Bourjois – Healthy Mix, Rouge Edition Velvet, Smoky Stories Quad Eyeshadows, Little Round Pot Blush, Beauty'full Volume Dark Kohl Mascara. Jakie z kosmetyków Bourjois warto kupić, a w jakie lepiej nie inwestować? Część pierwsza.

16:20:00



Zawsze robiąc zakupy w drogerii zatrzymuje się przy szafie Bourjois. Zawsze. Nie ważne czy mam dużo czasu, czy bardzo się gdzieś spieszę, ta witrynka przyciąga mój wzrok jak magnes. Dlaczego? Na półkach Bourjois znajdziemy przede wszystkim piękne, dziewczęce opakowania kosmetyków, trochę w stylu vintage, pin-up, trochę w bardziej nowoczesnym, jednak zawsze trafiającym w gusta. Nie osądzajmy jednak książki o okładce, jeśli chodzi o jakość kosmetyków to tutaj mam mieszane uczucia. Mieszane, bowiem mam sporo produktów, które nazwałabym tymi z najwyższej półki. Świetnymi, topowymi, niezawodnymi, po które sięgam każdego dnia. Z drugiej jednak strony nacięłam się na kilka zwyczajnych bubli, które zupełnie zawiodły moje oczekiwania i zmniejszyły zaufanie do marki.  Co ciekawe z kosmetykami Bourjois jest tak, że niekiedy w świetnej linii produktów np. pomadek czy podkładów, zdarza się jeden kolor, który tak bardzo odstaje od reszty, że spokojnie można go nazwać bublem lub czarną owcą serii. Dziś przygotowałam dla Was wpis o kosmetykach Bourjois, które stosuje bądź stosowałam z moimi spostrzeżeniami o nich. Mam nadzieję, że okaże się przydatny przy kolejnych zakupach. Wpis podzieliłam na trzy części bowiem okazało się, że kosmetyków Bourjois u mnie dostatek. Zapraszam na część pierwszą w której przedstawiam piątkę moich ulubieńców.



                Pierwszy produkt, o którym chcę Wam powiedzieć to najsłynniejszy w ostatnich czasach w blogosferze podkład Bourjois Healthy Mix. Podkład ten podbił serca wszystkich i przez większość blogerek urodowych jest zachwalany i polecany. Zakupiłam go pod wpływem tych wszystkich ochów i achów i tak jakoś został w mojej kosmetyczce. Maluję się nim na co dzień, już od ok. półtora roku, zużyłam spokojnie z 10 opakowań tego kosmetyku, a w kosmetyczce mam jeszcze trzy. W mojej opinii to bardzo dobry produkt, jednakże nieco przereklamowany. Wiem, że wiele dziewczyn, po naczytaniu się mnóstwa, samych pozytywnych opinii o tym podkładzie widzi w nim receptę na wszystko. Healthy Mix takim uniwersalnym produktem jednak nie jest. Podkład co prawda dobrze nawilża skórę, ładnie wyrównuje koloryt, rozświetlają ją i nieźle się nosi w ciągu dnia, jednakże krycie jakie zapewnia jest niewielkie. Jeśli masz cerę z licznymi niedoskonałościami raczej nie będziesz zadowolona, bowiem oprócz pracy z podkładem sporo czasu będziesz musiała poświęcić na pracę z korektorem. Dobrą cechą tego kosmetyku jest to, że nie powoduje on zapychania porów, nie wzmaga też powstawania niedoskonałości. Mi osobiście nigdy nic po nim nie wyskoczyło i to dla mnie duży plus. Po nałożeniu na twarz podkład należy staranie przypudrować, żeby trzymał się dłużej, a cera nie świeciła się. Jeśli jednak liczysz na nieskazitelny wygląd przez cały dzień (producent obiecuje 16 godzin) to też niestety się zawiedziesz. Mam mieszaną cerę i już po kilku godzinach strefa T świeci się, poza tym podkład ściera się z twarzy w ciągu dnia i poprawki są koniecznością. Moje kolorki to 52 Vanilla, który stosowałam wcześniej, obecnie (nie wiem czy to być może skutki stosowania maseczki Tony Moly i mojego peelingu z Iwostin) moja skóra ma jaśniejszy odcień i używam kolorku 51 Light Vanilla. Linia Bourjois Healthy Mix ma 8 kolorków podkładu do wyboru, także każdy znajdzie coś dla siebie. Podkład znajduje się w szklanej buteleczce z pompką, dzięki czemu aplikacja jest prosta i przyjemna. Jeśli chodzi o opakowanie to nie podoba mi się to, że przy kończeniu buteleczki bardzo ciężko wydostać podkład na zewnątrz, a spora warstewka pozostaje na denku.




               
           Oprócz Healthy Mixa hitem dwóch ostatnich lat od Bourjois jest seria trwałych matowych pomadek Rouge Edition Velvet. Uważam je za bardzo dobry produkt o dokładnie odwrotnym działaniu jak Avon Matt, o których pisałam tutaj. Kolorek „Don’t pink of it!” stosuje praktycznie codziennie, zaś pozostałe dwa na większe wyjścia. Te trwałe pomadki mają lekką konsystencję, jakby pianki, po nałożeniu na usta wnikają w nie tworząc matowe wykończenia. Są trwałe, jednak jedzenia i picia nie wytrzymają. Po całym dniu też na ustach pomadki nie zobaczymy (wg producenta ma się trzymać 24 godziny). To czego najbardziej w nich nie lubię to wysuszanie ust i potęgowanie uczucia dyskomfortu na ustach. Zazwyczaj po noszeniu pomadki Rouge Edition Velvet przez kilka godzin muszę sięgnąć po nawilżający balsam lub błyszczyk (np. MR Lip Gloss). Przy bezustannym, codziennym korzystaniu z pomadek konieczne jest wykonywanie raz na tydzień peelingu ust i stosowanie czegoś nawilżającego, bowiem mogą pojawić się na nich suche skórki. Nie wiem czy ten problem dotyczy tylko mnie, ale przy każdym z kolorków, które kupiłam, przy kilku pierwszych użyciach w okolicach ust pojawiły się bolesne krostki.  Problem znikał przy dłuższym stosowaniu. Pomadki zamknięte są w plastikowym opakowaniu z aplikatorem o pojemności 7,7 ml, są bardzo wydajne i wystarczają na długi czas. Aplikator jest dość poręczny, nie do końca jednak można nim precyzyjnie pomalować usta. W serii znajdziemy 12 przecudownych kolorków – intensywne czerwienie, róże, a także neutralne i nudziaki. Ja posiadam odcienie „Don’t pink of it” – neutralny, brudny róż, „Frambourjoise” – intensywny róż oraz „Hot pepper” – intensywna czerwień. Kolorkami które mam, a także pozostałymi z serii jestem zachwycona, zwłaszcza brudne, neutralne róże uważam za uniwersalny must have dla każdej miłośniczki makijażu.







                Produkt, który bardzo lubię i polecam to paletki czterech cieni do oczu Smoky Stories Quad Eyeshadows. Produkt ten jest tak popularny jak dwa poprzednie, niesłusznie jednak, bowiem jest bardzo dobry i wart zainwestowanych weń pieniędzy. Każda z paletek składa się z czterech dopasowanych do siebie cieni, przeznaczonych w szczególności do tworzenia smoky eyes. Bardzo podoba mi się w jaki sposób pod kątem kolorystycznym dobrane są cienie, dzięki czemu możemy od razu wybrać zestaw do stworzenia makijażu smoky jaki chcemy – jasny lub ciemny. To co lubię w tej paletce to właśnie ten idealnie dobrany zestaw, kiedy nie mam za wiele czasu, sięgam po tą prostą paletkę i nie muszę się zastanawiać jak dobrać kolorki, żeby wyglądały ze sobą dobrze. Cienie są porządnie napigmentowane, bardzo ładnie się rozcierają, ładnie łączą ze sobą i noszą w ciągu dnia. Przy aplikacji nie obsypują się i nie pylą z wyjątkiem cienia na środku. Trzy spośród cieni w paletce są matowe, środkowy zaś ma połyskujące drobinki. W serii mamy do wyboru 8 kwartetów. Ja mam kolorki 02 Over rose i 06 Upside Brown i z obu jestem bardzo zadowolona. Must have dla wielbicielek smoky eyes.





                
















          Kolejny klasyk Bourjois - Little Round Pot Blush, był moim pierwszym różem do policzków, dziś także mam go w kosmetyczce i zazwyczaj odruchowo już po niego sięgam. Seria tych róży zamknięta jest w okrągłych opakowaniach z małym lustereczkiem i pędzelkiem do nakładania produktu. Róże mają piękne kolorki, fajny kosmetyczny, pudrowy zapach. Są super wydajne, jedno opakowanie starczy na lata. Jeśli chodzi o pigmentację kosmetyku to nie jest zbyt mocna, co jest wadą i zaletą produktu. Zaletą z tego względu, że raczej nigdy nie przesadzimy z ilością tego różu na twarzy, wadą, gdy chcemy mocniej zaznaczyć policzki – róż nie nabuduje się mocno i raczej zawsze osiągniemy bardziej naturalny, subtelny efekt. W serii mamy 12 kolorków, ja posiadam: Golden Rose i Golden Amber. Oba kolorki posiadają w strukturze drobinki, nie są one jednak widoczne na twarzy, nie rozświetlają też mocno policzków. Dobrze mieć w kosmetyczce. Produkt polecam zwłaszcza osobom, które zaczynają swoją przygodę z makijażem, bądź różem w szczególności.







                Ostatnim z produktów, który znalazł się wśród ulubieńców jest tusz do rzęs Beauty'full Volume Dark Kohl Mascara. Umieściłam go tutaj tylko dlatego, że nie jestem fanką tuszy Bourjois, a jednak ten jest dość udanym, godnym polecenia produktem. Tusz ma przyciągające wzrok, czarno-białe opakowanie i szczoteczkę o niespotykanym designie zwężającą się na środku. Ta szczoteczka nie jest najlepszym i  najporęczniejszym wynalazkiem, trzeba się napracować, żeby ładnie pokryć rzęsy za jej pomocą. Efekt końcowy działania tego tuszu jest dobry, uzyskujemy ładnie przedłużone i pogrubione (nie powiedziałabym jednak, że 10 krotnie), mocno czarne rzęsy. Tusz ładnie się trzyma w ciągu dnia, nie kruszy i nie obsypuje. Nie miałam też problemów z demakijażem. 9 ml opakowanie wystarczy na długi czas. Co mi się nie podoba w tym tuszu to zamknięcie, które się wyrobiło po jakimś czasie i teraz nie mogę do końca dobrze zamknąć produktu.





Tak właśnie wygląda moja top 5 produktów Bourjois. Jeśli jakiś produkt zainteresował Was bardziej i chce się dowiedzieć więcej na jego temat to śmiało piszcie, a stworze o nim osobny wpis. Czy macie jakiś z tych produktów? Co sądzicie o Bourjois Paris? Co polecacie, a czego nie lubicie?



Pozdrawiam i zapraszam na dalszy ciąg wpisu o kosmetykach Bourjois, który pojawi się niedługo.

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU