Eksperymenty z esencją Andrea – podsumowanie po miesiącu.

07:00:00


                Jakiś czas temu wspominałam Wam o moim planie na zapuszczenie włosów. Gwiazdą wszystkich moich zabiegów była popularna i wszechobecna teraz esencja Andrea. Pierwsze dwa tygodnie, kiedy stosowałam esencję wraz z szamponem opisałam tutaj – klik klik. Dziś czas na kolejne dwa tygodnie, czyli o tym jak esencja sprawdziła się wraz z wcierką.


Zgodnie z moim planem do wcierki Joanna Power Hair dodałam ok. 30 kropli esencji Andrea. Mieszankę taką stosowałam na skórę po każdym umyciu włosów (włosy myłam co dwa dni) i pozostawiałam ją na skórze głowy. Oczywiście wykonywałam  przy okazji masaż skóry głowy szczotką TT. Na zakola wcierałam esencję Andrea wprost z buteleczki – nabierałam kilka kropli na płatek kosmetyczny i wcierałam, a robiłam to podobnie przy okazji każdego mycia włosów. Jeśli chodzi o szampony to sięgałam po Lush New i Dr Organic Aloe Vera, odżywkę z tej serii i maskę Serical Crema al Latte. Co do zdjęć to muszę przyznać, że niezwykle ciężko jest zrobić dwa zdjęcia w dokładnie takiej samej pozycji i z tak samo wystylizowanymi włosami.

Teraz trochę o efektach. Po rozpoczęciu stosowania esencji wraz z wcierką zauważyłam, że włosy zaczęły rosnąć. Nawet tak toporne i odporne na wszelkie środki jak moje. Przyrost szacuję na jakieś dwa centymetry, na zdjęciach wydaję się, że jest to może nieco mniej, ale zwróćcie również uwagę na to, że zdjęcie  "po" jest odrobinę mniejsze niż pierwsze. Uważam, że przyrost to zasługa esencji z wcierką, a efekty byłyby jeszcze lepsze gdybym myła włosy codziennie. Wrzucam dla Was dwie konfigurację zdjęć i pojedyncze fotki, bowiem jest to niezwykle trudno ująć włosy w takiej samej lub nawet zbliżonej pozycji, a same wiecie ile jest tych oszukanych zdjęć porównawczych w Internecie obrazujących fantastyczne efekty. W ten sposób same możecie stwierdzić czy są efekty czy nie.







Zadowolona jestem także z wysypu mini baby hair, które pojawiły się na zakolach. Włoski są malusieńskie, jaśniutkie i delikatne, ale mam nadzieję, że przetrwają i wyrośnie z nich coś większego. Na zdjęciach zaznaczyłam dla Was obszary skóry głowy o jakich mówię, bowiem tradycyjnie nie udało mi się zrobić dokładnie takich samych ujęć. Mam nadzieję, że uda Wam się dojrzeć to o czym mówię. U góry zdjęcia "przed", na dole "po".

No i niestety na koniec muszę powiedzieć o skutkach ubocznych stosowania Andrei, a są one dość poważne:
1. Maksymalne przesuszenie włosów przy zastosowaniu z szamponem, po myciu moje włosy wyglądały tak. Zapewne mniej drastyczny efekt osiągnięcie stosując zamiast naturalnego szamponu np. ten z silikonami.

2. Wypadanie włosów – to w jakiej skali moje włosy zaczęły wypadać to istny koszmar. Jestem zawiedziona na całej linii. Garść włosów zostaje na ubraniu, a kolejne dwie na szczotce. Zresztą same możecie zobaczyć to na zdjęciu poniżej. Wiem, że wygląda ono obrzydliwie i nie powinnam być może wrzucać takich rzeczy na bloga, jednak przynajmniej do mnie najbardziej przemawia zobaczenie czegoś na własne oczy, a nie przeczytanie opisu. To włosy jakie wypadły mi dzisiaj:


3. Włosy bardzo szybko się przetłuszczają. Dla optymalnego ich wyglądu najlepszą opcją byłoby codzienne mycie.

I tak właśnie przez skutki uboczne jakie dzieją się na mojej głowie zdecydowałam się zarzucić kurację esencją Andrea i wcierką Joanna Power Hair, bo autentycznie zaczynam się bać, że wyłysieje L Absolutnie nie polecam dodawania tego specyfiku do szamponu, bo sobie przesuszycie włosy tak jak ja. Jeśli chodzi o stosowanie z wcierką to dodam tylko tyle, że po nałożeniu na głowę czuje się przez jakiś czas ciepło, nic nie piecze, nic nie gryzie. Podobnie jest przy nakładaniu esencji na zakola.
Jeśli chodzi o mnie to do stosowania Andrei na skórę głowy na razie nie wrócę, będę ją stosować jedynie na zakola przez ok. miesiąc i sprawdzę efekty.
Niestety ze względu na skutki uboczne na moich włosach nie mogę nikomu polecić tego specyfiku.
Pamiętajcie, że esencja Andrea to produkt o nie do końca jasnym składzie, niedopuszczony do obrotu na rynku Europejskim. Stosujecie go na własne ryzyko.
*** Kosmetyki stosujecie na własne ryzyko uwzględniając Wasze potrzeby i wymagania. Użycie każdego z produktów powinno się skonsultować z lekarzem, dermatologiem lub kosmetologiem.

A Wy co sądzicie o Andrei? Zastosowałybyście czy nie?

Pozdrawiam

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU