pojemność cienia to 4 g, a cena to 6,90 funtów (29 złotych) także bardzo przyzwoita jak na tego typu produkt. Opakowanie to szklany słoiczek, z plastikową nakrętką, podobne do pigmentów z Inglota, jednak przewyższające je jakością. Polecam, możecie znaleźć go tutaj.







Na koniec wisienka na torcie czyli olejek do ust  Heatwave Lip Oil z najnowszej limitowanej kolekcji od KIKO – Summer Collection. Niezmiernie cieszy mnie powrót olejków do ust do łask. Tak, tak. Celowo piszę powrót do łask, a nie najnowszy trend, bowiem pamiętam jak dziś w czasach mojej wczesnej młodości, gdy  miałam 12-13 lat, w sklepach były dostępne takie śmieszne, owocowe olejko – błyszczyki, w opakowaniach z kulką, podobne do tych tutaj (nie dam sobie jednak ręki uciąć, że te same). Używałam ich nałogowo, później niestety wyparły je błyszczyki. W chwili obecnej olejki pielęgnacyjne zyskały nowe życie, przede wszystkim dzięki wprowadzeniu do oferty Clarins olejku Instant Light Lip Comfort Oil. Ale wróćmy do olejku od KIKO. Jest on dostępny w trzech smakach (a właściwie powinnam chyba napisać aromatach) - kokosa, wanilii i grejpfruta. Miałam okazję powąchać każdy z nich w sklepie i muszę Wam powiedzieć, że są po prostu boskie!!! Słodkie, przepiękne, intensywne - nie można im się oprzeć. Zdecydowałam się na kokosa – czyli nr 01 (ostatnio mam jakieś zamiłowanie do zapachu kokosa). Mimo, że w opakowaniu olejki wydają się być zabarwione, na ustach nie zostawiają żadnego koloru. Dają delikatny błysk, pielęgnują usta jednocześnie ich nie sklejając, ani nie powodując uczucia ciężkości jakie możemy mieć przy tradycyjnych błyszczykach. Z powodzeniem możemy jest stosować na wcześniej nałożoną pomadkę. Kosmetyk ma bardzo precyzyjny aplikator, w formie materiału z malusieńkimi włoskami. Jest dość wydajny – jedno zamoczenie w produkcie wystarcza na pokrycie całych ust. Nie mogę oczywiście zapomnieć o opakowaniu, które jest absolutnie mistrzowskie i sprawia, że kosmetyk wygląda na dużo droższy niż jest w rzeczywistości. Cała seria kosmetyków Summer Collection została zamknięta w cudownych, luksusowych opakowaniach o kolorze złotym, chociaż na moje oko wpadającym w najmodniejszy w tym sezonie kolor różowego złota. Faktura opakowań przypomina połączone ze sobą plasterki miodu, jest tak precyzyjnie i misternie wykonana, że nie można przejść obok tych produktów obojętnie i nie zachwycić się ich wyglądem. Widziałam zdjęcia kosmetyków z limitowanej edycji w Internecie, jednak na żywo robią jeszcze większe wrażenie. Pod spodem znajdziecie zdjęcie całej kolekcji i jeśli macie taką możliwość wybierzcie się do sklepu KIKO chociażby po to, żeby ją obejrzeć z bliska i dotknąć. A wracając do mojego olejku to jego pojemność to 5,5 ml, a możecie go zakupić w cenie 10,90 funtów (49 złotych) tutaj. Jestem przekonana, że nie będziecie zawiedzione. Dla mnie olejek do ust to must have, zwłaszcza na lato i jeśli ten z KIKO wydaje Wam się zbyt kosztowny warto zapoznać się z ofertami innych firm kosmetycznych, gdyż jestem przekonana, że w każdej z nich znajdziecie obecnie co najmniej jeden taki produkt.


Jestem ciekawa jakie produkty są Waszymi must have na lato? Czy znacie markę KIKO i macie coś godnego polecenia? jak Wam się podoba Summer Collection od KIKO?

Zdjęcie zaczerpnięte ze strony: http://www.kikocosmetics.com, zachwycająca kolekcja KIKO Summer Collection w (prawie) pełnej okazałości.


Pozdrawiam ciepło.

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU