Czy warto dodawać esencję Andrea do szamponu do włosów? – relacją z pierwszych dwóch tygodni eksperymentów z esencją Andrea.

16:25:00

                Tak jak pisałam Wam w poprzednim poście, wzięłam się ostro za zapuszczanie włosów i minęły dwa tygodnie mojego eksperymentowania z esencją Andrea. Celowo nie zamieściłam mojego planu włosowego wcześniej bowiem nie chciałam, żeby ktoś nim podążył, zanim sama przekonam się jak na mnie zadziała. Jeśli chcecie się dowiedzieć czy dodanie esencji Andrea do szamponu do włosów to dobry pomysł albo jak działa przy natarciu nią skóry głowy to zapraszam do czytania.


                1. Saszetki Dead Sea Spa Magic : Mineral Shampoo i Hair Magic Serum.

                Początek terapii był bardzo ale to bardzo przyjemny. Muszę powiedzieć, że dawno nie spotkałam się z produktem, który miałby tak błogi wpływ na moje włosy i skórę głowy. Szampon mineralny Dead Sea Spa Magic bardzo fajnie oczyścił moje włosy i ukoił skórę głowy, która ostatnimi czasy, za sprawą szamponu Lush New, dość często mnie swędziała. Szampon ma przepiękny zapach – morskiej wody, minerałów, jest bardzo delikatny, ale jednocześnie dobrze i dość intensywnie się pieni. Włosy myje się nim z łatwością. Po spłukaniu szamponu i osuszeniu włosów ręcznikiem nakładałam na nie serum Hair Magic. Serum aplikowałam dokładnie na całą długość włosów, wcierałam je weń, nakładałam na włosy plastikowy czepek, a następnie owiłam włosy ciepłym ręcznikiem. Tak zabezpieczone włosy przykrywałam ciepłym ręcznikiem na 20 minut. Następnie spłukiwałam włosy i suszyłam. Serum ma przepiękny zapach, morski, mineralny, bardziej intensywny niż szampon. Po tych produktach moje włosy były świeże, sypkie, nawilżone i cudownie pachnące. Jedyne co mi się nie spodobało w tych produktach to opakowanie w saszetkach bez zamknięcia (tj. np. mają saszetki od Babci Agafii). Niestety przy rozrywaniu saszetek od siebie szampon przerwał mi się w  połowie i musiałam się trochę nagimnastykować, żeby go wydobyć ze środka. Serum wystarczyło mi na dwa użycia, a szampon na cztery. Seria Dead Sea Spa Magic jest dość droga, jednakże po tych rewelacyjnych doświadczeniach z tymi produktami sięgnę po nią z pewnością jeszcze raz. Polecam serdecznie wypróbować.



              2.  Esencja Andrea i Dr Organic.


Idąc za moim pierwotnym założeniem do szamponu Dr Organic Bioactive Haircare Aloe Vera dodałam esencję Andrea zgodnie z zaleceniami jakie przeczytałam na stronie producenta. Na 100 ml szamponu dodam na oko mniej więcej 30 kropli. Całość wymieszałam. Szampon pod wpływem Andrei zmienił zapach na bardziej cytusowy. Taką mieszankę zaaplikowałam na całe włosy – szampon bardzo dobrze się pienił, ładnie i dość intensywnie oczyszczał włosy. Włosy oczywiście myłam  i masowałam przez ok 3 min tak jak zaleca sprzedawca na stronie gdzie zakupiłam Andreę. Następnie spłukiwałam szampon i na całości lądowała odżywka Dr Organic Bioactive Haircare Aloe Vera. Po zmyciu odżywki i osuszeniu włosów ręcznikiem już wiedziałam, że coś z nimi jest nie tak. Otóż włosy w wielu miejscach na długości były już zupełnie suche i strasznie splątane. Po zerknięciu w lustro byłam przerażona, gdyż włosy przypominały jeden wielki, splątany kołtun. Postanowiłam jakoś je rozczesać na mokro (zazwyczaj rozczesuje włosy tylko na sucho) i znów się zdziwiłam. Włosy mimo totalnego splątania rozczesywały się dosłownie za jednym pociągnięciem szczotki i rozczesanie całości nie sprawiło mi więcej trudności niż zazwyczaj. Przed wysuszeniem włosów wtarłam w skórę głowy ampułki wzmacniające Joanna Power Hair (o których mowa poniżej) i wykonałam masaż TT. Na końcówki włosów nakładałam produkt Lush Shine So Bright. Włosy po wysuszeniu były bardziej obciążone u nasady głowy, zaś od połowy włosów bardzo suche. Po 4 zastosowaniach stały się już zupełnie przesuszone, sianowate, uwrażliwione, szorstkie, końcówki zaczęły puszyć niemiłosiernie. Włosy na długości stały się kruche i zaczęły się urywać podczas szczotkowania. Po tych doświadczeniach stwierdziłam, że esencja Andrea przynajmniej na moich włosach się nie sprawdza. Mieszankę szamponu z esencją stosowałam jedynie na skórę głowy, na włosy na długości od razu nakładałam odżywkę. Efekty znacznie lepsze, ale mimo wszystko muszę stwierdzić, że esencja bardzo mocno wysusza włosy.

Esencję Andrea stosowałam także na zakola. Po każdym myciu i wysuszeniu włosów, związywałam je w kucyk z tyłu głowy. Na płatek kosmetyczny dawałam kilka kropli esencji i wcierałam przez kilka minut. Skóra głowy w miejscu gdzie wcierałam Andreę czerwieniła się początkowo i bardzo delikatnie piekła. Później przez pewien czas była cieplejsza. Żadnych skutków ubocznych nie zauważyłam. Moim zdaniem esencja nie jest, aż tak mocna jak niektórzy to przedstawiają w Internecie, ale musicie wziąć pod uwagę fakt, że stosowałam bardzo dużo dość mocnych produktów na zakola – np. wcierki apteczne (robione na receptę) po których moja skóra piekła, swędziała, była bolesna. Jeśli chodzi o pozytywne aspekty takiego wcierania to po prawej stronie pojawił się u mnie wysyp maleńkich i delikatniusich baby hair. Będę kontynuować wcieranie i zobaczymy jaki będzie efekt po miesiącu.

             3. Ampułki Joanna Power Hair.

Ampułki wzmacniające Joanna Power Hair stosowałam po każdym myciu (co drugi dzień) włosów i zużywałam jedną 10 ml ampułkę na raz. Niestety przy tego typu opakowaniu trudno mi oszczędnie stosować produkt. Ledwo przechyliłam ampułkę i bum jej zawartość była już na mojej głowie. Nie przypadły mi tez do gustu duże szklane ampułki, których końcówki trzeba odłamywać – dość trudno to zrobić i zawsze miałam taki strach, że ampułka pęknie mi w dłoni i pokaleczy palce. Myślę, że znacznie lepiej przynajmniej w moim wypadku sprawdziłaby się ampułki o mniejszej pojemności 6 – 8 ml. Co do samego działania to odnotowałam tyle, że ampułki łagodziły uczucie swędzenia po szamponie z dodatkiem esencji Andrea. Teraz gdy już przeszłam do etapu gdy esencję zmieszałam z wcierką Joanna Power Hair, wiem, że ukojenie skóry głowy zawdzięczam tym właśnie ampułkom. Ich minusem jest jednak  to, że włosy przy samej głowie przetłuszczają się bardzo szybko i na drugi dzień były zdecydowanie nieświeże.


             4. Olejek Green Pharmacy.

Moje włosy nie zareagowały też najlepiej na olejek Green Pharmacy  łopianowy ze skrzypem polnym. Wcześniej miałam bardzo dobre doświadczenia z tym olejkiem (wówczas włosy olejowałam bardzo intensywnie 3-4 dni w tygodniu), włosy po nim były dobrze nawilżone, ale jednocześnie olejek łatwo się z nich zmywał. Wypadnie włosów zmniejszyło się, a i porost włosów jaki odnotowałam na koniec miesiąca był pozytywnie zaskakujący. Olejek stosowałam wówczas na całą długość włosów i na całą noc. Tym razem postanowiłam zrobić to samo i cóż. Rano po umyciu głowy wyszła mi garść włosów, włosy zwłaszcza te u nasady były totalnie oblepione i przetłuszczały się w mgnieniu oka. Na razie zarzuciłam ten element mojej pielęgnacji i postawiłam na olej kokosowy, który obecnie najlepiej się u mnie sprawdza.


              5. Suplementy.

Codziennie stosuję kapsułki Revalid i pilnuję się, żeby brać je 3 razy dziennie. Picie naparu z pokrzywy stało się elementem mojej codziennej rutyny i już nie wyobrażam sobie nie wypić jednego kubka dziennie. Nie wcieliłam w życie planu spożywania nasion chia.


        Podsumowując muszę z przykrością przyznać, że dodanie esencji Andrea do szamponu i następnie zastosowanie takiej mieszanki na całe włosy to nie najlepszy pomysł. Jeśli masz włosy delikatne, cienkie, rozjaśniane, farbowane, wrażliwe, ze skłonnością do wypadania lub nadmiernego wysuszania – to tego nie rób. Stosowanie tej mieszanki do mycia skóry głowy może się sprawdzić lepiej, jednak ja bym się na to porwała jedynie jeśli posiadałabym zdrowe, dobrze nawilżone i odżywione włosy. I na koniec najgorszy minus tych dwóch tygodni terapii moje włosy zaczęły znacznie bardziej wypadać. Nie wiem czy to zmiana pielęgnacji, czy przesilenie wiosenne, albo może oba czynniki na raz, ale niestety wszystkie moje szczotki są pełne włosów. Jeśli zaś chodzi o wcieranie esencji przy linii włosów to u mnie nie stało się nic strasznego, ale i jakiegoś wielkiego wysypu włosów nie ma. Zamierzam kontynuować wcieranie przez kolejne 2 tygodnie żeby sprawdzić czy coś z tych baby hair wyrośnie. Jeśli chodzi o porost włosów to nie widzę na razie zbytniej różnicy. Efekty sprawdzę po miesiącu terapii.

Pamiętajcie, że esencja Andrea to produkt o nie do końca jasnym składzie, niedopuszczony do obrotu na rynku Europejskim. Stosujecie go na własne ryzyko.
*** Kosmetyki stosujecie na własne ryzyko uwzględniając Wasze potrzeby i wymagania. Użycie każdego z produktów powinno się skonsultować z lekarzem, dermatologiem lub kosmetologiem.


Pozdrawiam

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU