Serum na zniszczone końcówki włosów z naturalnych składników, które może służyć również jako perfumy do włosów - Lush Shine so bright.

20:04:00

Dlaczego zaczęłam stosować to serum?

Po moich doświadczeniach z maścią Super Gro, o której pisałam tutaj, zauważyłam, że dobrą sprawą dla końcówek włosów jest zabezpieczanie ich czymś mocniejszym niż tylko olejek. Postanowiłam wypróbować w tym celu balsam od Lush, składający się z ciekawych, w większości naturalnych składników. Balsam ten cieszy się sporym powodzeniem i uznaniem klientów co wyrażają w licznych, pozytywnych opiniach na stronie Lush. Jestem bardzo ciekawa jak Shine so bright radził sobie będzie z moimi mocno suchymi końcówkami włosów. O innych produktach Lush, które testowałam tutaj.

Opis:

Balsam otrzymujemy w metalowym opakowaniu o pojemności 10 g. Opakowanko jest bardzo malutkie, na wielkość wygląda jak 5 złotowa moneta. Wewnątrz mamy balsam koloru żółtego. Konsystencja jest stała, twarda. Produkt lekko rozpuszcza się pod wpływem temperatury ciała, jednak na palce nabiera się tylko niewielka ilość balsamu. Po nabraniu na palce ma przeźroczysty, żółtawy kolor, na włosach nie jest widoczny. Pokryte balsamem końcówki włosów robią się sztywne i matowe. Balsam jest delikatnie kleisty, dlatego też lepiej jest go stosować na suche i rozczesane włosy. Zapach kosmetyku jest niesamowity, piękny mi się kojarzy z letnią łąką, kwiatami konwalii, miodem i cytryną. Utrzymuje się także na włosach, nie jest jednak tak intensywny.

Skład:

Extra Virgin Coconut Oil – olej kokosowy extra virgin, Shea Butter – masło Shea, Candelilla Wax - wosk kandelila, Extra Virgin Olive Oil – oliwa z oliwek extra virgin, Perfume – zapach, Neroli Oil – olej neuroli. Grapefruit Oil – olej z grejpfruta, Rosewood Oil – olejek z drzewa różanego, Fresh Free Range Eggs – świeże jajka (bez podziału na klasy), Gardenia Extract – wyciąg z gardenii, Hydroxycitronellal – hydroksycytronellal, alifatyczny aldehyd terpenowy, imituje zapach konwalii, Geraniol – geraniol, nienasycony alkohol alifatyczny z grupy terpenów, imituje zapach pelargonii, Lilial -  lilial, aldehyd aromatyczny, składnik kompozycji zapachowych, *Citral – cytral, alifatyczny aldehyd terpenowy, imituje zapach cytryny, *Farnesol – farnesol, alifatyczny alkohol z grupy sekswiterpenów, imituje zapach konwalii, *Limonene – limonen, jednopierścieniowy węglowodór terpenowy, imituje zapach skórki cytrynowej. *Benzyl Benzoate - benzoesan benzylu, ester benzylowy kwasu benzoesowego,  składnik kompozycji zapachowych, *Linalool – linalol, nienasycony alkohol alifatyczny z grupy terpenów, imituje zapach konwalii.
W składzie mamy naturalne składniki w postaciach olejków, wosków, a także masło Shea, które powinny dobrze wpływać na nawilżenie końcówek. Mamy także proteiny - jajka. Sporo składników kompozycji zapachowej dzięki, którym udało się uzyskać ten przepiękny zapach balsamu, który może także służyć jako perfumy do włosów.

Co obiecuje producent?

„Podczas gdy nie możesz już naprawić rozdwojonych końcówek, możesz zminimalizować uszkodzenia i zapobiec dalszym przy użyciu tego balsamu. Wykonany z oleju kokosowego, oliwy z oliwek i masła shea, dodaje nawilżenia wyschniętym końcówkom. Służy także jako perfumy do włosów: użyliśmy oleju neroli, różanego i z grejpfruta aby nadać włosom aromatu kwiatowego i owoców cytrusowych. Niewiele daje tak wiele: wystarczy zastosować odrobinę balsamu na końcach włosy rozsmarowując go kciukiem i palcem wskazującym” (tłumaczenie własne – oryginał tutaj).

Cena: 

Balsam kosztuje 4,75 funtów za 10 g.

Dostępność:

Balsam zakupimy w sklepach Lush i na stronie internetowej Lush.

Czas testu: 

Produkt wypróbowałam pierwszy raz dokładnie 5 kwietnia. Data przydatności kosmetyku do użycia upływa 21 maja. Tym samym możemy się nim cieszyć jedynie ok. 2 miesięcy.

Moje oczekiwania:

Liczę na to, że balsam spełni swoje zadanie i będzie dobrze zabezpieczał końcówki włosów minimalizując ich rozdwajanie się i łamliwość. Mam także nadzieję, że olejki w składzie nawilża suche końce włosów poprawiając ich wygląd. Miło będzie jeśli balsam nie będzie obciążać końców tak mocno jak np. maść super gro, bądź zwykłe olejki. 

Moje wrażenia:

Uwielbiam przepiękny zapach tego balsamu, nie mam drugiego równie pięknie pachnącego kosmetyku. Zawsze z przyjemnością po niego sięgam i lubię czuć ten zapach na włosach (utrzymuje się dość długo). Rzeczywiście w formie perfum do włosów sprawdza się dobrze. Pokryte balsamem końcówki robią się matowe i dość sztywne. Sklejają się trochę ze sobą i generalnie staram się rozczesywać włosy przed, a nie po aplikacji tego balsamu. Jeśli chodzi o nawilżanie końcówek to wydaje mi się, że balsam nie nawilża ich mocno. W kwestii o zabezpieczania końcówek nie mam jeszcze zdania. Produkt dość ciężko wydostać z opakowania, rozpuszcza się bardzo powoli pod wpływem ciepła i bardzo mało się go nabiera. Tym samym jest bardzo wydajny. Po upływie terminu przydatności podzielą się wrażeniami z zakończenia terapii tym cudem J

A Wy jakich produktów do zabezpieczania końcówek włosów używacie? Znacie shine so bright, albo inny balsam do włosów służący także jako perfumy?
Pozdrawiam


You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU